niedziela, 19 stycznia 2014

4. Jest taki jeden, fajny.

   Kiedy w trójkę jechały przez miasto, słuchały opowieści Ady o mieszkańcach Nowego Jorku, o tym jak się tu najłatwiej poczuć jak w domu. Po długich 40 minutach, przed ich oczami ukazał się mały dom z czerwonej cegły. Białe ramy okien mocno odbijały od siebie promienie słoneczne, a ciemny dach dopełniał całość. Wokół domu była zielona, idealnie skoszona trawa oraz kilka rabatek z kwiatami. One już wiedziały, że rośliny nie pożyją zbyt długo. Obok było więcej prawie takich samych, małych domów. Weszły do środka. Nie było tam zbyt wiele. Wyposażona kuchnia, łazienka, dwa materace w pokojach i pościel. Czekały je zakupy, miały na to pieniądze, bo od początku wiedziały w jakich warunkach przyjdzie im spędzić kilka nocy po przyjeździe. Dmuchany materac może nie był najlepszym rozwiązaniem po tylu godzinach lotu, ale kto mówił o spaniu.
- Tyle zostawił wam właściciel- powiedziała Ada, po czym pobiegła do auta i wróciła z kilkoma torbami jedzenia- a to taki prezent. Pomyślałam, że wam się przyda.

- Przecież same byśmy coś kupiły- powiedziała Hanna, z lekkim zakłopotaniem w głosie.

- Nie ma o czym mówić– uśmiech koleżanki sprzed lat był tak serdeczny, że Hanna odpuściła sobie dalsze dziękowanie i bycie zakłopotaną.

- Ja coś ugotuje!- Odparła podekscytowana Laura. Szukała garnków, talerzy, szklanek- ej, tu nic nie ma!

- Jutro, koło 11:00, przyjadę po was i pojedziemy na zakupy. W kartonie są ulotki lepszych barów, które dojeżdżają do waszej części miasta. Zamówcie sobie coś, będzie prościej. A i jest też wino. To chyba wszystko. Do jutra- teraz także Laura nie uniknęła uścisku. Pomyślała jednak, że to miłe i bezinteresowne zachowanie Ady, wcale nie jest przesadzone, a ona taka po prostu jest.

- Do jutra, pa pa– zamknęła za nią drzwi- całkiem fajna jest.

-W szkole podstawowej już w drugiej klasie, zamiast robić to co było związane z lekcją, rysowała różne stroje. Miała korbę na tym punkcie.

- A ty nie byłaś lepsza. Wszystkie pieniądze na wycieczce szkolnej wydałaś na filmy do aparatu.

- To prawda, ale też moje zdjęcia trafiły do oficjalnej kroniki. Wiesz jaka to duma dla dziecka?

- Pierwszy sukces. Dostałaś kasę za to?

- Nie, ale zostałam dowartościowana, a to ma znacznie większe znaczenie- trzymała ulotki w ręce.

- Pizza?

- Cokolwiek?

- Czyli pizza, zamówisz?

- Ale ty płacisz- zaśmiała się, podeszła do telefonu stacjonarnego, sprawdziła czy w ogóle działa. Zamówiła dwie duże pizze.
Poszły jeszcze później na spacer po okolicy.

- Spokojnie tu. Słychać, że niedaleko jest tętniące życiem miasto, ale tutaj jest inaczej. 

- Jeśli znajdziemy jutro czas, to może wybierzemy się do centrum.

- Chętnie. Mam jeszcze tydzień nim będę miała spotkanie w wytwórni, więc warto ten czas poświęcić na zwiedzanie.

Po godzinie spacerowania i uśmiechania się do ludzi, wróciły do domu. W jednej z toreb znalazły szampana i wino. Otworzyły musujący trunek i piły na zmianę. Potem wino, aż wreszcie włączyły muzykę, śpiewały i tańczyły do rana.

Minął pierwszy tydzień. Hanna pracowała w kawiarni, Lauren dorabiała u jej boku, w przerwie stażu w studiu.
- Ale poznałam facetów... - powiedziała niezbyt entuzjastycznie ciemnowłosa dziewczyna.

- Może mają dużo w majtkach– zaśmiała się i spieniała mleko.

- Daj spokój. Niby demo mają fajne. Dzisiaj próbowali już na poważnie coś nagrać, ale ja odnoszę wrażenie, że oni jednak robią sobie jaja trochę, no i nie są przystojni, może jeden.

- A co grają? - Zapytała Hanna, tworząc z mleka urocze serduszko ma kawie– zobacz umiem już.

- Ooo jakie urocze. Graja rocka, nazywają się My Chemical Romance. Dziwnie prawda? I mają piosenkę coś tam o wampirach. Takie dzieciaki jeszcze.

- Och proszę, odezwała się ta dorosła i doświadczona. Daj im szansę- zwróciła się do mężczyzny- pańska kawa– uśmiechnęła się miło podając latte, a mężczyzna odwzajemnił uśmiech i poszedł z kawą do stolika.

- No wiem, wiem- westchnęła- jakie jeszcze są zamówienia? Pomóc Ci?

- Zajrzyj do szarlotki, powinna być już gotowa. A i jeśli możesz, przynieś mi szklanki do mrożonej kawy.

Była sobota, obie miały ją wolną, więc odsypiały po malowaniu. Zrzuciły się i z pieniędzy, które dostały na wyjazd od rodziców, wyposażyły dom, kupiły meble na garażowych wyprzedażach, wyszło bardzo tanio. Ich gniazdko było jedyne w swoim rodzaju. Niby nic nie pasowało, jeśli jednak tak dłużej się zastanowić, wyglądało to oryginalnie, ze smakiem, po prostu dobrze. Najważniejsze, że same czuły się tam jak w domu.
- Nie sądzisz, że brakuje nam samochodu? Pomyśl, o ile szybciej zajmowałby nam dojazd do centrum. Kawiarnia jest niedaleko wytwórni, wyjdzie mniej na paliwo jeśli się złożymy- powiedziała Lauren przeglądając poranną gazetę- zobacz ile jest aut do sprzedania- pokazała kilka stron ogłoszeń, różnych komisów.

- Zadzwonię do Ady, może będzie miała czas to nas podrzuci, rozejrzymy się. 

  Dwie godziny później były w drodze po samochód. Oglądały wiele aut. Wpadł im w oko jeden, ten wyjątkowy. Cena powalała, samochód z 64. roku. Fakt, klasyk, Ford Mustang, granatowy z białym szerokim paskiem przechodzącym przez środek karoserii, ale 1500$? 
- Musimy go mieć.

- Chcesz mieszkać w tym samochodzie? Nie stać nas– powiedziała Hanna, oglądając to cacko po raz setny, jakby chciała doszukać się choćby małej wady, żeby zbić cenę.

- Witam piękne panie. Macie chrapkę na ten wóz?

- TAK! – Odpowiedziały razem, zgodnie z prawdą.

- Ale zastanawiamy się, czy nie dałoby zbić trochę z ceny. Widzi Pan, dopiero się dorabiamy, mamy trochę odłożonych pieniędzy ale brakuje na to cudo.

- Rozumiem, ile proponujecie?

- 400$ - Powiedziała Lauren, gotowa już brać kluczyki.

- Zwariowałaś? …

- Zgadzam się z Twoja koleżanką, jestem skłonny opuścić 300$.

- To nadal jest 1200$.

- 400$ mniej.

- 900$ w gotówce w tej chwili- zdecydowanym tonem, powiedziała Hanna.

- Ostro się targujesz, 950$ i jest wasz.

- Ada błagam pożycz 50$- hanna spojrzała na koleżankę zupełnie tak, jakby ukradła oczy spanielowi.

- Nie wiem czy tyle mam, tankowałam- grzebała w torebce, a każda zaczęła szukać choćby centa.

- 932,40 No dalej dziewczyny. Ja mam jeszcze dolara! - Krzyknęła Hanna wyciagając kilka drobnych z kieszeni spodni- niech się pan nie śmieje, to nasze marzenie i gwarantuje panu, że dzisiaj je spełnimy- odpowiedziała pewna siebie, jak nigdy i zbierała drobne, które plątały się na masce.

-Udało się! - Laura aż zakręciła sie z radości.
-Pozwólcie, że przeliczę- poszły z nim, a on liczył skrupulatnie każdy cent- 949,99 $– spojrzał z szelmowskim uśmiechem. Wyciągnął zza ucha monetę, 1 cent, gnida schowała ten pieniążek- przyniosę dokumenty- wrócił szybko. Chyba się obawiał, że dziewczyny sobie pójdą.- Wystarczy tu podpisać i jest wasz. Ma pełny bak, aktualny przegląd i wymienione klocki hamulcowe.

- I jest nasz– powiedziała Lauren, której świeciły się oczy.

- Podpisz się lepiej– podsunęła jej dokumenty Hanna.

Podziękowały panu i pożegnały się z Adą. Zagrały w marynarzyka, żeby się dowiedzieć, która jako pierwsza poprowadzi ich nowe dziecko.
- MA-RY-NA-RZYK! -wykrzyknęła Hanna i pokazała kamień.

- Ale to nie fair!- posmutniała Lauren, która miała nożyczki.

- Wybacz! Jakoś Ci to wynagrodzę, może kawa?

- Mam dość kawy odkąd pracujemy w kawiarni- zaśmiała się i dotykała wszystkiego w samochodzie.

- Jest cudowny, najlepszy, najśliczniejszy, najszybszy...- samochód zgasł- i nie działa... Oszukał nas!

- Może coś źle naciskasz, daj ja spróbuję- przesiadły się, Lauren uruchomiła samochód i ten jechał jak marzenie, aż do ich domu– mówiłam Ci, że nie umiesz.

- Daj mi święty spokój. Tak się o Ciebie targowałam Mustang, a ty mnie zawiodłeś- obrażona wyszła z samochodu i zamaszystym krokiem poszła do domu.

 Dwie godziny później. Hanna robiła obiad. Laura, co do niej niepodobne, przeglądała kolejny raz gazetę.
- Ej zobacz jest koncert tych chłopaków co mówiłam ci o nich, idziemy? Może być śmiesznie. Pójdziemy, co? Zobacz to ten ...– pokazała na gitarzystę- ten całkiem fajny.

- No całkiem, taki dzieciak.

- Mówiłam ci. Ale ładnie pachnie to co mieszasz. Daj spróbować.

- Lepiej nakryj do stołu– Hanna uśmiechnęła się i wyłączyła grzanie pod garnkiem. Chwyciła go przez ścierkę i postawiła na desce.

- Ciepłe i pachnące jedzenie. Mniam- nakładała sobie Laura.

- Mam nadzieję, że będzie smakować- też sobie nałożyła.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz