Ta cała akcja ją wykończyła. Tak bardzo się bała, że straci Hanne. Brian i Lauren spali razem na poczekalni, wyglądali uroczo. Rano obudził ich lekarz, przyszedł z lepszymi informacjami. Blondynce się polepszyło. Miała zapaść, a większa dawka mogła ją zabić. Zawdzięczała życie, intuicji Lauren. Do Briana zadzwonił Matt.
-Kutasie mówiłem ci, żebyś nigdzie nie szedł, tylko poczekał aż Lauren wróci.
- A po co mi Lauren. Dzwoniłeś tyle razy, co się stało? - spytał zaspany.
- Hannah jest w szpitalu, miała zapaść, wzięła heroinę i leżała w domu, całe szczęście, że Lauren ja znalazła.
- Co ty pieprzysz... - nie mógł w to uwierzyć, wypierał myśl, że mógł się mylić w ocenie sytuacji i odpowiadał teraz za stan Hanny. - To nie jest prawda!
- To jest prawda, zjebałeś i dobrze o tym wiesz. Wystarczyło się nie unosić męską dumą, tylko pomyśleć. Ona była już jedną nogą na tamtym świecie i to jest twoja wina! W ogóle o nią nie dbałeś.
- Nie mów tak! ona się odwróciła od nas, pisałem, dzwoniłem, prosiłem i nic... wiesz, że mam swoje życie w Kalifornii i godzę to jak mogę. Ja przyjadę.
- Jak chcesz. - podał mu adres szpitala i rozłączył się.
Lauren poszła do Hanny, najpierw długie milczenie, aż w końcu:
-Dlaczego?
- Nie chcę teraz o tym mówić... - odwróciła się na bok, plecami do przyjaciółki.
- Matt cie skrzywdził? Powidz, zniszczę go - delikatnie głaskała jej ramie.
- Nie męcz, proszę. To jest popieprzone, całe moje życie to jedno wielkie popieprzone coś.
- Czemu nie zadzwoniłaś, pomogłabym ci.
- Musisz prawda? nie wytrzymasz jak się kurwa wszystkiego nie dowiesz... Do studia przyszedł facet, dobierał się do mnie, Matt to widział, ale źle odebrał. Prosiłam, błagałam, zostawił mnie samą i mój świat przestał istnieć. Ot cała opowieść! idź sobie.
- Zostanę, nie możesz być teraz sama. - Obie spojrzały w stronę drzwi, za którymi rozlegały się donośne głosy dwóch mężczyzn. Brian nie mógł dłużej utrzymać Matta, który wszedł na sale, obie były zaskoczone, że go widzą.
-Co ty tu robisz? -powiedziała wkurzona Lauren - Wyjdź, to twoja wina!
- Proszę, zostaw nas - powiedziała Hannah i patrzyła na niego, teraz był jej ukochanym Matt'em. Jego wzrok był pełen troski. - Proszę, wyjdź, chce z nim porozmawiać.
- Masz więcej szczęścia niż rozumu, zasrańcu... - wyszła i nie mogła usiedzieć w miejscu.
- Hannah, nie mam nic na swoją obronę, przepraszam. - dotknął palcem jej dłoni, zabrała ją.
- Zostawiłeś mnie wtedy, nie dałeś szansy... widziałeś to co chciałeś widzieć. Tak się bałam, kiedy pojawiłeś się, to było cudowne, jedyne o czym marzyłam to być w twoich ramionach. Przy tobie, blisko, czuć się bezpiecznie. Złamałeś mi serce Matt i to w chwili gdy najbardziej cie potrzebowałam.
- Chcę to naprawić, proszę, zrozum... otworzyłem drzwi i jedyne co widziałem to... nie wyglądało niepokojąco.
- Ja płakałam... w ogóle tego nie zauważyłeś, nic nie zauważyłeś interesowało cię tylko, że miałam jego kutasa w dłoni. A nie wiesz, że gdy go nie wzięłam to zaczął mnie dusić.
- Mogę nadal dawać ci bezpieczeństwo, wybacz mi tylko, proszę... błagam... nigdy niczego tak nie spierdoliłem, pozwól mi to naprawić.
- Ja nie mam siły na to, żeby ktoś mnie ciągle krzywdził. Nie wiesz przez co przeszłam. Znasz moją szczęśliwą wersje, bo byłam szczęśliwa dzięki tobie. - dotknęła jego dłoni, spojrzeli na siebie, za moment była w jego ramionach, tuliła się. Znów poczuła się lepiej. - Nie spieprz tego.
- Już nigdy kochanie, przysięgam. Nie mogę cię stracić. - Chłopak odważył się szepnął jej do ucha najbardziej wyczekiwane przez nią słowa. -Kocham Cię.
Rano u Briana i Lauren... on wrócił z apteki, miał coś na nudności, z czystej ciekawości kupił test ciążowy.
- Ale po co się wkurwiasz od razu, zrób - podał jej test, który rzuciła gdzieś na bok.
- Jestem kobietą wiedziałabym. - widząc jego oczy spaniela, lub jak kto woli buldoga francuskiego. - A spadaj... - wzięła test i poszła do łazienki.
- No i jak?
- Jak stoisz pod tymi cholernymi drzwiami to nie mogę uronić nawet kropelki, zajmij się czymś.
- Kochanie, co się dzieje - powiedział Brian po 15 minutach czekania i wszedł do łazienki.
-O kurwa mać...- to były jej słowa zanim zemdlała.
Chłopak pozbierał ją z podłogi, położył na kanapie i próbował ocucić. Była blada i wystraszona, przytuliła się do niego. Widział już dwie kreski na teście, cieszył się.
-Jestem w ciąży...
- Wiem - uśmiechał się, pocałował ją.
- Ty nie rozumiesz nic... jesteśmy za młodzi!
- Kocham cie, kocham was - jego uśmiech zrobił się bardziej promienny.
bedą alimenty! <3
OdpowiedzUsuńMhm, Matt ci będzie płacił bo to jego bobas, tak sie z nim pieprzysz ;3
Usuńjestem taka rozpustnica, ze dopiero jak sie urodzi bedzie wiadomo kto jest ojcem :D
UsuńJak sie urodzi :D
UsuńNo i narobili dziecków! Koniec zabawy...
OdpowiedzUsuńZabawa dopiero się zacznie :)
UsuńNo ... Tytul odcinka jest wprost idealny.
OdpowiedzUsuńMatt...przerabal sprawe, ale ciesze się że wszystko się wyjaśniło
Dzieci!?coo?
Czekam na wiecej
Buziak, Dorota
Jutro, to znaczy dzisiaj, ale później jak ogarnę życie ;* i raczej też będzie kilka.
UsuńMasz szczęście że piszę z tego cholernego telefonu bo mój komentarz byłby tak długi jak cały rozdział. Wooooow szok niedowierzanie ulga. Love it <3 L. w końcu pokazała że jest prawdziwą przyjaciółką. Daj H. chociaż ze 3 rozdziały szczęścia bo zasłużyła dziewczyna. Ciąża? Tego bym się nie spodziewała... Albo mi się wydaje albo to mój 4 koment u Ciebie dzisiaj:) Oby tak dalej!
OdpowiedzUsuńbuziole, Pat:)
Nie no bombowo dzidziuś no to teraz będzie zabawa ^^
OdpowiedzUsuń