niedziela, 26 stycznia 2014
10. Nie spieprz tego.
- Gdzie wasze dokumenty!? - powiedział głośno i zdecydowanym tonem, jeden z mężczyzn.
- W komodzie, pierwszej szufladzie - drżącym głosem odpowiedziała Lauren - nie zabijajcie nas... - ten, który ją trzymał zakrył jej usta, żeby już nie mówiła. Hannah nadal się wyrywała, jednak gdy zdała sobie sprawę z tego, że nie ma szans to się popłakała.
Zawiązali im oczy, nie wiedziały co z nimi zrobią, zanieśli je gdzieś, to było miejsce w kórym dziwnie pachniało. Usłyszały uruchamiający się silnik, jakiegoś większego pojazdu, cholernie się bały. Nastała cisza, one już nie krzyczały. Jeden z nich powiedział coś szeptem i stało się, Hannah bez problemu rozpoznała zachrypnięty męski głos... zaczęła się znów wyrywać.
-Puść mnie! puść słyszysz! - wrzeszczała. Matt, który ją trzymał zlitował się i puścił. Zdjęła opaskę i zaczęła go okładać. Szybko złapał jej ręce i zaprowadził na tył autobusu.
- Uspokój się - przytulił ją - Już wszystko dobrze.
- Nienawidzę cie! - mówiła przez łzy, cała się trzęsła, odpychała - Nienawidzę cie, wypuść mnie stąd! - On przytrzymał jej ręce, chciał żeby się uspokoiła.
- Nic z tego kopciuszku, wiecej mi nie uciekniesz. - Przytulił ja mocniej ona go odpychała, ale wreszcie emocje trochę opadły i przytuliła się. - Przepraszam, nie pomyślałem, że to cię tak wkurzy...
-A co miałam zaklaskać z radości, że jacyś ludzie włamują mi się do dom? Bałam się, skąd mogłam wiedzieć, że to ty? Czemu w ogóle to zrobiłeś? - Wydostała sie z jego objęć.
- Wracamy do Kalifornii z trasy, postanowiłęm cię porwac.
- Rycerz sie znalazł. Boże jaki ty głupi jesteś... ja prawie na zawał zeszłam. - poszła do reszty, przywitała się. Chłopcy byli tacy mili, tacy wstawieni. - Nie możemy z wami jechać.
- Tak jakby nie macie wyjścia, Jimmy zabrał kilka rzeczy. - powiedział Gates upiając kolejny łyk swojego drinka. - Shadows oszalał więc jedziecie z nami czy tego chcecie, czy nie.
- Ja chcę, nigdzie się nie ruszam! - Lauren piła już piwo, siedziała między Zackiem i Johnnym. - Tylu facetów i my, Hannah to jest najlepszy plan na sylwestra!
- Najpi się czegoś, rozluźnij się... z reguły jesteśmy grzeczni - podał jej drinka Jimmy.
- Ja nie pije.
- W tym miejscu wszyscy piją - powiedział Brian i uniósł wyżej swój kubek. - Panie i panowie, za młodość. - Aż zagwizdał, gdy zobaczył jak Hannah wypija swojego drinka a zaraz po nim kolejnego, którego miała pod ręką. - Nie taka święta na jaką wygląda.
- Nie radzę jej drażnić, mnie już pobiła - powiedział Matt pijąc swojego drinka.
-Co ty taka nerwowa? To był tylko niewinny żart - odparł Johnny.
-Sam jesteś niewinny żart! To była masakra a nie żart! - westchnęła i uśmiechnęła się.
- O nie! - spojrzenia wszystkich skupiły się na Zacky'm - Nie zabrałem wam szczoteczek.
- Nie przejmuj się, nasz nieświeży oddech nie pogorszy zbydnio zapachu w tym miejscu. - Powiedziała Lauren i wyzerowała piwo - Więcej!
- Ciebie lubię! - powiedział Zacky i podał jej kolejne. -Chyba, że wolisz drinka, dzisiaj polewa Brian.
- To w końcu Brian czy Gates? masz dwa imiona?
- Tak, sceniczne i życiowe. - Polał jej - sprawdzimy na co cię stać.
- Nie trzeba mnie upijać żebym poszła z kimś do łóżka, wystarczy być interesującym facetem.
- Nie chcę cię w swoim łożku. Jesteś bardzo bezpośrednia... - Odpowiedział Brian i zajął się rozmową z Johnnym.
- Nie chce cię w swoim łózku. - Powiedziała Lauren pod nosem, robiąc przy tym głupie miny. - Chciałbyś, - uśmiechnęła się pod nosem i piła piwo, wygłupiając się z Jimmym.
- Hannah, możemu pogadać? - Spytał Matt.
- Rozmawiajmy - stała, rozglądając się.
- Chcę bez świadków, no chodź - złapał ją za rękę i poszedł z dziewczyna w bardziej ciche miejce. Usiedli na kanapie z tyłu autobusu. - Dalej masz mi za złe, że cie pocałowałem?
- Ja? Mam ci mieć coś za złe? Nie rozumiem.
- Po naszym spotkaniu stracilismy kontakt, nie było tak jak wcześniej, bardzo mi tego brakuje. Cholera wiem, że całowanie cie tak od razu było głupie, ale nie mogłem się powstrzymać. Nie rozumiem co się ze mną dzieje.
- Matt, ja... po prostu wolałabym, żeby to sie nie stało. Źle zrobiłam pozwalając ci na to. - Westchęła - sama też tego chciałam - powiedziała nie patrząc na niego.
- Teraz to już nic nie rozumiem. Możemy zacząć od nowa?
- A możesz sobie po prostu odpuścić? Jesteś miłym facetem, znajdziesz sobie kogoś lepszego.
- Już znalazłem, nigdy nie poznałem takiej dziewczyny jak ty. Mówię poważnie. Daj mi szansę. - Spojrzał na nia tymi swoimi, przeklętymi, zielonymi oczami. - Proszę...
- I zabierzesz mnie jeszcze na niewinną kolacje? - spytała mając uśmiech na twarzy.
- Na ile tylko, niewinnych kolacji, zechcesz. - uśmiechnął się i pojawiły się dołeczki.
- Aaaa są i one! -wsadziła w nie palce i zaczęła się śmiać. On ją połastkotał, dziewczyna pisneła i wyginała się na przeróżne strony. - Nie, nie, nie. - Wstała i pokarała go placem - mój drogi, nie ze mną te numery. - Śmiejąc się wyszła do reszty ludzi. - Bawicie się bez nas?
- Co Shadows, nie poruchasz? - powiedział Johnny i oberwał od Matta z pięści w ramie. - Jestem pijany, nie czuje.
- Poprawię ci jak wytrzeźwiejesz. Hannah chcesz coś do picia? - nalewał sobie.
- Macie, coś co nie zawiera alkoholu?
- Nie - z dumą w głosie powiedział Zacky.
Cała siódemka jechała na zachód, gadali, pili. Szczerze mówiąc, to ostro tam imprezowali, rozbierany poker, trwał w najlepsze. Zacky w majtkach, Lauren tylko bez bluzy. Reszta miała na sobie co najmniej jeszcze spodnie.
- Jak to możliwe Hannah, że ty masz najwięcej ubrań, mówiłaś, że nie umiesz grać w pokera - powiedział Matt ściągając koszulkę.
- Ja... ja, ale, ja... -potrząsnęła głową - bo ja nie umiem - nie mogła oderwać od niego wzroku, nie widziała wcześniej, że on ma tatuaże, tyle ich było. - Ładne.
- Ona lubi tatuaże - dodała Lauren, rozdawała karty.
- Zatrzymujemy się? - Brian zaglądał przez okno - to stacja benzynowa, chodźcie po piwo. - wstał i ubierał koszulkę.
- Ja idę po coś zimnego do picia - zerwała się z miejsca Hannah i poszła z Gates'em.
- Coś ci kupić ? - gitarzysta brał sporo piwa.
- No nie wiem, czy przy tym całym porwaniu zabraliście nasze torebki, jeśli nie, to nie mamy kasy.
- Tym razem ci coś kupie, bierz co potrzebujesz, czekam przy kasie. - poszedł jeszcze po inne drobiazgi. Po chwili spotkali się przy kasie. - Odświeżacze powietrza? serio?
- Powiedziałeś, że mogę brać to czego potrzebuje. Brian, słuchaj... powiedz mi, Matt tak zawsze?
- Co? - zaczął się śmiać - on zwariował, uwierz mi, znam go nie od dziś... wczesniej brał co mu wpadło w ręce, byle było odpowiednio mokra przed penetracją. Od kilku tygodni, nie schodzisz z top tematów Shadows'a.
- Myślisz, że mnie lubi?
-Nie wiem, może zwariował, a może się zakochał. Bardziej podejrzewałbym go o to pierwsze, bo nie wiem czy on jest zdolny do miłości. Chyba nikt z nas nie jest. Jeśli szukasz materiału na męża, to żaden z nas sie do tego nie nadaje. Uwierz mi.
- Dzięki za szczerość, męża nie szukam.
- Weź jedną szczoteczkę dla Lauren, chyba, że sobie pożyczacie, czy coś. Może ona ma na coś ochotę?
- Ej panie, nie nadaje sie na męża, coś ty taki, opiekuńczy?
- Jestem po prostu miły, bo za dużo wypiłem. Idź po tą cholerną szczoteczkę. - przewrócił oczami, za chwile odnieśli rzeczy do autokaru.
- To co, nowa kolejka? - zapytał Matt i rozstawiał kubki na drinki.
Po około pięciu drinkach później... Johnny zarywał coś do Lauren, ale ona się nie dawała. Bardziej przymilała się do Zacka, który też nie ukrywał nieco większej sympatii do niej, dobrze, że jego dziewczyna go nie widzi. W nocy mieli postój, ganiali się po stacji benzynowej wylewając na sie biebitą śmietanę. Jakoś tak wyszło, że Lauren wpadła na Zacka, spojrzał na nią przeszywająco, romantyczny nastrój zniszczył Brian. Wypryskał koledze śmietanę na twarz.
- Co już nie jest taki piękny, hm? - w odpowiedzi oberwał od dziewczyny serem w spreju. - O ty mała franco! - złapał ja w pasie, rozpiąl jej bluzę, którą dostała od któregoś z chłopaków i prysnął bitą śmietaną miedzy piersi.
- A teraz to wyczyścisz...
- Wiem, że chcesz, ale nie dzisiaj, nie ze mną, poproś Zacka, leci na ciebie. Ale ma dziewczynę, wiec zabawcie się, zanim wróci do domu.
- Nie bawie się w bycie trzecią. - Gates sobie poszedł, ona wzięła kilka kawałków zielonego papieru ze stacji i wycierała sie.
- Kto sie czubi ten sie lubi - powiedział Jimmy stojac koło Lauren.
- Że ja i on? chyba zwariowałeś...
- Ty może jego nie, ale on ciebie.
- Wole Zacka. Jest milszy. Zabraliście dużo ubrań?
- Nie wiem, ja brałem rzeczy blondyny, a twoje brał Christ, chyba nie zabrał ci bielizny. Pożycze ci.
- Dzięki, wasza bielizna pewnie nie pachnie lepiej, niż wasz autobus.
- Tam mamy świeżo, przysięgam.
- Jesteś pewny co do świeżości każdego? Co wspólne kąpiele? a co jak komuś wypadnie mydło pod prysznicem?
- O kurwa... pomyslałem o tym, że Johnny ma owłosioną dupe...
- Nie, nie, ja dziękuje, spierdalam stąd. Bardzo ci dziękuje serio, teraz już nie zostaniecie moimi przyjaciółmi.
- Ej nie zniechęcaj się! Jesteśmy hetero, lubimy się pieprzyć.
- Razem ze sobą? - zadrwiła Lauren i poszła do autobusu.
- Nie, z kobietami, ej no dziewczyno. - Jimmy śmiał się już z tego wszystkiego.
Nad ranem spali wszyscy oprócz Matta.
-Ej stary, idź się połóż, jest miejsce przecież. - Powiedział Rev i napił sie wody.
- Nie mogę spać. Hannah wczoraj mi powiedziała, żebym jej nie oszukał.. Nie wiem o co jej chodzi. Zmieniła swoje nastawienie do mnie, odkąd wróciła z tymi szczoteczkami. Nie wiesz czy Gates jej czegoś nie nagadał?
- Szczerze, to nie wiem. Ale sam dobrze wiesz, jaki Brian potrafi być wygadany jak sie napije. Tobie che się zaczynać, coś na poważnie? Jesteś młody, wykorzystaj to.
- Już korzystałem i sprowadziło to na mnie same kłopoty. Cholera mamy przed sobą jakąś przyszłość, jest coś na czym nam zależy... -w pół słowa przerwał mu Rev.
- Wszyscy bierzemy sie za blondyne?
- Nawet nie próbuj... -powiedział groźnym tonem, - chodziło mi o muzykę. Nagramy płytę, może czeka nas spory sukces, będziemy tworzyć coś wielkiego... to będzie nasze i będziemy ponosić za to odpowiedzialność. Pora dorosnąć.
- Nie wierzę, że to słyszę z twoich ust. A imprezy? Laski...
- Jimmy kurwa, chce w końcu móc być dobry. Do tej pory nikomu nie zależało, byle sie najebać i naćpać... Jej zależy, żebym nie był taki. Potrzebuje motywacji inaczej skończe w więzieniu, albo kogoś zabije.
- Fakt przy niej zachowujesz się jak Matt, którego nie znam. Ale stary, związek? Pomyśl tylko, trasa, dupeczki, ile chcesz... wszystkie twoje - rozmarzył sie.
- Chce żeby ona była moja.
- Dobra, ja cie nie oceniam, ale jak dla mnie to zwariowałeś. Idę spać. - poszedł na swoje miejsce.
Koło południa ludzie wstali i ogarniali się do życia. Jedni grali w karty inni słuchali muzyki, którą grał Brian.
- Współpraca z wami będzie przyjemnością. - Powiedziała Lauren i słuchała tego co grał Brian.
- Z tobą pracować, to będzie coś świetnego - Powiedział Zack, kompletnie zapatrzony w nią.
- Posłuchaj mnie Zacky... masz dziewczynę prawda?
- Każdy wagonik można odczepić, jedno twoje słowo.
- Ja jebie, daj mi spokój, nie interesuje mnie facet skaczący z kwiatka na kwiatek. - Brian zaczął się śmiać z kolegi. - A ty się nie śmiej tylko graj.
- No przecież gram, nie rozkazuj mi, szefowo.
- Zaczynasz mnie wkurzać wiesz?
- Przepraszam. - To dziwne, Gates po wytrzeźwieniu, był mnijeszym sukinsynem. Stawał się raczej zamkniętym w sobie kolesiem, który grał na gitarze i wydawało się, że to go bardzo uspokaja.
- Jesteś dziwny. - dodała Lauren.
- Ja cie nie oceniam, i ty też tego nie rób, skoro się nie znamy. - powiedział nie patrząc na nią. Nikomu nie mówił, że Lauten mu się spodobała.
Podczas ostatniego postoju siedziały na krawężniku i gadały o ochłopakach z zespołu. Brunetka opowiadała jacy to oni nie są spoko, szczególnie dwóch gitarzystów.
- A jak ci powiedziałam, że podoba ci się każdy kto trzyma gitarę, to miałaś ochotę mnie zabić. W sumie weź sobie Briana, ten Zack przypomina mi Franka.
- Brian? Zwariowałaś chyba, on jest dziwny.
- Normalny, wczoraj na stacji pytał czy czegoś nie potrzebujesz to by kupił. I kazał mi iść po szczoteczkę dla ciebie.
- Że niby co, brzydko mi pachniało z buzi?
- Jezu... ogarnij się, po prostu wzięłam dla siebie tylko. I jest jakiś normalniejszy. W sumie nas porwali, wszyscy są popierdoleni.
- A co z Matt'em?
- Nie wiem, Brian mówił, że lepiej z nim nie zaczynać.
- Wierzysz mu? -skonczyła swojego red bulla i wyrzuciła puszkę za siebie.
- Zna go dłużej. Już nic nie rozumiem, serio. Pomóż mi.
- Bierz się, za niego. Widzę jak na ciebie patrzy, jemu zależy na czymś więcej niż wsadzeniu ci parówy.
- Ty i te twoje porady... A jeśli skończy się źle?
- To osobiście go wykastruję, obiecałam ci to już wczesniej. No dalej... ten facet cię porwał. Biorąc pod uwagę, że nie jest terrorystą a całkiem przystojnym facetem... ja bym brała. Tylko mnie podrywa krasnal, a człowiek którego gry na gitarze nie jestem w stanie pojąć, ma wyjebane. Och tak, życie mnie karze w tej chwili.
- Nie panikuj, obezwładnij go swoim urokiem osobistym.
- Czyli co, mam mu pokazać cycki?
- Jeśli to ci pomoże. Chodź. - wstała i poszła do autobusu. Brakowało jeszcze Zacka, który wybierał piwo. Hannah usiadła koło Matta. - Cześć.
-Co się dzieje?
-Wszystko dobrze.- uśmiechnęła się.
- Nie złościsz się już za ten numer z porwaniem?
- Zaczynam doceniać twój pomysł, to takie niemal rycerskie. Wiesz książe uwolnił księżniczkę z wierzy.
- A Lauren była złym smokiem? - zaczął się śmiać.
- Nie, moją złą siostrą bliźniaczką, albo urojeniem, bo przez długie siedzenie w wierzy mi odbiło. - przytuliła się do niego. Był miło zaskoczony, kiedy to zrobiła. On głaskał ją powłosach, potem po ramieniu, nie rozmawiali już. Wystarczyło, że mieli siebie blisko. Lauren ze swoim nowym kumplem, w tej godzinie był to Jimmy, spoglądali na nich, przybili piątke.
- Twój przyjaciel ma miłe zamiary wobec niej, prawda?
- Cóż, nam się wydaje, że zwariował. Ale wczoraj z nim gadałem i jak tak dłużej o tym myślę, to on sie chyba zakochał. Co jest dla mnie nie do przyjęcia.
- Czemu? ...
- Bo to jest kurwa dziwny człowiek. A twoja przyjaciółka wydaje się taka normalna. Za normalna dla niego.
- Ale nie skrzywdzi jej?
- Nie wiem, takiego go nie znam, więc nie przewidzę jego zachowania. - Jednak mimo tych słów oboje miejli nadzieję, że coś z tego będzie. Jimmy dodatkowo był ciekaw, czy jego przyjaciel długo wytrzyma, jako ten lepszy Matt.
Dojechali na miejsce, mimo wielu problemów. Wzięli torby, wygłupiali się trochę pod hotelem ścigając się na wózkach przeznaczonych do przewożenia bagaży, dzieci. Wreszcie poukładali swoje rzeczy i poszli do recepcji. Odebrali klucze, poszli do pokoi.
- Dobrze zobaczymy się później. - powiedziała Hannah, wchodząc do pokoju, zobaczyła tam Matta- A... przepraszam, dostałam złą karte.
- Dostałaś dobrą kartę, wejdź.
- Mamy razem pokój? - rozglądała się było tylko jedno łózko.
- Pomyślałem, że przyda nam się troche czasu razem.
- Chciałam się ogarnąć, prysznic i w ogóle.
- Mam wyjść? Widziałem już nagą kobietę. - Uśmiechnął się.
- Zabawne. Twoja pewność siebie na mnie nie działa. Gdzie są jakieś rzeczy, które zabraliście? - Otworzył swoja torbe. - Proszę.
- Między twoimi brudnymi gaciami?
- Brudne rzeczy trzymam w innej torbie. Pójdę sobie, nie wiem tylko o co ci chodzi, dopiero co było dobrze.
- Po prostu uprzedzaj mnie o takich niespodziankach jak wspólny pokój. - Wzięła czyste ubrania i poszła do łazienki, prysznic okazał się zbawienny, wyszła świeża, ubrana w czyste ubranie.
- Myslałem, że wyjdziesz w bieliźnie - oberwał ręcznikiem. - Ej no tylko żartuje.
- Pójdziemy gdzieś na jedzenie?
- Zamówie ci do pokoju, a sam pójde się umyć.
- Jak chcesz. - siedziała na łóżku. Usiadł obok.
- Co jest?
- Można ci ufać? ...
- Nie wiem, kto i co ci powiedział. Może nie mam najlepszej przeszłości, ale własnie przy tobie chcę być inny, lepszy.
- Ja już raz przeszłam przez piekło i jeśli mam w coś ładować swoje uczucia, to nie chce potem żałowac.
- Nie będziesz... tylko daj mi szanse ci to udowodnić. - jej odpowiedź była zaskakująca ale bardzo przyjemna. Czuć jej usta na swoich, warte wszystkiego.
- Ogarnij się i zjemy coś razem. - powiedziała usmiechając się.
Wieczorem wylądowali w pubie, poznały sporo ich znajomych. Zabawa jak to w sylwestra trwała do późnych godzinnocnych, lub wczesnych porannych, jak kto woli. Alkohol, miła atmosfera, fajny facet zrobiło swoje, Zack i Lauren pocałowali się. Nie doszło do niczego wiecej, ona zachowała resztki rozsądku.
- Uroczy jesteś i naprawdę fajnie jest z tobą gada, ale tylko gada. - napiła się drinka, spojrzała na Briana, który był wkurzony, szczęka mu chodziła.
- Co Gates, jak chcesz to ją bierz, mnie nie chce. - powiedział zack i wypił kolejny kieliszek wódki. - Brian! - krzyknął za przyjacielem, który ruszył do wyjścia, odpychał ludzi, ktoś wkurzony takim zachowaniem też go odepchnał. To tylko podsyciło wściekłość Haner'a który rzucił się z pięściami na niewinnego faceta. Chwile to trwało zanim udało się odciągnać gitarzystę. Gdy stali wszyscy na dworze, on palił jednego papierosa za drugim i próbował się uspokoić, nigdy nie był tak zazdrosny.
Świadkami tego zdarzenia nie byli Hannah i Matt, nikogo chyba nie zdziwi fakt, że tych dwoje, już było w hotelowym pokoju.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
huhuhu a co Hannah i Matt tam robili?;> grali w rozbieranego pokera?;> czy w warcaby?
OdpowiedzUsuńW warcaby OuO
UsuńJa chcę szczegółowy opis tych "warcabów"!:) Jak L. się tak rozkręci z chłopakami, a szczególnie z B. i Z., to zamiast u Kasi, kanapkę będziemy miały u Ciebie:D Jeżeli mogę coś doradzić, to mogłabyś bardziej odznaczać przejścia z perspektywy H. na L., bo czasami się gubię (aczkolwiek może to mieć związek z tym, że jestem po prostu nieogarnięta^^).
OdpowiedzUsuńBuziole, Pat:)
To słuszna uwaga! ;D Szczegółowe opisy, takie jak u Ciebie?
UsuńTAK TAK TAK!
UsuńOoo tak, im więcej szczegółów tym lepiej :P
OdpowiedzUsuńZbieram w sobie odwagę ;D dobra, już hahaha.
UsuńWsadziła mu palce w dołeczki!!! :DD
OdpowiedzUsuńMatt taki dobry chłopczyk sie już robi. Ja wiedziałam, że to oni je porwali! Tak czułam. No i mamy zazdrośnika Hanera :) Jak ja lubię go jak się tak wścieka, och taki drapieżny :D
Czekam na kolejne, całuski
Dorota
Walczy o swoje ;) Kolejne sie już tworzy. Czas się zabawić w opowiadanie erotyczne ;D
Usuń