- Kochanie? -wymruczał jej do ucha, wziął jej dłoń. Całował jej szyje a ona zamknęła oczy, zawsze to robiła, to potęgowała doznania, mogła poczuć coś zimnego w swojej dłoni. (Wolałaby coś ciepłego, na przykład jego penisa... jeszcze nie pora.)
- Matt... -wyszeptała jego imię patrząc na swój pierścionek zaręczynowy.
- Czy będziesz tą, która będzie znosić moje wybryki?
- Chcę być twoją, ale nie chcę znosić wybryków...
- Nie będzie już żadnych, kocham ciebie i kocham naszego syna.
- Gdzieś w dalekiej przyszłości, chciałabym przeżyć ten dzień. Mieć ślub, białą sukienkę, nie mogę w sumie, bo się pieprzymy i mamy seks w każdej innej postaci. Teraz nie mamy, eh. Przytul mnie.
-Bardzo was kocham. - opatulił ją szczelniej swoimi ramionami
-Wiem mój mężczyzno. - w podzięce dała mu całusa.
Wrócili do domu, wykąpali malucha. Hannah go nakarmiła, Matt zawsze wtedy siedział obok, nie mógł się nacieszyć dzieckiem. Po jedzeniu przejmował go i usypiał chodząc z nim po domu, tulił go i mówił jak bardzo go kocha.
- Pójdę się umyć - pocałowała Shadows'a i synka.
Matt położył już małego do łóżeczka, sam wrócił na dół i zrobił kolacje. Był z siebie wyraźnie dumny, no miał prawo, nie każdy umie zrobić kanapki z masłem orzechowym.
***
Brian i Lauren wrócili z eskapady po europie, po pożywnym śniadaniu, prysznicu, spakowaniu prezentów, ruszyli w odwiedziny. Hannah już nie spała, chodziła z synem po domu zastanawiając się jak go właściwie nazwać, mówili na niego junior, mały, brzdąc, okruszek. Ale to takie mało oryginalne. Dzwonek do drzwi, odłożyła go do kojca w salonie. Poszła otworzyć i sprawdzić kto dzwonił. Piski dziewczyn aż obudziły Matt'a za to mały Sanders był nie do ruszenia.
- Czemu nie zadzwoniliście, zrobiłabym wam śniadanie... cokolwiek! Aaa wspaniale że jesteście.
- Nareszcie jacyś normalni goście - rzekł Shadows schodząc po schodach, przywitał się z gośćmi i żoną, potem zajął się synkiem, co z tego, że spał, skoro można przy nim posiedzieć i potrzymać jego małą dłoń.
- Stary nie sądziłem, że taki się zrobisz... tatuśkowy. Podobny całe szczęście do mamy.
- Brian nie podlizuj się i tak będziesz pomagał zajmować się małym - powiedziała Hannah, przynosząc coś do picia.
- Ale jak to? Zostawisz nas samych? - Matt był wyraźnie przerażony.
- Wiesz ile ja czasu się nie widziałam z Lauren, musimy sobie iść pogadać, a wy sobie poradzicie.
- Ale spokojnie kochani, ciocia Lauren musi jeszcze rozdać prezenty.
- Kupiłaś niegrzeczne zabaweczki? - zapytała zaciekawiona mamusia.
- Najpierw to się tam zrośnij, i wróć do normalnych rozmiarów, teraz by się tam armata zmieściła. Potem pogadamy o zabawkach - Oberwała w ramię od przyjaciółki, zaśmiała się i rozdawała torebki z ubrankami dla dziecka. Wszyscy się zachwycali przykładali do malucha, który miał generalnie to bardzo głęboko, spał w najlepsze. Jakieś dwie godziny później dziewczyny się przyszykowały, pożegnały z chłopcami i zniknęły za drzwiami. Poszły najpierw na kawę i plotki a potem zrobić tatuaż. Hannah chciała zrobić sobie serce a w nim literę "M" na nadgarstku lewej ręki.
Tymczasem w domu Sandersów
- Ej on narobił w pieluchę! - Brian trzymał brzdąca na rękach - Wkładacie go do pralki czy coś?
- Przewiniesz go? - Matt właśnie studiował rozpiskę od Hanny, odmierzał idealną porcje mleka jaką miał podać małemu.
- To twój syn! Ciesz się, że trzymam tego smroda, przystojnego smroda.
- Pedofil...- stał przed synem - dobra mały, czas zdetonować ładunek. - podrapał się po głowie. - W co cie ta mama ubrała? Jak cie rozpiąć.
- Może gdzieś na górze, ty a tu się nie odczepia przy nóżkach? Ja jebie, to jest zadanie wymagające logiki. - oglądali małego z każdej strony.
- Tobie tego zdecydowanie brakuje. - Ojciec go przewinął, jednak miał ochotę na jakiś mały psikus wiec rzucił kumpla, pieluszką. - Jesteś już piękny i pachnący synku – wziął go na ręce, pozbierał syf jaki narobił.
- Mówiłem już, że ci odbija na starość... ?
- Też się za tobą stęskniłem, chcesz go potrzymać?
- Nieeee, bo on robi kupę jak go trzymam.
- To go tak nie ściskaj. - oddał koledze syna i nie krył swojego śmiechu, aż oberwał pluszową zabawką.
- Dobra, okej, już jestem grzeczny.
- Chodź na spacer z nim!
- Z tobą? Nigdy w życiu, nie chcę wyglądać jak para gejów wychowująca wspólnie dziecko... nieeee!
-No kochanie, chodź na spacer!
-Preeeecz! Idę mu podgrzać mleko. - śmiejąc się szedł do kuchni.
- Skąd wiesz, że jest głodny? - przyglądał się juniorowi.
- Zaraz usłyszysz jego głodowy krzyk! - ledwie zniknął w kuchni a domu rozległ się donośny płacz.
- Kurwa Shadows, Jezu, jak go się ścisza? - był bardzo zdezorientowany. - No już... zaraz tatuś ta amciu! Boże co ja pierdole... Matt on chce mojego cycka! Ja się go boje!
- Chodź do taty... bo wujek nie umie się zająć takim szkrabem - przejął małego i zaczął go karmić. Wyglądał nieprzeciętnie rozkosznie!
- Można się w was teraz normalnie zakochać.
- Nawet nie próbuj, ty masz żonę.
- Idiota! Idę po piwo.
Cóż w świecie mężczyzn dzień wygląda zawsze nieco zabawniej.
Brian i cycek wygrali wszystko! Nie mogę ze śmiechu, umieram! I jak Ty to robisz, że jak u mnie ma być słodki M. Ty go robisz chujem, a jak chcę wstrętnego B. u Ciebie jest takim słodziakiem, że przywiązać do łóżka i nie wypuszczać <3
OdpowiedzUsuńNieeee chcę jeeeeszczeeeee kooooooońcaaaaaa!!!
Love <3
Buziole, Pat:)
Och koniec jest bliski, nastąpi jeszcze dziś :)
Usuń