Przez to, że Hanna też leciała, wyjazd trochę się opóźnił. Musiała załatwić papiery, poszukać jakiejś pracy. Jednak wszystkim to wyszło na dobre. Dziewczyny porozmawiały szczerze o swoich planach, o przyjaźni. Zgodnie stwierdziły, że razem będzie po prostu raźniej. Oczywiście, że poznają tam innych ludzi, lepszych i gorszych, ale będą mogły dzielić się swoimi sukcesami i porażkami, wspierać się tak jak to miało miejsce do tej pory. Tak więc wszystkie czarne chmury ostatnich tygodni odeszły daleko.
Budzik błaga o wyłączenie, jednak obie dziewczyny nawet nie myślą o tym, żeby wyciągnąć rękę spod ciepłej kołdry. Poddała się Hanna, która szybkim ruchem wyłączyła go. To było dość niespodziewane, bo to Laura była osobą o kiepskiej tolerancji wściekle dzwoniącego budzika. Dziewczyna przetarła oczy i popatrzyła na swoją przyjaciółke. Pomyślała, że śni o zabijaniu swojego byłego, bo zaczęła mówić coś o urywaniu przyrodzenia. Tak to musiał byś sen o nim. Miała jedyną okazję iść do łazienki bez kłótni, która miała zająć ją pierwsza. Tym samym da przyjaciółce okazję na kastrację. Wzięła szybki prysznic, ubrała się i w turbanie na głowie wyszła z łazienki.
- Dzień dobry. Zabijanie udane?
- Nie bardzo, obudziła mnie potrzeba. - weszła do łazienki.
- Zamówię śniadanie!
- CHCĘ TOSTY!
- A ja dużo miłości!
- To sobie kup!
- Sikaj i nie gadaj głupot! - Usiadła na łóżku i zamówiła śniadanie, odplątała turban i wycierała włosy.
- Dostałaś tyle kasy od rodziców na wyjazd, kupisz sobie jakąś sukienkę, szpilki i miłość masz w kieszeni.
- Tak, a gorące uczucie będzie trwało dopóki nie nastanie ranek i będę musiała sobie iść.
- Kupisz drugą sukienkę.
- Nie lecę tam, żeby szukać tego co nieosiągalne. Nie przewracaj oczami, widziałam.
- Odezwali się w sprawie pracy?
- Nie. Wczoraj wieczorem sprawdzałam pocztę, ale nic nie było.
- Najwyżej popracujesz w jakiejś kawiarni.
- Dobre i to. Ważne, że będziemy miały dach nad głową.
- Nie dziwi cię, że ta kobieta chciała tak mało za cały dom?
- Mieszka w domu spokojnej starości, nie potrzebuje wiele pieniędzy, chyba, że nałogowo gra w bingo. - pukanie do drzwi, Hanna wstała i poszła odebrać śniadanie. Wróciła z tacami, położyła je na łóżku – Tosty francuskie pani "CHCĘ TOSTY"!
- Ha ha ha … smacznego – Uśmiechnęła się i zabrała za swoje wymarzone śniadanie.
Gdy po jedzeniu już nie było śladu, ubrały się i były gotowe do wyjścia oraz podróży na lotnisko.
- Stresujesz się? - Zapytała Laura.
- Oczywiście. Nigdy nie leciałam samolotem, a teraz czeka mnie kilkanaście godzin lotu.
- Damy radę. Chodź – Otworzyła drzwi – No nie ma odwrotu, chodź.
- Idę, idę – Chwyciła za walizkę, pociągnęła ją, a to nie należało to zadań łatwych.
Zjechały do lobby, oddały kartę, uregulowały rachunek, pożegnały się. Przed hotelem czekała na nie taksówka. Droga przez Warszawę z mężczyzną, któremu nie chciały zamknąć się usta, nie należały do najprzyjemniejszych. Dla świętego spokoju starały się być miłe i odpowiadać na pytania.
- Drogą przez mękę – Powiedziała Laura, gdy taksówkarz odjechał.
- Pomyśl tylko o tych cudownych godzinach spędzonych na fotelu klasy ekonomicznej oraz zwiększającym się z każdą minutą bólem dupy- odpowiedziała zadowolona Hanna.
- Humor dopisuje, bardzo się ciesze- weszły na lotnisko, wyjęły dokumenty. Na ich paszportach i dowodach osobistych widniały już inne imiona, Lauren i Hannah.
- Podoba ci się, twoje "lepsze" imię?
- Podoba. Twoje brzmi o wiele lepiej.
- O tak, Hannah- uśmiechnęła się, wymawiając je.
- Teraz jeszcze potrzebujesz pasującego nazwiska- zaśmiała się Laura.
Po załatwieniu formalności, miały czas na przejście się po sklepach. Hanna kupiła Vogue'a. Marzyła, żeby kiedyś fotografować dla tej gazety, albo może każdej innej? Cóż, chciała pracować w wymarzonym zawodzie i wiedziała, że za wielką wodą ma na to ogromną szansę.
Nadeszła ta chwila. Ostatni SMS do rodziców, wyłączenie telefonu, zajęcie miejsc w samolocie. Obie były bardzo podekscytowane.
- Wiercisz się, jakbyś miała owsiki – powiedziała Laura, odplątując słuchawki.
- Zastanawiam się jaką sukienkę kupić i szpilki- odpowiedziała uradowana.
- Jasne. Nie możesz usiedzieć w miejscu, bo masz stracha, że się rozbijemy.
- Umiesz dowalić wiesz? Eh, chce drinka.
- A ja faceta z dużym penisem.
- Możesz chociaż raz odpowiedzieć coś mądrego?- Westchnęła blondynka.
- Nie umiem się powstrzymać – wyszczerzyła się.
- Schowaj ten swój biały uśmiech, mnie tym nie rozbrajasz.
- Zazdrościsz. Zapnij pas- ona się zapięła i sprawdziła czy się trzyma.
- Kiepsko jeśli spadniemy do oceanu, a ty nie będziesz mogła się odpiąć.
- Masz jeszcze gorsze żarty ode mnie- ubrała słuchawki.
Po 30 minutach były już w powietrzu. Lauren słuchała muzyki, Hannah czytała książkę, piła drinka i starała się nie patrzeć przez okno. Jednak po dwóch trunkach miała na tyle odwagi, że nie przestawała wyglądać. Była piękna pogoda, pod nimi Francja, tak mówiła stewardessa. Hanna się przebudziła. Miała sen o katastrofie lotniczej, rozejrzała, w samolocie panowała błoga cisza. Jeszcze jakieś 3 godziny dzieliły je od nowego życia. Dziewczyna zasnęła jeszcze, spokojna, że nie było żadnej katastrofy i dzięki utrzymujących się w jej ciele procentach.
- Co się dzieje? - powiedziała zaspana Laura wyciągając słuchawki z uszu i poprawiając się na fotelu.
- Pod nami Nowy Jork, za 20 minut będziemy lądować, uprzejmie prosimy o zapięcie pasów- wszyscy zastosowali się do polecenia, przecież nie będą ryzykować zdrowiem i życiem.
- No to udało nam się – powiedziała Hanna, uśmiechając się.
- Jeszcze nie wylądowaliśmy– zawsze musiała dowalić, a na jej buzi pojawił się cwany uśmieszek.
- Nie zapominaj, że to dzięki mnie mamy gdzie mieszkać.
- Chyba sobie żartujesz. Niby planujesz w odwecie za moje żarty nie wpuścić mnie do domu? Cóż, nie zapominaj, że dokładam się do opłat.
- Jesteś niemożliwa... jeśli cię nie zabiję w przeciągu tygodnia to będzie cud.
- Nie zabiłaś przez tyle lat, to i teraz mi odpuścisz.
- Przedzielę cały dom na pół– westchnęła zrezygnowana, sprawdziła pasy.
- Nie odepniesz się kiedy spadniemy na płytę lotniska, a samolot zacznie płonąć – zaśmiała się.
- Ale sobie grabisz. Skąd we mnie takie pokłady cierpliwości do ciebie?
- Bo wiesz, że pod tymi tekstami kryje się szczera i bezgraniczna przyjaźń.
- Coraz częściej zaczynam w to wątpić.
Wylądowały całe i zdrowe, aż zapiszczały ze szczęścia, co sprawiło, że skupiły na sobie wzrok podróżujących. Nie przejęły się tym. Po odebraniu bagaży, spotkały się z Adą, koleżanką Hanny z podstawówki. Wyemigrowała początkowo do Kanady, jednak gdy skończyła liceum, wyjechała do Nowego Jorku uczyć się projektowania w jednym z najlepszych domów mody.
- Wyrobiłaś się Hanna- powiedziała Ada, by następnie mocno ją uściskać- a ty pewnie jesteś Laura.
- Tak, miło mi cię poznać – Podała jej dłoń, nie chcąc być uściskana tak mocno jak przyjaciółka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz