Dwa
tygodnie później...
Hanna od godziny siedziała przy stole z telefonem w ręce. Od ich rozmowy
w nocy, w szpitalu, nie przyjmowała jej, nie odbierała, nie
odpisywała... praktycznie z nikim nie rozmawiała. Teraz nie
wiedziała, czy ma jeszcze do kogo dzwonić. Czy Laura jeszcze czeka
na jakąś wiadomość.
-
Mamo, wychodzę. - Oznajmiła i poszła ubierać buty.
-
Ale gdzie... co się stało? - Zdziwiona podeszła do niej.
-
Do Laury. Nie będę tego załatwiać przez telefon. Trzymaj kciuki –
pocałowała ją w policzek i poszła. Im bliżej była domu
przyjaciółki, tym wolniej szła. Odwlekała moment zadzwonienia do
drzwi, ale nie miała wyboru. Zadzwoniła. Otworzyła ONA.
-
Cześć. – była w równie wielkim szoku co Hania. - Wejdź, nie
spodziewałam się ciebie.
-
Sama się siebie nie spodziewałam. – Powiedziała wchodząc do
domu. Pogłaskała psa. – Chciałam z tobą porozmawiać i
przeprosić cię za to, że się nie odzywałam.
-
Wejdź do salonu. Zrobię kawę i porozmawiamy. Jak egzaminy?
-
Egzaminy dobrze. Zaliczyłam wszystko, a pod koniec tygodnia wyślą
mi dokumenty, dyplom i całą resztę. A Twoje? Chociaż jak dostałaś
staż, to twoje egzaminy były tylko formalnością.
-
No jednak nie. Coś musiałam powiedzieć, udowodnić, że te kilka
lat na uczelni czegoś mnie nauczyły.
-
Jesteś zła?
-
Jest mi przykro? Ja rozumiem, że miałaś kiepski okres, ale
dzwoniłam i pisałam codziennie a ty nic. Twoja mama odprawiła mnie
spod drzwi. Nie tego się spodziewałam.
-
Spróbuj mnie zrozumieć, to był dla mnie okropny rok. Najpierw
ćpanie, odwyk, walka o utrzymanie się na uczelni, potem ten dupek i
ciąża, ślub, szpital … tego było zbyt wiele. Potrzebowałam
czasu.
-
Myślałam, że bardziej przyjaciół... wsparcia z ich strony.
-
Każdy przeżywa różne sytuacje na swój sposób. Nie możesz mi
mieć za złe, że ja akurat potrzebowałam spokoju i odizolowania.
-
Po prostu to zabolało. Nigdy nie było takich sytuacji.
-
Bo dopiero zaczynamy dorosłe życie i radzenie sobie z większymi
problemami.. Ale nadal mi zależy na naszej przyjaźni.
-
Mi też... - Podała kawę i usiadła przy stole. – Już jest
lepiej, prawda?
-
Tak... - Spojrzała na nią i przez chwilę nic nie mówiła -
Chciałam porozmawiać o jednej sprawie...
-
Zamieniam się w słuch. - Uśmiechnęła się.
-
Załatwiłaś już wszystko?
-
No prawie. Czekam na decyzje w sprawie wizy. To opóźnia kupno
biletów, ale zrobię wszystko, żeby się tam dostać. Przyjęłam
staż i czekają tam na mnie. Nie ma odwrotu.
-
To fantastycznie. - Nastała chwila ciszy. Hanna długo nie mogła
się zebrać, żeby zadać pytanie.
-
Wszystko dobrze? - Zmartwiła się przyjaciółka – Coś cię
męczy, widzę to.
-
Mogłabym... polecieć z tobą?
-
CO?! - Jej ton niestety nie brzmiał zbyt entuzjastycznie.
-
Pomyślałam, że mogłabym polecieć... zmienić otoczenie.
-
Ja lecę tam w konkretnym celu, pracować, a ty? Co byś tam robiła?
Siedziała sama w pokoju, który wynajmiesz? Nie będę miała czasu
na niańczenie.
-
Nie, nie, to nie tak... - Sama już nie wiedziała czy było jej
głupio, czy przykro.
Bardzo
niezręczną sytuacje przerwała mama Asi.
-
Ooo dzień dobry, jak miło cię widzieć. Zostaniesz na ciasto?
Kupiłam kawałek sernika.- Rozpakowywała zakupy.
-
Ja właściwie już wychodzę... dziękuje za ciasto, może innym
razem... do, do widzenia. - Niemal wybiegła. Nie poszła do domu,
musiała się przespacerować i poukładać w głowie kilka spraw.
***
W
domu Laury
-
Czemu się tak spieszyła? Nie wypiła nawet kawy. - Pytała mama chowając rzeczy do szafki.
-
Zapytała czy może ze mną polecieć …
-
Dobry pomysł. Ty miałabyś kogoś bliskiego, ona zmieniłaby
otoczenie, tylko się musi pospieszyć z dokumentami.
-
Mamo... ja nie będę jej tam niańczyć. Ja jadę zdobyć
doświadczenie i rozwinąć karierę.
-
LAURA! - Wrzasnęła i to oznaczało kłopoty – Zdajesz sobie
sprawę z tego co ona przeszła? Może chce wyjechać bo właśnie w
końcu chce coś zmienić w swoim życiu, widzi w tym jakąś szanse
dla siebie.
-
A co jeśli jej się nie uda? Zacznie znów coś brać. Mam za to
odpowiadać? - Starała się jakoś wybronić.
-
Uważam, że zrobiłaś spory błąd nie dając jej nawet cienia
szansy. Co ona ci niby teraz przeszkadza? Przez te kilka lat
gadałyście codziennie, niemal cały dzień spędzałyście razem,
wiecie o sobie wszystko... Zawsze się wspierałyście i co teraz,
koniec?
-
Jesteśmy dorosłe, każda powinna zacząć żyć swoim życiem.
-
Dlaczego rezygnujesz, ze wsparcia takiej osoby jak Hanna. Zastanów
się. Nie widzisz tego, że właśnie wspierając się nawzajem
daleko zaszłyście? Nadal jesteście bardzo młode. Uważam, że
tobie też przyda się towarzystwo w Nowym Jorku.
-
Ja tak nie uważam. - Wstała i poszła do pokoju.
Tutaj
kończy się wątek dopisany po upływie kilku lat i wielu
przemyśleniach na temat tej historii. Kolejny odcinek to już
poprawione wypociny nastolatki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz