niedziela, 2 lutego 2014

21. To twoja wina!

 Przyjechało pogotowie, zabrało je obie, Hannah siedziała opatulona kocem
- Proszę niech pani to wypije - powiedziała pielęgniarka, poprawiając przemoczonej dziewczynie koc. - Wszystko będzie dobrze.

- Nic nie będzie dobrze, miała mieć ślub, ma sukienkę, ona umarła mi na rękach... ona nie miała pulsu... - wypiła lek uspokajający, oparła się o ścianę gabinetu zabiegowego, w którym siedziała.

- Może chce pani do kogoś zadzwonić? i proszę tu jest lignina i woda, proszę powycierać sobie twarz.

- Zadzwonić, boje się. Ona się nie podda prawda?

- Nie, proszę mi wierzyć, jest w dobrych rękach. - pielęgniarka sama zajęła się wycieraniem zakrwawionej twarzy blondynki. - Bardzo pani współczuje, przeżyła pani ogromną traumę i jeśli pani chce, ja mogę poprosić psychologa, żeby przyszedł porozmawiać.

- Powinnam zadzwonić, do Brian'a... jest w Las Vegas, ma wieczór kawalerski... nie wie, że jego przyszła żona walczy o życie. - spojrzała na wodę, w której pielęgniarka namaczała ligninę, była coraz bardziej czerwona. - Wszędzie była jej krew... nie mogłam opanować krwotoku, ona nie umrze prawda?

- Nie umrze, jest silna, wiem to z pani opowiadań, tacy ludzie jak ona, walczą do końca. Poda mi pani numer do pana Brian'a?

- Ja zadzwonię do niego sama... ja powinnam mu powiedzieć. - wybrała numer, w ostatniej chwili oddała pielęgniarce telefon.

- Witam, dzwonię ze szpitala UCLA Medical Center, czy rozmawiam z panem Brianem?

- Nie, z jego przyjacielem, Matt Sanders... coś się stało?

- Panie Sanders, Lauren Gut... miała wypadek, została postrzelona na jednej z ulic w Los Angeles. Jest w tej chwili operowana. Czy może pan skontaktować się z jej jak domniemam narzeczonym? to będzie najbliższa osoba dla niej?

- Rodzice mieszkają daleko - zapadła cisza, Matt starał się poukładać w głowie myśli, spojrzał na przyjaciela, który świetnie się bawił. - A Hannah, czy ona jest w szpitalu?

- Tak, jest obok mnie, dostaje leki uspokajające, reanimowała przyjaciółkę do czasu przyjazdu karetki, czy panowie mogą się z najbliższym czasie zjawić w szpitalu?

- Dotrzemy z Vegas najszybciej jak to możliwe, niech mi pani wierzy, Brian poruszy niebo i ziemię, żeby być przy Lauren. Poroszę się zaopiekować Hanną, to moja dziewczyna i ... aż boje się pomyśleć, w jakim ona jest teraz stanie. Będziemy najszybciej jak się da, w razie jakiś informacji, proszę dzwonić na ten numer.

- Dobrze, będę z panem w kontakcie, dziękuje i do zobaczenia. - rozłączyła się i  oddała telefon blondynce. - Pani chłopak jest już w drodze, może się pani zdrzemnie? Mogę załatwić pokój w szpitalnym hotelu.

- Chcę być blisko Lauren. - wstała i koc opadł na kozetkę, na której wcześniej siedziała Hannah. Jej jasne dżinsy i biały top na ramiączkach przesiąknięte krwią przyjaciółki. Gdy to zobaczyła, rozpłakała się.

- Dziecko, co ja mam z tobą zrobić - pokręciła głową, zadzwoniła po psychologa, widząc w jak paskudnym stanie jest blondynka.

Matt wziął Briana, resztę przyjaciół i pojechali na lotnisko, za dwie godziny mieli samolot, te dwie godziny trwały wiecznie.

- Gates usiądź od tego chodzenia nic się nie zmieni... - Powiedział Dan.

- Nie mogę usiedzieć, nie rozumiesz, że ona walczy o życie? ... zabije Hanne, miała jej pilnować obiecała mi to!

- Przestań! to nie jest jej wina, że Lauren ktoś postrzelił! - warknął Matt broniąc swojej ukochanej. - Ciągle była przy niej i jest teraz w szpitalu. Robiła co mogła.

- Gówno zrobiła, wiecznie się uważała za pęmpek świata, użalała się nad sobą. A Lauren zawsze pomagała jej, a nigdy odwrotnie.

- Brian, uspokój się, potem będziesz żałował tego, co tu wygadujesz - odezwał się Jimmy.

- Jeśli Lauren z tego nie wyjdzie, to Hannah pożałuje.

- Dość, kurwa człowieku, ogarnij się. Wszyscy się boimy o Lauren, ale nie wiesz jak tam było, co się działo. Przecież to był wypadek! - Jimmy wziął przyjaciela za szmaty i usadził na dupie. - Najwyższy czas się uspokoić, a posądzanie kogokolwiek za to co się stało, zostaw na później.
  Wezwano ich na odprawę, zaraz siedzieli na pokładzie, Gates siedział i nic nie mówił, gdy przyłożył dłoń do ust, było widać jak cały się trzęsie.  Po 3 godzinach zjawili się w szpitalu, zostali skierowani pod blok operacyjny gdzie jeszcze przez minimum 2 godziny miała być operowana Lauren.  Na jednym z foteli siedziała Hannah, wstała widząc wszystkich zmierzających w jej kierunku.  Nim jednak Matt zdążył ją wziąć w ramiona, podszedł do niej Brian i odepchnął

 -Co jej zrobili? Co oni jej zrobili! -  złapał Hanne za ramiona - Miałaś jej pilnować, jesteś nic nie warta! to przez ciebie ona tam teraz leży!

-Zostaw ją! dość! - Matt odebrał mu ją.- Przecież to nie jej wina! Ona jej nie postrzeliła! - przytulił roztrzęsioną dziewczynę - już dobrze.

- Panowie, bo was zaraz wyproszę, to jest szpital a nie bar, proszę nie krzyczeć... - warknęła pielęgniarka i wróciła na recepcję.

- Ja, ja przepraszam, ale oni... to wszystko działo się tak szybko. Matt to nie jest moja wina.

- Pewnie, że nie jest - spojrzał na nią - powinnaś się przebrać, pojedziemy do domu.

- Nie ! nie nie ... nie ja nigdzie nie jadę.. muszę być przy niej...

- Trzymaj - Johnny dał jej swoja koszulkę i zapiął swoją bluzę.

- Dziękuje - dziewczyna zdjęła zakrwawiona koszulkę i ubrała tą od kolegi. Zaraz dostała też kurtkę Matt'a. Stała przytulona do niego.

- Ja i Zacky pojedziemy zabrać dla Hanny kilka rzeczy.  - dała im klucze, pojechali.

- Ona tam leżała na tym chodniku, ona już nie żyła, serce nie biło... ale ja prosiłam, ratowałam ją. Ona teraz nie może się poddać!

-Już spokojnie... nie podda się!- tulił ją- wyjdzie z tego, przecież to Lauren!

     Noc mijała bardzo niespokojnie, lekarze co chwile byli wzywani na intensywną terapię, gdzie przebywała dziewczyna. Operacja się powiodła, udało się zatrzymać krwawienie, pozszywać poszarpane od kuli naczynia krwionośne. Na przemian traciła i odzyskiwała przytomność, nad ranem lekarz powiedział tak długo wyczekiwane słowa:

- Jej stan jest stabilny, ciężki, ale stabilny. Przeżyła noc, a to na prawdę duży plus.- odchodził, ale się wrócił - A co do pana...-patrzył na Briana - Zamiast się czepiać, powinien być pan wdzięczny, tej młodej damie. Gdyby nie udzieliła pomocy, szykowałby się pan do pogrzebu.- odszedł.

     Nadal nie można było wchodzić do dziewczyny, trwały jakieś badania. Wszyscy oprócz Briana i Hanny poszli do bufetu po coś. Byli już wszyscy, więc gdy wyszli korytarz zrobił się dziwnie pusty.

- Hannah! - krzyknął Haner, zbierając dziewczynę z podłogi, zemdlała. Zaniósł ją do zabiegowego. Dostała leki i było jej lepiej, potrzebowała snu, wyciszenia. Jednak za nic w świecie, nie dała się zabrać ze szpitala.

- Może chociaż coś zjesz, przyniosłem kanapki. - Powiedział Matt wciskając jej do rąk bagietkę. Zaraz jednak zerwała się na równe nogi, lekarz powiedział, że moją pojedynczo wchodzić do Lauren. Pierwszy wpadł Brian, zderzając się z Hanna.

- Zapomnij... - warknął i wszedł do sali zamykając jej drzwi przed nosem.

- Brian - wyszeptała Lauren.

- Ciii kochanie, nic nie mów, już jestem przy tobie. - usiadł na krześle i złapał jej dłoń - jest ci zimno?

- Hannah, gdzie ona jest... - mówiła cicho - pić...

- Już, już ci daje - przystawił dziewczynie rurkę - Hannah jest na korytarzu, ja z tobą posiedzę.

- Niech przyjdzie, proszę.

- Nie dbała o ciebie. - był wkurzony dalej.

- Brian... - jej ton chociaż cichy i pełen cierpienia, był stanowczy.  Chłopak wstał i zawołał Hanne. Gdy mijała go w progu spojrzał na nią gniewnie.

- Gates chodź pogadać.... - nie wytrzymał Jimmy, który w całym swoim życiowym szaleństwie, jako jedyny potrafił utemperować każdego z przyjaciół.

 Zamknęła drzwi od sali, wtedy zobaczyła uśmiech na twarz Lauren, wróciła nadzieja że będzie dobrze. Nie rozmawiały, wystarczył ten uśmiech.

- Będę się zbierać, widzę, że ci lepiej. Odpocznij - uśmiechnęła się i wstała.

-Dziękuje...

-Nie dziękuj, tylko następnym razem jak będę ci robiła sztuczne oddychanie muszę się upewnić, że nie jadłaś cebulowych chrupek - zaczęły się śmiać.

- Też odpocznij i przepraszam za Brian.

- Teraz odpoczywaj, musisz wrócić do zdrowia, na rozmowy przyjdzie jeszcze czas, on też się bardzo bał.

- Jedź do domu.

- Zostanę. - wyszła z sali. - Już możesz wejść Gates.

- Hannah - stanął przy niej - przepraszam, jej wypadek kosztował nas wszystkich wiele nerwów... przepraszam. Wróć od domu i odpocznij, ja się nią zaopiekuje. I dziękuje.

- Trzymaj się Brian i nie dziękuj, nie umiałabym jej nie pomóc. Dla mnie też wiele znaczy.

- Jedź odpocząć, już raz padłaś. - wrócił na salę.
   Dzień skończył się dobrze, Lauren powoli się regenerowała, przespała większość dnia. W szpitalu nadal siedziało grono przyjaciół. Tylko Hanny zabrakło, Matt siłą zabrał ją ze szpitala. Gdy skończyła się jego cierpliwość, po prostu przerzucił blondynkę przez ramię i poszedł do samochodu.  Brian był wykończony, zasnął przy swojej ukochanej, w pozycji „na szpitalnym krześle” z głową na jej nodze. Ona głaskała go po głowie i cieszyła się, że go ma i jeszcze całe grono przyjaciół, którzy są teraz blisko.



  Minął tydzień, niedoszła panna młoda, wracała do zdrowia. Przebywała już na normalnej sali, ciągle ktoś przy niej był. Właśnie wyszła od niej Hannah, bo miała iść do lekarza na badania, skorzysta z usług przy szpitalnej przychodni.  To czego się dowiedziała zaskoczyło ją samą. To miało być rutynowe badanie, a wyszła katastrofa.. W domu była jakaś nieobecna, przytuliła się do niego i milczała, on czuł, że coś jest nie tak. Ale nie naciskał na rozmowę, był cierpliwy. Poszli na spacer, zjedli kolację na mieście, nie naciskał na rozmowę, wiedział, że prędzej czy później dziewczyna się przełamie i powie mu. Wieczorem się wydało, Hannah nie wytrzymała, musiała mu powiedzieć o tym co przekazał jej lekarz...

9 komentarzy:

  1. a ja wiem co, a ja wiem coooo :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie pewnie bachor!! ;)
    Dobrze ze Lauren z tego wyszla, ale Brian to taki dupek w pewnym momencie sie zrobil ...
    Czekam na next
    Buziaki, Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się kończy pukanie bez gumek, tabletek, spirali, innych. ;D
      Brian nie może być zawsze taki słodki i kochany, świruje gdy chodzi o Lauren ;3 taki zakochany. Za to Matt niebawem pokaże na co go stać ;> ho ho ho.

      Usuń
  3. będzie albo w ciąży, albo ciężko chora! 50/50
    nie odpuścisz im, co? ale w sumie to dobrze, nie może być tak, że największymi problemami głównych bohaterek jest wybór koloru sukienki, c'nie? ;>
    aczkolwiek bri zachował się jak ostatni chuj i prostak! agrr!

    with love,
    z.
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu musi się dziać, to młodzi ludzie! ;D popełniają wiele błędów, ich życie dopiero się zaczyna.

      Usuń
  4. Zapomniałam, że nie skomentowałam O.O
    Kurdę no zajebiste masz to opo. Serio Ci mówię. Akcja pędzi, emocje zmieniają się jak w kalejdoskopie, uwielbiam to:)
    B. mój kurczaczek kochany, malutki, jaki groźny tym razem hehe. Ale wybaczam mu wszystko w związku z tym, że go ostatnio lekko zdradziłam;)
    O H. nie będę nic pisała, bo już się przyzwyczaiłam, że ją męczysz. Pewnie następnym razem spadnie jej na głowę samolot, czy cuś... Czekam na obiecany next^^
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię jak Ci się podoba! :3 Wszystkie wasze ciepłe słowa napędzają mnie do kolejnych odcinków. Nie opuszczajcie mnie!

      Usuń