poniedziałek, 20 stycznia 2014

5. Też powinnaś sobie kogoś poszukać.

  Wyszykowały się i poszły do klubu. Przed nim gromada dziewczyn, licząca na to, że zaciągnie któregoś z muzyków do toalety, w ciemny zaułek, gdziekolwiek. Byle tylko dać upust swoim spiętym macicom. Weszły do środka, zamówiły piwo, znalazły sobie dobre miejsce, blisko sceny, ale bardziej z boku, żeby ich nie stratowali. Na koncercie chłopcy dawali czadu. Hannah sądziła, że przed nimi jest jakaś przyszłość. Skoro na koncercie fałszując i myląc się potrafią porwać publiczność, to płyta powinna być sukcesem. Tym bardziej jeśli będzie miała nad nią oko Lauren. Jej przyjaciółka nie poddawała się szybko. Ile razy to słuchała miksów, które robiła na jakieś zaliczenie. Ona jako zwykły śmiertelnik słyszała muzykę i albo coś się jej podobało, albo nie. Lauren miała jednak słuch absolutny. Zwracała uwagę na detale, które dla innych były niesłyszalne. Ale ta determinacja w pracy sprawiła, że teraz jest tutaj, ma staż w dobrej wytwórni i czeka ją raczej świetlana przyszłość.
Koncert się skończył, wyszły przed klub, a Lauren zapaliła. Nigdy nie rozumiała jak można palić papierosy. „Może gdyby smakowały jak żelki” pomyślała widząc przyjaciółkę, która zaciągając się, przymknęła oczy, jakby właśnie było jej bardzo przyjemnie, ble. 

-Macie ognia? - odezwał się niewielki człowiek. Potrzebowały chwili, żeby pojąć, że stoi przed nimi gitarzysta.

-Jasne– podała mu zapalniczkę ciemnowłosa- nieźle zagraliście. Poradzicie sobie równie dobrze w studiu?

-Zobaczymy. Nie spodziewałem się tu ciebie.

-Sama się siebie nie spodziewałam, ale zobaczyłam w gazecie, że gracie. To była ostania szansa, żebym zdobyła do was szacunek.

-I jak?

-Kupiliście mnie- perfidnie dmuchnęła mu w twarz dymem.

-Jesteś zadziorna, uważaj z tym- powiedział muzyk, robiąc dokładnie to samo.

-Będziesz tego żałował- wymamrotała przez zęby, on tylko się zaśmiał – jeszcze nie jesteś gwiazdą, więc nie zachowuj się jak ona.

-Ty jeszcze nie masz pracy w wytwórni, więc nie zachowuj się jakbyś była moją szefową.

-Przepraszam, Lauren, czy my nie powinnyśmy wrócić do domu?- wtrąciła Hannah, nie mogąc już znieść tej bezsensownej wymiany zdań.

-Wybieramy się z chłopakami do klubu, może macie ochotę? - powiedział Frank, bojąc się, że ta zadziorna dziewczyna, którą raz uwielbia, a raz nienawidzi, sobie pójdzie.

-Ja chętnie, Hannah chodź z nami.

-Nie, serio, ja wrócę do domu.

-Zostawisz mnie samą? Z bandą mężczyzn? - wiedziała że to zawsze zadziała. Usłyszała westchnienie oznaczające, że chociaż blondynka nie ma absolutnie najmniejszej ochoty iść, to jednak nie zostawi Lauren z bandą mężczyzn. Siedzieli w tym barze, Hannah sączyła sok pomarańczowy, błagając w myślach, kogo tylko się dało, żeby to sie wreszcie skończyło. Blondynka stroniła od imprez, miała złe wspomnienia. Była tu dzisiaj tylko dlatego, że chciała chronić Lauren przed "bandą mężczyzn". Po godzinie jej cierpliwość do pijanych ludzi, się skonczyła. 

-Lauren, wracajmy do domu. Jest środek nocy, a jutro idę do pracy.

-Wracaj. Mnie odwiezie Frank, prawda? -po chamskich tekstach i dmuchaniu na siebie dymem papierosowym nie było już śladu. Teraz stawali się przyjaciółmi.

-Spokojnie, oddam ją w stanie nienaruszonym- umiechnął się tak szeroko, że Hannah mogła mu zrobić przegląd dentystyczny, tylko nie miała wiedzy w tym zakresie.

-Uważaj na siebie- uściskała przyjaciółkę i wyszła. Odetchnęła świeżym powietrzem. Czuła na sobie zapach papierosów. Jazda nocą przez ulice Nowego Jorku, może nie należy do najbezpieczniejszych, ale podróż przebiegła szybko. Weszła do domu, od razu poszła pod prysznic. 
Pachnąca swoim waniliowym żelem, ubrana w piżamę, nakryła się kołdrą. Chwilę później zasnęła.

-Co do … Lauren... - spojrzała na zegarek, 5:34 – zabiję... - pukała w ścianę, jednak pukanie jakie dochodziło z pokoju przyjaciółki dało blondynce do zrozumienia, że mają ją głęboko i nie zamierzają przestać. Wsadziła sobie słuchawki do uszu i puściła głośno „Jesus of Suburbia”. Długa piosenka koiła jej zszargane nerwy.

-Dzień dobry- powiedział Frank, kompletnie nieprzytomny i poszedł do toalety.

-Kurewsko dobry– odparła Hannah pod nosem, umyła po sobie miskę, ubierała buty.


-Wychodzisz gdzieś? Gdzie Frank? - powiedziała Lauren, przeciągając się.


-Wali konia w łazience. Idę do pracy, miłego dnia- wyszła trzaskając drzwiami i zaraz było słychać pisk opon. Tak, była wściekła.


-Co jest piękna? - powiedział gitarzysta, obejmując dziewczynę.


-Idziemy jeszcze spać? - wtuliła się, on złapał jej nogi, a ona szybko oplotła go nimi, tuż nad jego pupą. Poszli do sypialni, zrobili to kolejny raz. Następnie spali jak małe bobasy.


-Co się dzisiaj dzieje? Wszystko Ci leci z rąk.


-Jestem niewyspana, przepraszam- Hannah zbierała rozbitą szklankę – proszę zrób tą kawę, ja muszę tu zetrzeć podłogę, bo zaraz ktoś się zabije. Przepraszam pana bardzo. Koleżanka zaraz poda pana zamówienie.


-Spokojnie, nic nie szkodzi, każdemu może się zdarzyć gorszy dzień – uśmiechnął się do niej miło i czekał dalej na swoją kawę. Hannah zastanawiała się dlaczego klienci zawsze się do niej tak ciepło uśmiechają. Może miała napisane na czole „Ofiara losu. Uśmiechnij się, bo masz większe szczęście od niej.” … jej myślenie przerwał dzwoniący telefon.

-Tak, słucham? - powiedziała niezbyt szczęśliwa.


-Hannah M. W... Y... cholera – dodał pod nosem i ciężko westchnął.


-Tak to ja, w czym mogę pomóc? - przerwała próbę połamania języka przy wymawianiu jej nazwiska.


-Pisałaś do nas w sprawie pracy, prawda?


-Tak, etat w studiu... czy ?


-Masz pracę, czy możesz przyjechać dzisiaj dopełnić formalności?


-Mogę, tak... pewnie, ale dopiero tak za 4 godziny. Kończę wtedy zmianę w kawiarni i będę wolna. Mam całkiem blisko. Będę najszybciej jak mogę.


-Spokojnie, możemy się też umówić na jutro. W sumie będzie lepiej. Tak, jutro o której ci pasuje?


-Powiedzmy o... 11:00?


-Świetnie, będziemy czekać. Nieoficjalnie mówię, witaj w zespole. Twoje portfolio jest świetne, serio. Do jutra.


-Do jutra, ja... ja dziękuje, serio. Dziękuje. - Teraz ona uśmiechała się do wszystkich "Tak, ludzie, macie gorzej. Ja mam pracę o której marzyłam."


-Nie ma sprawy, to cześć – usłyszawszy jej pożegnanie, rozłączył się.


-MAM PRACE! - Nie umiała tego nie wykrzyczeć, przepełniała ją radość. A goście kawiarni klaskali.


-No, już koniec tego, Hannah chodź na słówko – menadżer zabrał ją na bok. – Co się dzieje, jaka praca?


-No bo ja, składałam papiery do studia, zajmuje się fotografią, mówiłam o tym.


-Ale oni się nie odzywali, więc skąd nagle taka wiadomość? Zatrudniłem ciebie na pełen etat nie bez powodu.


-Ja rozumiem, ale … przylatując tutaj nie wiedziałam, że tak szybko uda mi się zacząć pracę w zawodzie. Jeśli będę miała pół etatu tutaj, to … mogę zostać, chętnie nadal będę rozbijać szklanki.


-Zostajesz dzisiaj dwie godziny dłużej, a ja zastanowię się co z tobą zrobić- Wycedził przez zęby i poszedł na zaplecze.


-Gratuluje. Wiem jak czekałaś na wiadomość z tego studia- Powiedziała wyraźnie uradowana Vanessa.


-Strasznie się ciesze. Zadzwonię do Lauren.


-Nie, nie, nie...- zabrała jej telefon i pokazała na żółtą kartkę- czeka na ciebie zamówienie. Waniliowe latte, średnie, na wynos. I ciepła muffina jagodowa. No już, szybko – uśmiechnęła się i wróciła do pracy.


-Robi się – zajęła się swoimi obowiązkami, ciągle się uśmiechała, co udzielało się innym.


O 18:00 wróciła do domu.
-Hannah! - Lauren zakryła się kocem- mogłaś zadzwonić, że już wracasz.

-Mogliście się nie pieprzyć w salonie na kanapie. Ty jak Ci tam, Frank... nie masz domu, czy coś?


-Daj mu spokój jest moim gościem... będzie tu tyle ile będzie chciał. Hannah, musisz teraz grzebać w lodówce? Idź do pokoju.


-Nie- oparła się o blat i jadła sałatkę– nie krępujcie się. Wiem skąd się biorą dzieci, do tego wasze dzikie wrzaski obudziły mnie nad ranem.


-Idź stąd! Do cholery! - wrzasnął Frank. Poskutkowało. Hannah poszła do pokoju trzaskając drzwiami- wybacz skarbie, ale nie dam rady. Ona skutecznie odebrała mi ochotę.


-Nie przejmuj się, mi też. - Lauren wstała i ubierała się. - Ale może trochę za ostro ją potraktowaliśmy.


-To też twój dom. Dlaczego niby masz się ograniczać w przyjmowaniu gości, czy korzystania z życia? - Pocałował ją i zapiął spodnie. Będę lecieć. Jutro widzimy się w studiu, prawda?


-O tak, ale nie mów jeszcze nic nikomu, proszę...


-Dobrze, to zostanie naszą słodką tajemnicą – ubrał koszulkę, dżinsową kurtkę i buty, ostatni całus i wyszedł.


-Nie, nie możesz wejść. Zostaw mnie w spokoju. Idź się pieprzyć ze swoim facetem- powiedziała Hannah gdy drzwi jej pokoju się otworzyły.


-Porozmawiajmy spokojnie. Może seks na kanapie to nie jest najlepszy pomysł, ale... się chyba zakochałam.  

-Bo jest uroczy i szarmancki, czy po prostu dobrze pieprzy? … Posłuchaj, nie mam ochoty wysłuchiwać ckliwych bajek o tym, jak jakiś facet cię w sobie rozkochał po jednej zakrapianej nocy i seksie od świtu aż do kolejnego wieczora. Wiem z własnego doświadczenia, że takie bajki z reguły kończą się źle.



-Jesteś uprzedzona, nic na to nie poradzę... nam jest dobrze.

-Och błagam, to niech się tu wprowadzi już- nakryła się kołdrą co oznaczało koniec dalszej dyskusji.


-Też powinnaś sobie kogoś znaleźć- wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Posprzątała kuchnie i salon. Wzięła prysznic i poszła spać.

 Hannah nie mogła zasnąć, słowa Lauren trafiły w samo sedno. Nie przepadała za Frankiem, to fank. Ale nie dlatego, że pieprzył jej przyjaciółkę na kanapie. Miała za złe całemu światu, że to nie ona była na tej kanapie. Wtedy jednak nie wiedziała, że i jej niebawem się poszczęści.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz