- Teraz mi powiesz co się stało? Dałem ci czas, ale chyba zaraz oszaleje.
- Powiem, zaczekaj tu chwile - poszła wyciągnąć z torebki pudełeczko, podała mu - Wiedz tylko, że bardzo się denerwuje, twoja reakcją
- Nie dostaje się prezentów, po to, żeby się złościć. -otworzył i uśmiechnął się, przyciągnął ją do siebie, usiadła mu na kolanach. - No to co mam ci teraz powiedzieć? - położył dłoń na jej brzuchu - mamy intruza. - jego uśmiech zdradzał jednak brak złości z zaistniałej sytuacji.
- Powiedz coś, co mnie uspokoi, na razie się tylko uśmiechasz jak głupi do sera... - wpatrywała się w jego zielone oczy, targały nią resztki niepewności.
- To powinno cię właśnie uspokoić - pocałował ją - wiesz... chyba się cieszę.
- Chyba!? cholera, nie miałeś mówić "chyba"
- Dobra, już bo się za bardzo denerwujesz, no cieszę się, skoro chcę być z tobą, kocham cię, to biorę w pakiecie z bobo.
- Dzieckiem, a nie bobo.
- Trzeba zrobić imprezę! - wziął do rąk dwa małe buty - Będzie miał większe stopy, bo będzie miał dużego siusiaka, po tacie.
- Albo będzie miała cycki duże - popukała go w czoło. - Zostań dzisiaj ze mną. Impreza będzie gdy Lauren wyjdzie ze szpitala.
- Jej mówiłaś? - tupał butami po stole
- Nie - obserwowała to co on robi i uśmiechała się pod nosem. - Cofasz się w rozwoju.
- Muszę się dostosować, żeby się dobrze dogadać z dzieckiem.
- Będziecie nadawać na podobnym poziomie inteligencji. AAA! - wrzasnęła kiedy przerzucił ją przez ramie - nienawidzę jak to robisz, puść mnie, bo ci się wyrzygam na dupę.
- Pora cie przelecieć, bo marudzisz. - śmiał się i szedł do sypialni. - Zadziała się magia.
3 tygodnie później.
Imprezom organizowanym przez Matta, nie było końca. Cholernie się cieszył, że będzie tatą. Tylko Hannah, gorzej znosiła wieczorne wypady narzeczonego, po prostu wolała go mieć przy sobie. Kolejny taki sam wieczór, siedziała i oglądała seriale, trochę popracowała nad ostatnią sesją zdjęciową. Zadzwoniła do Lauren, która wróciła do zdrowia, a w weekend miał odbyć się jej ślub. Zasnęła na kanapie, regularnie co 10 minut budzona przez SMSy
" Kochanie, wypiłem już za wasze zdrowie"
" Ale tęsknie!!! "
" Walczam ... "
" hahaha, widziałaś co napiszałem? oczywicie W R A C A M "
" ciiii, nie widzisz tego co piszę, jestem piajny, wybacz mi"
" Widziałem panienkę bez bluzki, NIE NIE NIE nic nie widziałem! Zamykałem oczy"
" Zacky wymiotuje"
O 4:00 nad ranem wrócił do domu, pies jego rodziców, który tymczasowo mieszkał z nimi cieszył się z powrotu tego co go głaszcze. Radość tej nocy objawiła się szczekaniem.
- Ciii cicho, błagam cie, jesteś dobrym pieskiem cicho...- był pijany, próbował trzymać pysk psa, żeby nie szczekał, w końcu ubrał mu kaganiec.- No, teraz będziesz cicho... tak? Dobry pies... Ooo najdroższa, nie śpisz jeszcze? - popatrzył na Hanne, stała oparta o ścianę. Przytulił ją - Jak się czujesz?
- Idź spać...
- Nie, nie. Pogadajmy... zrobić jaskółkę? - robił i prawie się wywalił. - Rano - uśmiechał się jak głupi.
- Jesteś pijany, nie chce mi się teraz rozmawiać, szczególnie, że jutro nie będziesz nic pamiętał.
- Jeszteś zła?
-Nie będę z tobą teraz rozmawiać, po prostu iść spać.
- Ale chodź ze mną -wyciągnął do niej rękę, aż ja złapał, bo widział, że ona nie ma ochoty z nim iść - No chodź nie gniewaj się na mnie, po prostu się ciesze.
- To ciesz się, ale nie musisz wychodzić w każdy wieczór na piwko z kolegami.
- To rodzina - uśmiech z dołeczkami.
- Nieważne.
Rano męczył kac, trzeba było tak nie balować. Hannah chowała rzeczy do walizki, rozmawiała z Lauren przez telefon.
- Znów wrócił późno?
- Daj spokój, 4:00 rano, ja rozumiem cieszy się hura, ekstra! Ale ileż można? Do wieczora jest nie żywy bo wraca późno i ma kaca, potem wychodzi... wkurwia mnie to.
- Minie mu, w sumie to urocze, że tak się cieszy, Brian też się cieszył.- zamilkła
- Ej, słońce, przecież na pewno jeszcze nie raz się będzie tak cieszył. Na razie szykuj suknie!
- Właśnie na nią patrze, nie wierze, że to już za dwa dni. A miałam nie dożyć tego dnia.
- Milcz! Idź nie wiem, weź zimny prysznic czy coś, bo generalnie bredzisz!
- Głupia, nie dałaś mi skończyć, miałam nie dożyć, ale mnie uratowałaś. Mam tylko tą cholerną bliznę...
- Jeszcze jedno i w dniu swojego ślubu będziesz gnijącą panną młodą, bo cie zabije.
-Okrutna jesteś - ale się śmiała. - Ej weź puść Shadows'owi głośno muzykę.
- I to ja jestem okrutna? ... chociaż w sumie, tak zemsta będzie słodka.
-Ale błagam, macie dotrzeć na mój ślub cali i zdrowi. JUŻ IDE ! Kochana ja kończę Brian mnie woła, może się rozmyślił.
-Głupia.- Zaśmiały się i rozłączyły.
Lauren poszła do narzeczonego, był w łazience
- Brian co się stało? - próbowała otworzyć drzwi od łazienki - ejjj...
- Lauren ja krwawię...ja, ja, ja... Boże jaki ja durny jestem. Ałł! - syczał przez drzwi.
- Tak kochanie to wiem, ale czemu tym razem?
- Ha Ha Ha. Nie wiedziałem, że golenie jest takie trudne.
-Co?! Błagam otwórz te pieprzone drzwi... coś ty zrobił?
-No, ale nie będziesz się śmiać?
-Nie, obiecuje, że chyba nie będę - otworzył drzwi. - O kurwa... o kurwa -wybuchnęła śmiechem - Goliłeś jajka!!!
-No bo... ale, ejjj - był smutny - miałaś się nie śmiać.
-Ale, Jezu, czyś ty oszalał? - podeszła do niego i dała mu buziaka. - Wychodzę za szaleńca.
-Chciałem być taki spoko, bo gdzieś czytałem, że to nie jest trudne, a potem nieważne...Lauren pomocy, pozacinałem się.
-No widzę... biedactwo. - Drwiła z niego, nie przestawała się podśmiewać pod nosem. - Może plasterki przyniosę, z jednorożcem?
-Nie nabijaj się, ja się wykrwawiam!
-Przestań, będziesz żył długo i szczęśliwie w dodatku ze mną... - Jeszcze raz go pocałowała. Będzie dobrze.
Nareszcie dzień ślubu. Hannah pomagała pannie młodej w ubieraniu się, potem ją malowała, czesaniem zajęła się Gena. Lacey przejęła się ślubem bardziej od Lauren i piła jednego drinka za drugim. W domu nie było mężczyzn, oni szykowali się w hotelu. Wiec wracamy do Lauren, której udzielił się nerwowy nastrój od koleżanki. Stała przed lustrem w sukni, uczesana, piękna. Gotowa by rozpocząć nowe życie. Dostała kieliszek wódki i to był strzał w dziesiątkę. No prawie, bo polały się łzy, gdy do sypialni weszła mama Lauren.
- Pięknie wyglądasz...
- Mamo! - przytuliła się - tak dobrze, że już jesteście.
- Mieliśmy małe opóźnienie, jak się czujesz?
- Zdenerwowana, ale szczęśliwa. - uśmiechała się.
- Zejdziemy na dół? Tata czeka. - Dziewczyna popędziła na dół w szpilkach.
- Chodź przytul starego ojca! - wziął w ramiona swoją najmłodszą córkę - wyglądasz cudownie.
- Oj tato... nie jesteś stary!- tuliła się - tak się cieszę, że jesteś.
- Najmłodszą córę oddaje pierwszą, mam nadzieje, że będziesz szczęśliwa.
- Jestem tato, nawet nie wiesz jak bardzo. - Oboje trochę się rozkleili.
- Hannah! rozmazałam się. - śmiejąc się z przyjaciółką stała i poddawała się kolejnym poprawkom makijażowym.- Idziemy?
- Idziemy...
Pojechali do kompleksu Spa, był tam ogromy otwarty teren rekreacyjny w którym można organizować śluby. Zabawa weselna odbędzie się w części hotelowej. Pogoda rozpieszczała gości. Świeciło słońce, wiał lekki orzeźwiający wiatr.
- Gdzie ona jest? - Brian rozglądał się nerwowo po okolicy, przyjechał z chłopakami znacznie wcześnie i teraz świrował.
- Gates jedzie, przecież pokazywałem ci co napisała Gena. Będą za 20 minut. - Zacky cały czas go uspokajał. 15 minut później wszyscy byli na swoich miejscach, ostatni do rzędu świadków dołączył Matt, który zniknął na jakiś czas z zasięgu wzroku wszystkich.
- Idzie... idzie - powtarzał pod nosem Brian, który zobaczył swoją wybrankę między rzędami krzeseł.
Skrzypek grał jakąś przyjemną melodie, goście w ławkach odwrócili się by patrzeć na Lauren Szła z podniesioną głową, uśmiechnięta, nie mogła się doczekać, tego jednego słowa „tak”. Ojciec oddał ją.
- Dbaj o nią, bo będziesz miał ze mną doczynienia - uściskał Briana i poszedł usiąść koło żony.
- Kochanie ? - uśmiech nie schodził mu z twarzy, wziął ukochaną pod rękę i stanęli na przeciwko siebie.
Zaczęło się, para młoda, patrzyła sobie w oczy i uśmiechali się do siebie.
- Ja Brian - powiedział pan udzielający im ślubu.
- Cisza! To nie jest dla mnie łatwe, wbrew pozorom, ja się stresuje i wzruszam... Lauren, moja mała. - złapał ją za dłoń i głaskał - Coś ty ze mną zrobiła, sprawiłaś, że jestem najszczęśliwszym facetem na świecie, kocham do granic możliwości. Nie wyobrażam sobie, dnia, godziny, minuty bez ciebie. - chrząknął przygotowując głos, uśmiechnął się, wziął mikrofon od faceta i zaczął recytować:
Nie obiecuję Ci wiele,
Bo tyle to prawie nic
Najwyżej wiosenną zieleń
Najwyżej pogodne dni
Najwyżej uśmiech na twarzy
I dłoń w potrzebie
Nie obiecuję Ci wiele,
bo tylko ...
Po prostu siebie.
-Coś jeszcze Brian?- spytał mężczyzna, gdy zabrał mu mikrofon.
-No chyba brakuje jednego słowa... TAK! - powiedział to słowo z uśmiechem na ustach, goście nie kryli wzruszenia. Lauren rzuciła mu się na szyje.
- Jeszcze twoja kolej Lauren, proszę powtarzaj za mną... - Dziewczyna dzielnie powtórzyła przysięgę, znała ją na pamięć, wiec momentami wyprzedzała urzędnika. - Ogłaszam was mężem i żoną, możecie się pocałować - ale oni chyba już tego nie słyszeli, całowali się, nie zwracając uwagi na resztę świata. Brian wziął ją na ręce i zakręcił się. Poszli do sali weselnej, goście zajęli miejsca, zaczęły się rozmowy, ploteczki, konsumowanie jedzenia, potem był pierwszy taniec młodej pary. O północy kucharze wnieśli piękny, wielki tort. Tak to wesele przejdzie do historii, mimo wcześniejszych problemów, udało się. Było tak jak chcieli, spędzili ten dzień z tymi którzy wiele dla nich znaczą,. Około 1:00 w nocy zniknęli, poszli do pokoju, napawać się seksem małżeńskim.
Hannah była trochę zmęczona tym szalonym dniem, poszła na taras. Noc była rozkoszna, chłodna, ale gwiazdy na niebie, wielki księżyc w kształcie rogala, rozpieszczał oczy. Głaskała brzuch, cieszyła się szczęściem przyjaciółki. Podszedł do niej Matt, kładąc marynarkę na ramiona...
No nie mogę z Briana w tej łazience hahahaha! Uśmiałam się! I jaki słodki ślub! I Matt będzie tatusiem <3 Tylko niech tak nie imprezuje tyle, bo go Hannah zostawi...
OdpowiedzUsuń]:-> czas zaszaleć Matt'em
UsuńHahaahahahaha no nie no uśmiałam sie jak nie wiem "goliłeś jajka!!". Noe mogę sobie tego wyobrazić, to jest komiczne XDD
OdpowiedzUsuńCudowny Brian zaczął tak pięknie recytować <3 Czego chcieć więcej? *u*
Czekam na kolejne
Buziaki, Dorota
Już niebawem ;*
Usuń- Będziecie nadawać na podobnym poziomie inteligencji. AAA! - wrzasnęła kiedy przerzucił ją przez ramie - nienawidzę jak to robisz, puść mnie, bo ci się wyrzygam na dupę.
OdpowiedzUsuń- Pora cie przelecieć, bo marudzisz. - śmiał się i szedł do sypialni. - Zadziała się magia.
To był cytat odcinka :)
Kurde Gates i golenie jajek? I Matt awwww :)
loveee, Sillie
Jak już pisałam, ogolony wizualnie wygląda na większego ;D
Usuń*_*
OdpowiedzUsuńależ ty pędzisz z akcją!
OdpowiedzUsuńi miałam rację! ;D
with love,
z.
<3