Brian właśnie przeżywał swoje pierwsze spotkanie z maluszkiem...trzymał Lauren za rękę i patrzył w ekran jak zahipnotyzowany. Taka mała fasolka, to będzie ich dziecko. Może taki mały chłopczyk, który będzie grał na gitarze, albo niech robi cokolwiek, niech będzie. Albo mała córeczka, której pokój będą przepełniały pluszowe misie.
- To dziewczynka? - Zapytał zafacynowany.
- Och, przykro mi, jest jeszcze za wcześnie na ocenę płci. - Powiedział lekarz i włączył im bicie serca ich dziecka.
- To... - lekarz skinął głową, przytakując Lauren - jak szybko bije, to piękne.
- Czemu tak szybko bije? zmęczył się?
- Nie, spokojnie, to normalne. Serce bije w dobrym rytmie. Dziecko rozwija się prawidłowo, pozostaje mi tylko pogratulować. - podał dziewczynie ręcznik, żebyś powycierała sobie brzuch, gdy to zrobiła Brian ucałował ją w brzuch, miejsce gdzie mieszkało ich dziecko.
- Rośnij szybko, nie mogę się już doczekać - jego ciepła dłoń dotykała jej skóry - Kochanie myślisz, że będę fajnym tatą?
- Jejku nie wiem, nie zadawaj mi takich pytań, ja ciągle nie mogę uwierzyć, że mam wspólokatora, a ty mi z jakimś tatą. - Wstała i poprawiła ubranie.
- Proszę receptę, to witaminy, z pewnością nie zaszkodzą. I zapraszam za miesiąc. - Uścisnął im dłonie, poprosił kolejną pacjentkę.
***
Matt zabrał Hanne do swoich rodziców. Już kiedyś mówił jej, że koniecznie musi ją przedstawić i bardzo chce, żeby poleciała z nim do Kalifornii. Długo się opierała, ale teraz zrobiłaby wszystko, żeby być przy nim jak najdłużej. Jechali jego samochodem, przez ulice oblane słońcem i gorącem. Dobrze, że go posłuchała i ubrała szorty i top na ramiączkach, w przeciwnym razie umarłaby.
- Denerwuje się. - Powiedziała opierając głowę na ręce, którą trzymała w miejscu opuszczonej szyby. Jej włosy rozwiewał pęd powietrza.
- Przecież cie nie zjedzą, mówiłem ci, że oni bardzo chcą cię poznać. I ja też się denerwuje.
- Ty? Niby dlaczego, ja cię nie zabrałam na drugi koniec świata do mojej rodziny. - usiadła normalnie w fotelu.
- Mam się czym denerwować, nigdy nie przedstawiłem żadnej dziewczyny moim rodzicom. Nie wiem nawet czy mogę powiedzieć, że miałem dziewczynę.
- Mówiłeś, że miałeś kilka. Kłamałeś?
- Nie, po prostu, okej miałem wiele dziewczyn to jest fakt, ale nic poza seksem mnie z nimi nie łączyło. Może z jedną, ale nie zasługiwała na przedstawienie mojej rodzinie.
- Kochałeś ją?
- Cholera, te twoje pytania, w których jesteś taka dosadna. - nie odpowiedział.
- Nie wkurzaj się na mnie, to tylko pytanie, nie musisz odpowiadać, ani się denerwować.
- Jesteśmy na miejscu. - wysiadł, złapał ją za rękę, gdy stała już obok. - Gotowa?
- Jeśli mi powiesz, że nie jesteś na mnie zły. - zamiast słownej odpowiedzi, dostała jego ciepłe usta. - Gotowa. Mama Matta, Kim, otworzyła drzwi i na jej buzi pojawił się niekontrolowany, uśmiech od ucha do ucha. - Dzień dobry.
- Już jesteście, to cudownie, wejdźcie, no już - wpuściła ich, stanęła przed Hanna, spojrzała na jej dłoń, którą jej podawała - Nie wygłupiaj się - przytuliła dziewczynę - dobrze cię w końcu widzieć.
- Mi też jest bardzo miło - blondynka stała oszołomiona ogromem czułości jakie dostała.
- Mamo, może już wystarczy, wystraszysz ją.
- No już już. Garry! no chodź tu, Hannah już jest. Wybacz. - Uśmiech nie schodził z jej twarzy.
- Witaj Hananh, jestem Garry - również wziął ją w ramiona.
- No już, już wystarczy, to moja dziewczyna, dość przytulania. - śmiejąc się zabrał ja i objął.
- Chodźcie do jadalni, już podaje obiad.
- Ja może w czymś pomogę - zaoferowała się Hannah, ale Matt ja przytrzymał, gdy już miała iść.
- Idziemy do jadalni. Mamo, Amy dzisiaj przyjedzie?
- Powinna być na deser, ma trening. - poszła do kuchni. Dom jego rodziców, nie był ogromny, ale przestronny. Usiedli przy stole, zaraz dostali pieczonego kurczaka plus różne dodatki, każdy nakładał sobie. - Mam nadzieję, że będzie ci smakować. Matt nie chciał mi powiedzieć, co lubisz.
- Jem wszystko raczej, a to jest bardzo smaczne.
- Jesteś bardzo miła, prawda Garry, że jest miła?
- Mamo - upomniał ją Matt.
- Daj się dziewczynie najeść, będzie jeszcze czas na zachwycanie się - powiedział ciepło ojciec.
- Jeszcze nie masz ochoty uciec? - Shadows spytał dziewczyny.
- Jeszcze nie. - uśmiechnęła się i zajęła obiadem.
Po sytym obiedzie, który przygotowała jego mama, były różne krępujące dla chłopaka opowieści z jego dzieciństwa. On błagał by mama przestała, ona za to na złość jemu, opowiadała coraz to gorsze rzeczy, jego ojciec oraz Hannah płakali ze śmiechu.
-Wszyscy przeciwko mnie... - posmutniał i poszedł na dwór do psa.
-Nie przejmuj się nim, przejdzie mu, może chcesz jeszcze ciasto?
-Dziękuje, jest pyszne, ale chwilowo mój brzuch mówi "nie, nie, już nie mogę więcej jedzenia" także.. ja pójdę do niego.
-Idź, idź, już się pewnie nie może doczekać kiedy damy mu spokój.- powiedział dalej rozbawiony ojciec.
Poszła do niego, siedział na krześle, przy stole na tarasie, był przygnębiony, stanęła przy nim, objął ją i posadził sobie na kolanach.
-Nie lubię kiedy moja mam to robi. Kiedyś opowiadała to tylko moim ciotkom, to już było upokarzające, a teraz?
-Przestań, dla mnie i tak jesteś dużym, silnym, przystojnym, romantycznym, opiekuńczym... mężczyzną. Nie jesteś posiusianym bobasem już nie siusiasz w majtki - zaczęła się śmiać- przepraszam... - Zaczął ją łaskotać, broniła się, ale to nic nie dawało, konała ze śmiechu, gdzieś czasem ukradkiem ją pocałował, potem przerzucił przez ramie i szedł z nią do pokoju, ona biła go po dupie. - Puść mnie, jesteś nienormalny - śmiała się - postaw mnie natychmiast, hultaju... no postaw.
- Ani mi się śni! - szedł zadowolony, przeszedł koło rodziców - będziemy grzeczni, bez obaw.
-Nie zapomnij o zabezpieczeniu... - odparł ojciec, nastała grobowa cisza, potem nieustający śmiech.
-My będziemy się rozmnażać!
-O nie, ludzkość nie zniesie więcej takich łobuzów! - odpowiedziała matka z bananem na twarzy.
-Pomyśl co będzie, jak się urodzą takie małe niegrzeczne dziewczynki! - dostał w tyłek, aż syknął z bólu. - Ałł, za co... - i znów się roześmiał.
-Za córkę! Postaw mnie! No postaw. Jestem bezradna.
-Mam inne plany - teraz on jej zasadził klapsa w tyłek, a on aż krzyknęła. - paaaaa - pomachał rodzicom, poszli do jego pokoju. Ona znalazła album z liceum, najpierw się śmiała. - Oddaj to.
- Nie - stała na łóżku - wiesz, że z każdym rokiem, byłeś coraz bardziej smutny? No kto nie lubił szkoły? - Pisnęła bo złapał ja za nogi i pociągnął, co spowodowało upadek, potem krzyczała i śmiała się na zmianę. Łaskotał ją bezlitośnie.
A na dole w tym czasie...
-Myślisz, że to zawsze tak jest kiedy uprawiają sex? - zapytał ojciec, śmiejąc się. Miał doskonały humor, bo widział, że jego syn wreszcie zaczyna jakiś normalny związek. Na kimś mu zależy.
-Ty cholerny zboczeńcu, oni przecież, nie... a idź durny stary ty! - popukała się po głowie i zaniosła naczynia do kuchni.
***
Zero snu, Lauren starała się zaplanować rozmowę z rodzicami. To naprawdę trudne, szczególnie, że nie byli zadowoleni, że z nim jest. Może lepiej nie mówić? No ale i tak kiedyś będzie musiała. Nie teraz jednak kiedy potem? Wzięła głęboki oddech, numer wybrany. sygnał pierwszy, trzeci, piąty, nikt nie odbiera! Dzięki ci panie! Kojąca cisza nie usypiała Lauren, tkwiła w swoim problemie. Robiąc coś ciepłego do picia rozbiła kubek. Modliła się, żeby to nie obudziło Briana. Bóg jej nie słuchał. Zaspany chłopak przyszedł do kuchni przy okazji napił się wody.
- Kolejna zarwana noc? Wracaj do łóżka, wykończysz się.
- Wiesz, że nie mogę spać.
-Właśnie widzę, Lauren, co się dzieje mm?- Podniósł palcem jej twarz, żeby na niego popatrzyła.- No powiedz, przecież jest coś nie tak.
-Chciałam powiedzieć rodzicom o ciąży, nie dodzwoniłam się, ale to nie dlatego taka jestem. Boje się ich reakcji, wiem, że nie tak sobie to wszystko wyobrażali. Zawiodłam ich...
-Co? Zawiodłaś ich? Czemu bo kochasz? Bo zrobiłaś coś inaczej niż oni zaplanowali? Kotku, to jest twoje życie, ty nim kierujesz, nie oni! Jakby ci powiedzieli, że masz sprzedawać ubrania, a nie produkować muzykę, to byś sprzedawała te cholerne ubrania? Bo oni tak chcieli? - przytulił ją i pocałował, wytarł jej łzy - Chodź idziemy spać i nie płacz, przecież nie ma po co.
-Kocham cię wiesz? - tuliła się
-Wiem, wiem... ja ciebie też. -wziął ją na ręce i poszedł do sypialni, przytulił do siebie, kiedy już leżeli - Już nie będziesz smutna?
- Śpij...
- Uważam, że nie masz się czego obawiać, najważniejsze, że chcemy tego dziecka i wiem, że sobie poradzimy. Płyta już niedługo będzie wydana, nagramy teledysk i machina ruszy... Damy sobie radę.
- A twoi rodzice już wiedzą?
- Wpadną w przyszły weekend z wizytą.
- Co!!! - była wściekła - i ty dopiero teraz mi o tym mówisz? zwariowałeś!? ... tak ty zwariowałeś, zawsze byłeś popieprzony, ale teraz to już po prostu ostatnie stadium. Czemu nie uzgodniłeś tego ze mną!
- Lauren, uspokój się, ja wiem hormony ci szaleją, ale spokojnie. Oni nie gryzą.
- Ja ci zaraz odgryzę głowę!
- Uuu, modliszka - pocałował ją. - Dobranoc słodka.
- Pocałuj mnie w dupę - odwróciła się na bok, zaraz poczuła jak wtula się do niej na łyżeczkę.
- Nie wściekaj się, słodka jesteś wtedy, ale powinnaś unikać zdenerwowania.
- To mi nie dawaj powodów. - głaskała jego dłoń na swoim brzuchu. On już nic nie mówił, zasypiał.
jego dlon na swoim brzuchu <3<3<3<3<3
OdpowiedzUsuńOpiekuńczy Brian :3
UsuńOj taki miły, spokojny rozdzialik. A teraz gadaj. W następnym ktoś umrze? Zapadnie na nieuleczalną chorobę? Dziecko okaże się parówką???? Bo to nie może być takie piękne...
OdpowiedzUsuńAle masz wielki plus za to, że H. jest szczęśliwa. Też bym chciała posłuchać opowieści z dzieciństwa M.^^ B. podczas badania <3 I w ogóle widać, że cieszy się z dziecka o wiele bardziej niż L.
Czekam na następny, chociaż się trochę boję...
Buziole, Pat:)
Powiedziałaś, że na trzy odcinki mam dać spokój ;> w sumie mówiłaś o blondynce, ale może dam spokój im obu? a może nie ;D
UsuńBrian jako tata .. nie mogę sobie tego wyobrazić ;o
OdpowiedzUsuńAle tak poza tym to obie pary są kochane :)
Czekam na kolejne
Buziaki, Dorota
Brian w roli ojca, to przecież byłaby jego życiowa rola OuO to musi być wspaniałe.
Usuńokej, ty chyba noce zarywasz! ;O
OdpowiedzUsuńbrzydki matt, głupia hannah, laura mama, brian tata ;O
rodzice matta ;O
no, teraz tak siedzę ;O
with love,
z.
Brzydki Matt hahahahaha <3 nigdy.
UsuńRodzice są najlepsi :D teściowa roku