- O czym tak myślisz? - spytała Hannah siedząc na łóżku, obok leżał Matt. Miał rozczochrane włosy, zaspane oczy. Uśmiechnęła się na ten widok.
- O was, o dziecku. - podsunął się bliżej dziewczyny, położył głowę na jej nogach. Pogłaskał jej brzuch. - Cześć, tu tatuś... możesz mnie mało znać, ale jestem przy tobie. Już zawsze będę dbać o ciebie i twoja mamę.
- Auć, ej maluchu nie wierć się tak... - śmiała się, bo dziecko zaczęło mocno kopać. - Cieszy się.
- Z ciebie to chyba będzie facet, tak kopiesz. Jeszcze trochę tam posiedź, żebyś się urodził zdrowy.
- A co jeśli będzie dziewczynka? - przeczesywała mu włosy.
- Oszaleje... nie dość, że to będzie małe, to jeszcze dziewczynka. O nie trzeba się jeszcze bardziej troszczyć... nie dam sobie rady.
- Dasz radę, oboje damy. Pójdę zrobić sobie herbatę, ok?
- Hannah, wrócisz do domu?
- Daj mi chwilę, nie spodziewałam się nawet, że w najbliższym czasie cie spotkam... ja potrzebuje jeszcze trochę czasu.
- Chciałbym po prostu, żebyś była bezpieczna, ty i nasze dziecko.
- Matt...
- Dobrze, już nie naciskam, poczekam. - cmoknął brzuch i wstał. - Masz gdzie mieszkać?
- Tak poradzę sobie, możemy się spotykać... zacznijmy powoli.
- Zaczniemy tak, chcę odzyskać twoje zaufanie i zrobię wszystko. - Ubierał się
- Mogę przyjść wieczorem, jeśli chcesz... albo pójdziemy na spacer.
- Na randkę? Dasz się zaprosić? na niewinną kawę? - puścił jej oczko.
- Nie mogę pić kawy, nie powinnam. Hm, o której mam być?
- Ja przyjadę, jak przystało na mężczyznę. Tylko nie wiem gdzie, jaki jest twój nowy adres? - Hannah nic nie mówiła, nie miała przecież gdzie mieszkać. Myślała o hotelu, ale Matt za dobrze znał HB, żeby się nie zorientować, że podany adres to hotel. - Hannah... nie będzie tak. Nie pozwolę, na to. Wracasz do domu, nie będziesz się szlajać po hotelach. Przysięgam, że nie będę cie dotykał, całował... nie zrobię nic, jeśli nie będziesz chciała. Ale wróć ze mną, chcę mieć pewność, że nic wam nie grozi, tylko tyle.
- Ale będę spać na dole, dobrze?
- Ty na górze, wiesz, że hałasuje zawsze. Będzie mniejsze prawdopodobieństwo, że się obudzisz. - ich rozmowę przerwał krzyk na dole.
...
Lauren przewróciła się na swoim mężu, który spał na ziemi.
- Jasna cholera, ty się już nie masz gdzie kłaść? I jeszcze udajesz, że mnie nie słyszysz!
- Nie mam jajek - powiedział głosem wokalisty Bee Gees, śpiewającego przebój "Stayin' Alive"
- Było nie leżeć na ziemi... wstawaj w kuchni jest lista zakupów, trzeba się przejść i kupić coś na śniadanie.
- A prysznic? Muszę się umyć! - każda wymówka jest dobra.
-Nie śmierdzisz, pachniesz damskimi perfumami... masz szczęście, że to moje. Idź do sklepu, proszę.
-Oj żono, żono. - Wstał i podszedł do niej, ucałował i poszedł po listę.
- Pantoflarz.. - powiedział Zacky i oberwał bananem.
- Spierdalaj. Chcesz żreć, to nie marudź - schował listę i poszedł.
W porze obiadowej, wszyscy się już zmyli z domu Hanerów, oni spędzili popołudnie oglądając film, lub uprawiając seks. Zaś Matt właśnie wpuścił blondynkę do domu.
- Chciałem ci coś pokazać. Pójdziesz ze mną na górę?
- Tak, a mógłbyś zabrać moją torbę na górę?
- Pewnie, ale zaraz, ok? - złapał ją za rękę i poszedł na górę. Otworzył drzwi do jednej z sypialni. Był to teraz pokój ich dziecka, szare ściany i zielone detale. Na ścianach wisiały ozdoby, nie było jeszcze mebli. - Pomyślałem, że sama będziesz chciała wybrać meble, ściany też mogę przemalować.
- Jest piękny... nie trzeba było. - przechadzała się po pokoju.
- Przecież dziecko potrzebuje swojego miejsca. Hannah zostaniesz tu prawda?
- Myślisz, że nam się ułoży?
- Kochanie, ja wiem, że nam się ułoży. Zrobię wszystko żeby cię odzyskać, nigdy sobie nie odpuszczę. Kocham cie.
- Przyniesiesz moje rzeczy? - spojrzała na niego, chciała mu powiedzieć, że też go kocha. Nie miała odwagi, nie wierzyła w to, że on doceni te słowa. Będzie szanował i dbał razem z nią o ich uczucie. On poszedł po torbę z samochodu, Hannah dalej była w pokoju dziecięcym. Była dumna z Matt'a, postarał się.
Minął miesiąc od powrotu Hanny, mieszkali razem, nie przestawał się starać. Czasem to było aż przytłaczające.
- Wstawaj, słońce już pora do lekarza.
- Jejku no zaraz - wymamrotała blondynka.
- No ale ja się nie mogę doczekać, dzisiaj się dowiemy czy to chłopiec czy dziewczynka.
- Nie dowiemy się, bo ja nie chcę wiedzieć, wolę mieć niespodziankę. - usiadła rozczochrana na łóżku. Dostała buziaka, już nie miała z nimi problemu. Ich pierwszy pocałunek był ognisty, zdarzył się stosunkowo niedawno. Ale warto było czekać, tak samo na ich seks. Matt chyba nigdy nie był tak czuły i namiętny w łóżku. Czuła się coraz lepiej z nim, wierzyła też, że "kocham cię" to nie są puste słowa z jego strony. Zawsze po tych słowach ją całował, a potem dodawał, że dziecko też kocha, całował brzuch i głaskał. Wieczorami czytał książeczki dla malucha, albo grał na gitarze, wtedy maluch kopał jak szalony.
40 minut później, weszli do gabinetu lekarskiego.
- Witam, jak się czujemy w 8 miesiącu?
- Jak ciężarówka...
- Chyba pani zwariowała, ma pani brzuszek jak piłeczka tenisowa. To jeden z mniejszych jakie widziałem.
- Czy to coś niedobrego? - Spytał Shadows ze strachem w oczach.
- Nie, nie... spokojnie. Zaraz sprawdzimy co tam słychać. - po kilku minutach wszystko było jasne. - Ktoś tu chyba jest całkiem zdrowy i za niedługo pojawi się na świecie.
- Za jak niedługo?
- Do 5 tygodni, gotowi?
- Tak - powiedział radośnie Matt. - ucałował brzuch - jeszcze chwilę i już będziesz z nami.
- Proszę przyjmować witaminy, które przepisałem ostatnio i do zobaczenia na rozwiązaniu.
- Dziękuje doktorze - uśmiechnęła się, wstała i poprawiła ubranie. - Do widzenia.
Pojechali do domu jego rodziców, Hannah została zmacana. Wkurzało ją to, ale zaciskała zęby i nic nie mówiła, w końcu przecież każdy się po prostu cieszy, że niedługo mały Sanders pojawi się na świecie.
- Przepraszam na chwilę - wyszła na taras i zadzwoniła do Lauren.
- Hej, co u was?
- Możesz zapytać co u mnie? Tak po prostu... właśnie zostałam zmacana, a nie, to moje biedne dziecko zostało zmacane. Zainteresuj się mną, małą ciężarówką.
- Oj głupia, nie jesteś ciężarówką, najwyżej małym fiatem. Co u ciebie?
- Chcę już urodzić, mam dość ciąży, bólu pleców, nóg, tego, że wszyscy mnie dotykają. Tylko Matt może dotykać.
- A właśnie, co w twoim związku?
- Dobrze, on nie przestaje mnie zaskakiwać, jest opiekuńczy, kochany.
- Widzisz co wyrzuty sumienia robią z człowiekiem?
- Wiem co miłość robi z człowiekiem, on mnie kocha i okazuje mi to codziennie, co chwile. To nie są same wyrzuty.
- Znów go bronisz.
- Lauren, cholera... nim wróciłam do Huntington Beach, to ciągle gadałaś o tym jak to on się nie zmienił, że tęskni, że pyta o mnie i dziecko. Miałam odwagę wrócić do miasta i do niego... nie niszcz mi tego co już mam poukładane w głowie... to niesprawiedliwe. Kocham go, a on kocha mnie. Niedługo zostaniemy rodzicami, a jego wyrzuty sumienia nie mają tu nic do gadania. Tamto co się stało, to przeszłość, teraz skupiam się na przyszłości.
- Po prostu uważam, że za szybko mu odpuściłaś, on może tego nie docenić. Stwierdzi, że raz dałaś mu szansę, to zrobisz tak następnym razem.
- Przestań! Oczerniasz go, przez swoje własne urojenia. Matt się zmienił, kocha mnie i rozumie, że kochając kogoś nie idzie się do łóżka z kimś innym. A uważasz, że twój Brian jest taki święty?
- Tak! i nie masz prawa nawet insynuować, że jest inaczej.
- Znawczyni mężczyzn, najłatwiej jest oceniać innych, ogarnij najpierw swój związek, a potem wpieprzaj się do mojego.
- Ta rozmowa nie ma sensu...
- Masz racje, cześć - powiedziała wkurwiona Hannah i rozłączyła się.
Lauren klęła i chodziła w te i powrotem.
- Nie boisz się, że wydepczesz dziurę w podłodze? - zapytał Brian, który wrócił z psem do domu.
- Czy ty też spałeś z innymi, tak jak Matt?
- Jesteś taka bezpośrednia - zaśmiał się, podszedł do niej i objął ją - nie kochanie, ja nie mam powodu wkładać kutasa w byle kogo. Mam przecież ciebie - pocałował ją.
- I nigdy nie zrobisz mi tego?
- Skarbie nie, co się dzieje? -przytulił ja już, żeby się uspokoiła.
- Hannah mi to zasugerowała i zaczęłam głupio myśleć.
- No bardzo głupio, niech ona pilnuje swojego faceta... -cmoknął Lauren - co powiesz na randkę dziś wieczorem? Tylko ty i ja i włoska restauracja.
- Zjem całą lazanie tego świata... - wymamrotała tuląc się do męża - Jesteś tylko mój
- Tylko twój.
***
Hannah dzwoniła do Pani Haner.
- Lauren przepraszam - powiedziała Hannah gdy tylko ją jej przyjaciółka odebrała telefon. - Spotkamy się?
- Mam wpaść do ciebie?
- Pomożesz mi skręcać łóżeczko. Za godzinę, dasz radę?
- Będę, ej nie powinnaś skręcać mebli. Korzystasz z tego, że Matt'a nie ma w domu i ci nie zabroni?
- Ja wariuje już z nudów, nic mi nie wolno. On schował mi odkurzacz i mopa i wszystko. Jutro wpadnie Kim, żeby posprzątać.
- To ostatnie 3 tygodnie ciąży, on ma koncerty, zrozum go. Dobra ja już jadę do ciebie, zostaw to łóżeczko. - rozłączyła się i jechała.
- Dobrze, że już jesteś. - 30 minut później powiedziała Hannah, zamykając drzwi za Lauren
- A co wody ci odeszły? - podała blondynce ciasto - kupiłam, żebyś miała co zrobić z rękami.
- Spadaj. Dobrze, że jesteś bo mi się nudzi. Wiesz, że jego rodzice zabrali nawet psa do siebie? chociaż praktycznie był już nasz, żebym nie musiała wychodzić z nim na spacery. A jeszcze moi rodzice popierają wszystko co robią Sandersi.
- Naciesz się tym, jak dziecko się urodzi, uwaga wszystkich skupi się na nim, a nie na tobie.
- Będę już tylko cyckiem do karmienia... chodź pokażę ci coś. -złapała ja za rękę i poszła na górę, pokazała piękny pokój dziecięcy, była już komoda, fotel do karmienia. Pomożesz mi z łóżeczkiem?
- Wariatka, pomogę ci... jej pięknie jest, sama to wszystko zrobiłaś?
- Nie, ja tylko skręciłam komodę, pokój naszykował Matt... Uwielbiam siedzieć tu w nocy, pić herbatę i śpiewać maluchowi.
- Fajnie, że tak zrobił... Hannah jak to jest być w ciąży?
- Lauren co to za pytanie?
- Normalne, no powiedz, chcę wiedzieć.
- Wsadź sobie pod bluzkę arbuza.
- Ale ja się poważnie pytam, czy to naprawdę takie wspaniałe dla kobiety?
- Czy ja wiem.. ja mam już serdecznie dość, chcę mieć już dziecko na rękach, patrzeć jak grymasi, jak je, jak płacze, uśmiecha się. Chcę je już przytulić. - Zapadła cisza.
- Myślisz, że kiedyś będę w ciąży?
- Dlaczego masz nie być, Lauren, jesteś młoda, masz faceta. Co stoi na przeszkodzie?
- Wydaje mi się, że przestało mu na mnie zależeć, jest jakoś inaczej niż wcześniej. Może już mnie nie kocha.
- No teraz to już jakaś paranoja, pomyśl, jeździ po stanach i koncertuje, sama widziałaś co dzieje się po nich, to jedna wielka kilku tygodniowa impreza... kiedy wraca do domu chce zwyczajnie odpocząć, nie uwierzę w to, że cie kompletnie olewa.
-No nie olewa mnie kompletnie, ale jest jakoś inaczej, chociaż może jest coś w tym, to znaczy, że jest zmęczony. A powiedz jak się tobie układa co?!
-Już myślałam, że ominiemy temat związków, ale widzę, że się nie da.
-Och, naprawdę tak mi przykro - powiedziała z wyczuwalną ironią w głosie - No wiec jak u was?!
- No normalnie, rozmawiałyśmy o tym przecież, chociaż w sumie się kłóciłyśmy.
- Coś ten teges też?!
- Mam ci się spowiadać z mojego życia erotycznego. - Parsknęła śmiechem.
- W sumie pewnie i tak ja mam lepiej - oberwała z pięści w ramie -Ej, żartowałam.
- Jak to, przecież twój mąż już cie nie kocha! - teraz ona oberwała – ne ne ne...
- A kiedy za niego wyjdziesz?!
-Co przepraszam? Ty chyba nie wiesz co mówisz! Niech on się cieszy, że ja do niego wróciłam. Przez najbliższe dziesięć lat nie ma mowy o ślubie!
-A czyje nazwisko będzie miało dziecko?
-A czy to takie istotne? W ogóle nie wiem jak to będzie kiedy ono się urodzi, trochę się boje. Nawet bardzo, a jak on nie będzie mi pomagał?
- Jeśli tak będzie, to ja się wami zaopiekuje. A jemu ukręcę łeb.
- Och tatuśku!
- Sama jesteś tatuśku, ja będę mamusią!
- Ciocią - puściła jej oczko - idziemy na miasto, czy składamy łóżeczko?
- Zakupy, od składania mebli są mężczyźni.
Więc poszły pobuszować po mieście, było miło, pyszny obiad, potem pyszna kawa, lub sok. Hannah wieczorem wracała do domu, zobaczyła zapalone światło. Pomyślała, że zapomniała je zgasić, jednak w domu okazało się coś zupełnie innego.
-Kiedy wróciłeś?! - wpadła w jego ramiona.
-Całkiem niedawno - pocałował ją i znów ją przytulił – następnym razem jedziecie ze mną!
-Nie, nigdzie nie jedziemy, będziemy pilnować domu. Maluch będzie za mały na podróże.
- Teraz będzie urlop, gadałem z chłopakami i nie szukamy nowych terminów, zostaniemy w domu, żebym mógł się nacieszyć rodziną. Ej szkrabie kopiesz - powiedział gdy tylko dotknął brzucha.
- Cieszy się, z powrotu taty. Pomożesz mi przy łóżeczku?
- Kochanie widziałem co zrobiłaś, prosiłem...
- Oj no bo - pocałowała go, żeby się nie burmuszył, uśmiechnął się i odwzajemnił pocałunek. To skończyło się w sypialni. ...
Gorące noce i poranki zakończone, teraz Lauren nie może już myśleć, że jej mąż może darzyć ją mniejszym uczuciem. Postarał się, rano śniadanie, potem kąpiel tylko dla żony, teraz szykował niespodziankę w ogródku. Szampan, czekolada i różne owoce. Dodatkowego uroku dodawało słońce, zielona trawa, błękitne niebo, delikatny szum drzew. Tarasowy stolik, przyozdobiony był podłużnym pudełeczkiem z kokardą. Kiedy odpicowana żona, zeszła na dół, obdarowana setkami buziaków, w objęciach Briana poszła do ogródka...
- Wiedziałam, że o czymś zapomniałam! - patrzyła na zastawiony stolik i całą resztę, chłopak oglądał ją z każdej strony.
- Mi się tam wydaje, że wszystko jest dobrze.
- To po co to wszystko? Jakaś rocznica, tak? A ja nic nie przygotowałam, to dlatego rano śniadanie, potem kąpiel to wszystko dlatego...
- Dlatego, że cię kocham i że się stęskniłem, nie potrzebuje specjalnej okazji, żeby sprawić ci przyjemność i pokazać jak bardzo kocham. Siadaj i już się nie martw niczym. Zresztą to nie koniec niespodzianek...
- A jak będę miała przedwczesny zawał, przez te twoje niespodzianki?
- To chętnie cię zreanimuje, bardzo chętnie. - Nalał szampana, wypili za wspólne szczęście. Nawzajem jedli owoce umoczone w czekoladzie, potem nie tylko owoce były w czekoladzie, ale szybko uporali się z ubrudzonymi częściami ciała. Wtedy pozwolił Lauren otworzyć prezent.
- Zanim to otworzysz, zanim będziesz na mnie patrzeć z przerażeniem powiedz, że się zgadzasz.
- Ale, ale... ja nie wiem czy się zgadzam, a jeśli tam jest coś strasznego?
- Jeśli kawałek papieru cię przeraża, to lepiej nie otwieraj... proszę, bardzo mi zależy.
- Mogę najpierw otworzyć? Albo chociaż odwiązać kokardkę, ona tak ładnie na mnie patrzy.
- Ja też ładnie na ciebie patrze...- oczy spaniela w jego wykonaniu były nadzwyczajne.
- Zgadzam się!! - szybko otworzyła pudełeczko, patrzyła na niego z przerażeniem - Kocham ciebie i twoje niespodzianki.- wskazał palcem na usta, jako sposób podziękowania, Lauren nie wahała się długo, za to długo trwał pocałunek.
- Ale dlaczego Paryż? Przecież to daleko...
- Co z tego, że daleko, tam jest romantycznie. Ostatnio cię zaniedbałem i wstyd mi za to. Miałem tyle pracy, że brakowało mi już siły na wszystko, ale teraz wróciłem i będę nadrabiał zaległości. W podobno najbardziej romantycznym miejscu.
- A pojedziemy na samą górę, na wieżę? I dostanę balonika z helem w kształcie serca, a potem popłyniemy statkiem, tam będzie taki skrzypek stał i grał miłą muzykę a my będziemy sobie patrzeć w oczy przy świetle świec i jeszcze będziemy trzymać się za ręce... tak będzie?
- Kocham cię!
- Rany romantyczna wycieczka...
Spędzili popołudnie na przytulaniu się, planowaniu pobytu we Francji. On nie przyznał się, że ma w zanadrzu jeszcze kilka innych atrakcji, wolał zostawić niespodzianki na później.
Matt wolał to przeczekać, czekając przeglądał różne strony internetowe, oraz fora, związane z ciążą, dziećmi, kobietami w ciąży i tych nieszczęsnych przyszłych ojcach. Biedni zagubieni w dziwnym świecie, który stworzyły sobie zapylone dziewczyny. Wielu mężczyzn obecnie szczęśliwych ojców, mówiło o tym samym co teraz przeżywała jego blondyna, czyli nadmierne sprzątanie, marudzenie, wiele innych rzeczy, dzięki którym aż chce się uciec z domu. Jednak on był cierpliwy, wolał spokojnie poczekać aż jej przejdzie. Z drugiej strony, każdego kolejnego ranka bał się, że zostaje przecież coraz mniej dni, przecież niedługo będzie ojcem, a co jeśli sobie nie poradzi? Przecież ma być odpowiedzialny za małego człowieczka. Kiedy Hannah skrupulatnie wycierała po raz enty komodę z kurzu coś ją zabolało... na początku się wystraszyła, ale kiedy ból minął dalej nuciła coś pod nosem i wycierała coś to tu, to tam. Nastał cudowny czas, dziewczyna odłożyła wreszcie ścierkę, stęskniona za przytulaniem się do przyszłego tatusia.
- Bardzo masz mnie dość?
- Tak tyci tyci. - objął ją i smyrał po ramieniu.
- Jakbym cię nie znała,to bym się obraziła. Ej, przeglądasz poradniki dla rodziców, jak uroczo.
- Uroczo? Ja oszaleje zaraz, nigdy się tak nie stresowałem. A jeśli będę złym tatą?
- Skoro nie jesteś takim złym życiowym partnerem, to ojcem będziesz dobrym.
- Nie taki zły? Byłem pewien, że jestem teraz super partnerem.
- Czasami zawodzisz, raz zawiodłeś. Odejmując to, będziesz super, ekstra tatusiem... tylko wiesz czego się boje?
- Porodu?
- Głupi jesteś, boje się, że wszystkie mamuśki będą cię podrywać na placu zabaw. Bo ostatnio, babki lubią sobie poderwać tatuśka, z placu zabaw.
- Ja już nie mam zamiaru podrywać, ani być podrywanym. - Skradł jej całusa, był z tego powodu bardzo zadowolony, a jeszcze bardziej kiedy dziewczyna odwzajemniła buziaka, tak się miło bawili.
Matt zajął się meilowaniem, a ona znów poczuła ból, znacznie mocniejszy.
- Ty rozrabiako, nie kombinuj co? Nie strasz mamusi. ... Matt! Matt! - chłopak znalazł ją przed schodami.
- Co ... tu, ale... co... jak...
- Wody mi odeszły...