Deszcz kapiący na parapet obudził Briana, nie bardzo wiedział gdzie się znajduje. Jednak gdy zobaczył obok siebie Matta już wszystko było jasne. Zwlókł się z łóżka, skorzystał z toalety i poszedł na poszukiwanie żony. Otworzył chyba wszystkie możliwe drzwi i zaglądał w każdy zakamarek domu. Zdziwiony brakiem ukochanej poszedł na taras, siedziała na plaży owinięta kocem z kubkiem herbaty. Zszedł do niej, usiadł blisko, patrzył się w dal, tak jak ona, milczeli. Deszcz przestał padać, było jakoś tak dziwnie, cicho i bez uczuć.
- Coś zbroiłem? - zapytał przerywając milczenie.
- Nie, nie. Jak mogłeś tak pomyśleć? Chyba mam zły dzień.
- Może wrócimy do domu? Odpoczniemy po naszych podróżach. Pobędziemy razem.- uśmiechnął się kojąco i objął ją.
- Jakbyśmy teraz nie bywali ze sobą. - nastała dziwna cisza - Przepraszam, źle to zabrzmiało. Sama nie wiem czego chcę. Przytul... - leżeli przytuleni na piasku - Oni są bardzo szczęśliwi...
- My przecież też jesteśmy. Prawa?
- Tak, jesteśmy, ale nie jesteśmy taką pełną rodziną.
- Zaraz możemy to zmienić...- przewrócił się, leżał na brzuchy patrzył na Lauren.
- Boje się, nie jestem też pewna czy jestem gotowa. Czy aby czasem nie chcę dorównać mieć tak jak ona, bo wydaje mi się, że mi teraz czegoś brakuje. Nie chcę znów tego przezywać... tej ogromnej straty.
- Nie mów mi, że chcesz z nią rywalizować, na to kto ma lepszą rodzinę... Lauren, kotku jesteś zdrowa, piękna, mądra i masz mnie, swojego pocieszyciela, przyjaciela, męża i ostoje – pocałował ją w czółko.
- Właśnie... to tak wygląda. Więc po prostu nie chcę. Przepraszam, że tak mieszam. Która jest w ogóle godzina?
- Szczęśliwi czasu nie liczą, chodź na spacer.
- O nie, nie, nie tak mi tu dobrze. Chyba że weźmiesz mnie na barana.
Wylądowała na jego barkach, szli plażą, ona zakrywała mu oczy, dużo się śmiali, rozmawiali. Zachowywali się jak para nastolatków, przeżywająca swoją pierwszą miłość.
Kolejne tygodnie mijały, dziewczyny siedziały właśnie w kawiarni, spotkały się na ploteczki.
- Okres mi się spóźnia... - oznajmiła
- Co to pierdzielisz? - wypiła łyk kawy i poprawiła małemu kocyk – byłaś już u lekarza?
- Boje się. Najpierw test.
- To do apteki już! Jej może będę ciocią.
- Ja się wcale tak nie ciesze! Nie chcę być jeszcze mamą, nie ochłonęłam po ostatnim.
- Nie masz na razie pewności. Skończymy kawę i idziemy po test, zrobimy go chociażby w kiblu centrum handlowego.
- Jak będę w ciąży to ją usunę! - popatrzyła na Kevina - chyba nie mam sumienia.
- Idziemy to tej cholernej apteki – ciągnęła Lauren za rękę
- A kawa? - szła potulnie, kiedy zobaczyła żądze mordu w oczach przyjaciółki.
Jedna sikała na test, druga stała pod drzwiami i cały czas się pytała czy już.
- Bo jak ci tam zaraz wejdę.
- Czekaj, kazali mi czekać 5 min... ale się stresuje.
- Daj spokój, ja mam pietra jakby to moje miało być.
- Ty się już dobrze zrosłaś? - zaśmiała się.
- Mój facet nie narzeka. Zobaczymy jak twój zareaguje. Kurde oni się z nami mają.
- Chcieli egzotyczne dziewczyny to mają.
- Już?!
- Kurwa mać, chwile, zagaduj mnie bo inaczej zemdleje.
- Jakiego koloru miałaś siku?
- Jedna kreska... boże jak dobrze...
- To teraz powinnaś iść do lekarza. Może coś ci się tam dzieje.
- Jestem za młoda na choroby układu rozrodczego.
- Skąd wiesz, lekarzem jesteś? Chodź kupimy coś na obiad.
Poszły, łaziły po sklepie, rozmawiały sobie o wszystkim i niczym, kiedy wróciły do domu, gotowały żarcie, było tak jak na początku mieszkania w stanach tylko, że co jakiś czas mały człowiek sobie postękiwał. Wieczorem wrócili chłopcy, znów zaczęli siedzieć w studiu i robić demówki, było dużo śmiechu jak to z nim.
Kilka dni później, Lauren czekała na wynik badania ginekologa, wiedziała że nie jest w ciąży, ale czemu spóźniał jej się okres. W dodatku ostatnio zemdlała, wymiotowała, bała się, nie wiedziała co się z nią dzieje. Dojechał do niej Brian, siedział obok i trzymał mocno za rękę, powtarzając, że będzie dobrze. Wyczytano jej nazwisko, weszła do gabinetu, usiadła na krześle, czekała na wyrok.
- Proszę się tak nie stresować – powiedział łagodnym głosem, miły pan ginekolog.
- Czy to coś poważnego?
- Proszę pani, to jest torbiel, musimy zrobić biopsje. Wtedy będziemy wiedzieli z czym mamy doczynienia. Od jak dawna ma pani objawy?
- Jezu, nie pamiętam, zatrzymanie miesiączki no to teraz, ale wcześniej były, bóle głowy, wymioty, bóle podbrzusza... to trwało z dwa miesiące, ale nie uważałam tego za nic niepokojącego.
- Rozumiem, tu daje pani skierowanie na biopsje, proszę ją zrobić jak najszybciej, z wynikiem wrócić do mnie, wtedy będziemy działać dalej. Przepisze też pani, leki przeciw bólowe, mogą pomóc podczas silnych napadów bólowych. - Wstał uścisnął jej dłoń na pożegnanie - proszę się nie martwić, damy sobie z tym rade. Dowidzenia.
- Dowidzenia. -wyszła cała roztrzęsiona, przytuliła się do męża, niczego więcej teraz nie potrzebowała.
Wracali do domu, Lauren była przybita, nie wiedziała co teraz będzie, a jak okaże, że to rak? Może nigdy nie będzie mogła mieć dzieci... Brian zajął się żoną, zrobił jej ciepłą kąpiel, potem pili ulubioną oranżadę podczas oglądania Whose Line Is It Anyway. To był strzał w dziesiątkę, dziewczyna momentami umierała ze śmiechu, aż miło było patrzeć. Potem zasnęła przytulona do niego, uśmiechnięta i bezpieczna w jego ramionach.
No i się zaczyna... To rak prawda? Wiedziałam, że było za kolorowo... Ej no, przyzwyczaiłam się do H. i L. :( Co to będzie jak się skończy? Hmmm... DRUGI SEZON!!! :D B. jest sooo sweet. Chyba zmienię u mnie fabułę, bo też chcę, żeby taki był^^ Czarnym charakterem zrobię JC^^
OdpowiedzUsuńBuziole, Pat:)
Wszystko już niebawem się wyjaśni i zakończy, oraz dostaniecie dopiskę tego co się stało ... i od czego nie ma odwrotu.
Usuńuuu, zabrzmiało poważnie u Laury! Kevin to imię małego Sandersa? Matt ogarnął! Brawo dla Matta! ;D Kontynuacja Briana super duper romanticosa. No słodziak. Hanka niezrośnięta ahaha, spoko. i to tak nie może być, że w jednym miejscu się śmieje, a za chwile nie wypada, bo Laura chora.
OdpowiedzUsuńwgl, kobieto! piszesz jak szalona, takie tempo!
Końcówka, czyli ile zostało?
with love,
z.
<3
właśnie dodałam ostatni :C
Usuń