wtorek, 28 stycznia 2014

14. Poczuła czyjś dotyk, na swoim ramieniu

   Kilka tygodni później, Matt przyjechał z całą zgrają, gotową do nagrywania materiału. Pierwszego dnia kiedy zrobiło się ciemniej, zabrał swoja dziewczynę na spacer. Zaprowadziła go na przystań niedaleko domu, sama bała się tam chodzić kiedy jest ciemno, jednak z nim u boku nie bała się nikogo, ani niczego. Fale rozbijające się o brzeg pomostu na którym stali, gwiazdy, księżyc... ten cholerny nastrój. Ich pocałunkom nie było końca. Przechodzący obok starszy mężczyzna widząc ich powiedział:
-Całuj,całuj... i pilnuj żeby nie uciekła!

-Nie ucieknę! -uśmiechnęła się i przytuliła.

- Nie uciekniesz? kopciuszku. - jego uśmiech wybaczał każde docinki.

- Nie mam powodu, teraz jestem bardzo szczęśliwa, że w końcu jesteś blisko.

   Wrócili do domu, oboje szykowali kolacje. Jednak jak się za chwilę okazało, Hannah była od robienia, a Matt od całowania i przytulania. Dom był pełen ludzi, śmiechu, alkoholu i rodzącej się wielkiej przyjaźni i miłości. A Matt i Brian, byli szczęśliwi, że po kilku tygodniach mogą zasypiać i budzić się przy osobach za którymi tak tęsknią ich serca ... i penisy. (taki żart)

3 miesiące później 
 Koniec kwietnia był bardzo ciepły, słońce codziennie budziło wszystkich, chociaż wcale sobie tego nie życzyli.

- Wstawaj - powiedziała Hannah, próbując się oswobodzić z ramion Matt'a.

- Oj jeszcze chwile. - Przytulił ja bardziej do siebie i spał.

- Zaraz się posikam do łóżka, no puść mnie. - westchnęła - Proszę?

- Sikaj... - wymamrotał.

- Matt!

- Już, już złośnico - puścił ją i spał dalej.

- Boże moglibyście się już wyprowadzić - powiedziała Hannah gdy wyszła z pokoju. Odkąd chłopcy przyjechali nagrywać płytę zamieszkali z dziewczynami. Pomijając niemal ciągłe imprezy, to trzeba doliczyć syf, kiłę i mogiłę. Odgarnęła nogą ciuchy pod drzwiami łazienki, otworzyła drzwi. - Jimmy!  - krzyknęła i trzasnęła drzwiami, to trwało moment, ale widziała tylko jak kolega odwraca się wystraszony, a strumień wykonał za nim idealne półkole.

- Nalałem na podłogę! - śmiał się.

- Chyba zaraz zwymiotuje. - poszła do kuchni, żeby zobaczyć, czy jest coś z czego można zrobić śniadanie. - Kto mi zeżarł kurczaka... co za banda.

- Łazienka wolna. - Rev podciągał spodnie i zapinał je.

- Powycierałeś podłogę?

- A no tak... nie - wrócił i powycierał. - Wolne i czyste, nie złość się. - tak miło się uśmiechał. Nie można się na niego długo złościć.

- Kurwa twoja mać! - wyrzuciła z łazienki swoja koszulkę która była mokra od jego moczu. - Możesz to zjeść. - trzasnęła drzwiami.

- Co się tu dzieje? - powiedział Matt, który cały rozczochrany i zaspany wyszedł z pokoju.

- Twoja dziewczyna będzie miała te dni... - Jimmy otworzył piwo i napił się.

- Odpuść jej, ona się denerwuje tym, że dzisiaj wracam do domu.

- Słyszałeś, że Gates zostaje?

- Ta, ja postaram się też szybko tu wrócić.

- Sprowadź ją do Huntington Beach... tak będzie prościej, już ostatnio miała doła. Nim przyjechałeś nagrywać.

- Rozmawiałem z nią o tym, nie może bo ma tu prace. I nie rozumie, że w LA też znalazłaby prace, a mogłaby być blisko.

Po 4 godzinach opuścili wysprzątany dom. Pojechali na lotnisko, wszyscy bardzo się ze sobą zżyli przez ten czas, ciężko było teraz.

- Odezwij się jak dolecisz, proszę.

- Zadzwonię, obiecuje. I przyjadę niedługo. Nie płacz już, dobrze? - pocałował Hanne i przytulił mocno. - Będę tęsknił słońce.

- Ja bardziej - stała tak w jego ramionach i błagała wszystko co możliwe, by to rozstanie było tylko złym snem. Ale Matt w końcu zniknął, ona spojrzała na zakochana parę. - Możemy już jechać.

- Tak, pamiętasz adres? - spytał Gates.

- Tak - mruknęła i szła przed nimi, obejmowała się rękami, miała na sobie bluzę Shadows'a. Bardzo się zbliżyli do siebie, byli parą, normalną. Mieszkanie razem było cudowne, móc mieć go blisko, codziennie. Teraz czekało ją bycie dziewczyną na odległość, znosiła to okropnie. Potrzebowała jego bliskości, ale miała zbyt wiele zawodowych zobowiązań, żeby wyjechać z nim. Minęli ulice tętniące życiem, wjechali  na ulicę z domem przy domu, jeden inny od drugiego.

- Damy ci znać, czy masz po nas przyjechać - powiedział Brian i wziął Lauren za rękę i poszli do jednego z domów. Dziewczyna była lekko, no dobra, była cholernie zszokowana. Nie wiedziała, czy jedzie przedstawić ja, jego rodzicom, czy chce pokazać swój dom, czy co on właściwie robi. Nerwowo szukał kluczy.

-Gdzie ja je dałem, przecież dopiero tu były. Oo mmm... A nie to nie klucze- zaczął się śmiać, ona zresztą też... po długim grzebaniu w kieszeniach znalazł co chciał, otworzył drzwi. -Nie wykończyłem go jeszcze, ale w sumie można mieszkać. -puścił ją przodem.

-Ładnie się urządziłeś... Nie za duży dom na ciebie jednego?- rozglądała się, on ją przytulił i popatrzył w oczy.

-Nie będę tu mieszkał sam... Lauren ja to zrobiłem dla nas, chciałem żebyś już zawsze była blisko mnie, więc kupiłem dom, wnaprawiłem trochę, no i jest, brakuje mi kobiecej ręki. Tak więc,chciałabyś ze mną mieszkać?

     Stała jak słup soli, nie wierzyła w żadne słowo,  nie docierały do niej, kompletnie ją zatkało. W sumie to by chciała, ale jak to będzie? Tak po prostu się spakuje i będzie z nim mieszkała? Musiała się poważnie zastanowić. Wytłumaczyła mu swoje wątpliwości, chłopak zgodził się, żeby nie podejmowała teraz decyzji, ale jeśli tylko zmieni zdanie to drzwi otworzy kluczami, które jej wręczył. W domu spędzili jeszcze dobrych kilka godzin, wierzcie mi lub nie, ale wcale nie byli grzeczni.

 Minęło kilka słonecznych dni
  Negocjacje między Lauren i Hanną trwały długo. Obie obawiały się tej zmiany. W końcu, to nie było byle co. Przeprowadzka do faceta, z którym się związała, to naprawdę duży krok na przód. Czuła silną więź z Brianem, ale nie wiedziała czy to nie za szybko się dzieje. Może powinna poczekać.

- Na co ty chcesz czekać, przywiozłam ci już kartony.

- Tak bardzo chcesz się mnie pozbyć? - westchnęła Lauren.

- Nie o to chodzi, dobrze o tym wiesz. Cholera masz przed sobą ogromną szanse, wy macie. Spróbuj... nie widziałam drugiego tak zakochanego faceta.

- A Matt, rozmawiacie prawda?

- Tak, Nie odpuszczaj sobie takiej szansy na coś wspaniałego.

- Hannah, poradzisz sobie prawda? Wszystko będzie dobrze, obiecaj mi to.

- Obiecuje, co pakujemy najpierw?

- Cokolwiek - powiedziała bez przekonania i poszły do jej pokoju.

   Pożegnanie, nie obyło się bez łez.. Brian zabrał Lauren do nowego domu, nowego życia, we dwoje.  Hanne ogarniała samotność, której szczerze nienawidziła. Owszem miała kogo kochać, za kim tęsknić... tęskniła. Ale on był daleko.
  Nastał straszny okres. Jedna była szczęśliwa i pełna życia, z drugiej życie uchodziło. Matt często dzwonił, pisał, obiecał, że przyjedzie, żadne z nich nie chciało zrezygnować z marzeń, kariery na rzecz uczucia, więc może lepiej tego nie ciągnąć. Blondynce było coraz trudniej, wracała wykończona po pracy, topiąc smutki w butelce wina... przestała się kontaktować z rodzicami, Mattem, Luren, kimkolwiek. Każdego wieczora, kiedy wracała do pustego, tak cichego domu, ogarniało ją przerażenie. Już kiedyś to przechodziła. Ledwie się pozbierała, nie chce żeby znów tak było. Zazdrościła przyjaciółce, której zacznie lepiej się układało. Szczęśliwie trwała w związku, miała to czego zawsze tak pragnęła. Hannah leżała w salonie na podłodze, kolejny raz z głośników zaczęła lecieć piosenka "Nobody's Home'' dziewczyna śpiewała, kompletnie pijana. Nie podniosła się nawet gdy usłyszała otwierające się drzwi.

-Wiedziałam! To się przecież nie mogło się inaczej skończyć- mówiła podniesionym głosem wyrywając jej butelkę z ręki - jak możesz? Czemu nie dzwonisz, nie dajesz znaku życia, co się z tobą znów dzieje?

-Nic, topie własne życie w butelce wina.

-I to nie jednej- rozejrzała się po pokoju- czyś ty oszalała?

-Ale Lauren, o co ci chodzi? Żyje widzisz, nic mi nie jest! Pracuje, płace rachunki, jem i oddycham... czego więcej potrzebuje człowiek.

-To dlaczego pijesz? Wiesz że to cie do niczego nie doprowadzi. Wstawaj. - wyłączyła muzykę.

- Włącz to, - wstała i sama włączyła -

- Błagam cie skończ z tym, chcesz znów skończyć jak menel? Tak bardzo chcesz wracać to tamtego życia?

-Nie wiem czego chce, gubię się w samej sobie! Mam faceta na odległość, nie czuje jego bliskości, nie mogę go po prostu mieć przy sobie... chyba w ogóle już go nie mam.

-Zostawił cie?!

-Nie! Ale ja po prostu nie mogę tak dalej... nie wiem już co mam robić i jak żyć, czego chcę od tego cholernego życia! Po prostu nie wiem, myślałam już nawet żeby wracać do Polski!

-I znów się poddać? Hannah nie możesz wiecznie się poddawać!

-Ale nie mam też siły żeby się cały czas podnosić!

-Tak, wiem, ale po to masz mnie, rodziców, Matta, żeby ci pomagali! Ale ty oczywiście od nikogo tej pomocy nie chcesz przyjąć. Kiedy się nauczysz, że czasem, pewnych spraw czy problemów nie da się samemu rozwiązać!

-Przepraszam...

-Nie przepraszaj, tylko pożycz mi piżamę i ręcznik.

-Po co?

-Po jajco, nie zostawię cie w takim stanie samej!

-Daj spokój! Nie zrobię sobie nic... Wracaj do Briana!

-Nie, zostaję z tobą, jego i tak nie ma bo pojechał do HB na kilka dni, wole być tu z tobą, niż sama w domu. Zresztą się stęskniłam za naszymi wieczornymi ploteczkami. To jak pożyczysz mi tą piżamę?

-Jasne, może zamówimy pizze? - wzięła telefon i zajęła się zamawianiem. Chciała być już sama, zaczynała się chyba do tego przyzwyczajać i obecność kogoś w domu ją drażniła.

    Noc upłynęła szybko, nad ranem spały skulone na kanapie. Wykąpały się, zjadły śniadanie, gotowe na nowy dzień wyszły z domu. Każda ruszyła w swoim kierunku, otworzyły się drzwi do szarej krainy Hanny. Poszła do ciemni zobaczyć co z jej wczorajszą pracą, odbitki wyszły dobrze. Zajęła się kolejnymi kliszami, które trzeba było nawinąć i wywołać. Musiała to robić w całkowitych ciemnościach, żeby nie naświetlić kliszy. Poczuła nagle, czyjś dotyk na swoim ramieniu...

6 komentarzy:

  1. AAAAAAA i co dalej i co dalej!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna Hannah :( Zszokowałam się jak przeczytałam o tym, że Lauren i Brian zamieszkają razem. Miło ze strony Lauren, że przyszła i zaopiekowała sie Hanną.
    Czekam na następne,
    Buziaki, Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następne albo dziś jeszcze, albo w nocy jak ostanio ;D ale działam!

      Usuń
  3. CZYJ DOTYK???
    Zapomniałam jak dużo przeszła H. i teraz to wszystko wróciło:( Jak L. mogła ją zostawić samą? Rozumiem B. i te rzeczy, ale są granice... M. przybywaj ratować swą lubą!!! :D
    Buziol, Pat:)

    OdpowiedzUsuń