wtorek, 21 stycznia 2014
6. Ej, blondyna...
Poranny wyścig do łazienki przegrała Hannah. Żeby nie stać bezczynnie pod drzwiami, zrobiła śniadanie. Lauren bez słowa poszła do pokoju. Blondynka przewróciła oczami, nakryła do stołu, sama poszła się ogarnąć. Za chwilę razem usiadły do śniadania.
- Oj no nie obrażaj się. Co ty masz z twarzą? Oczy masz jakieś małe... Płakałaś? Przez tego jak on miał, Franka?
- Bo tak pomyślałam o tym co mówiłaś, że to się źle kończy. Ale on jest taki fajny... nie chcę, żeby mnie skrzywdził.
- A sądzisz, że mógłby to zrobić?
-Tacy faceci jak on, muzycy, oni zdradzają. Mają tyle kobiet dookoła siebie.
- Sama się nakręcasz. Nie jesteście nawet parą, on po prostu cie pieprzy.
- Uprawiamy seks...
- Tak, jeszcze mi powiedz, że to co robiliście w nocy, to był niewinny, spokojny seks.
- No nie... ale mów ładnie. On mi się serio podoba.- Westchnęła i odłożyła pusty talerz do zmywarki.- Mamy jakieś szanse?
- Lauren, nie mam pojęcia. Chcę, żeby ci się poszczęściło, ale nie mogę ci mówić jak będzie. Nie wiem tego i żałuje, bo chciałabym cię ochronić.
- Zobaczymy jak będzie. Jedziesz teraz ze mną?
- Tak, wzięłam dwie godziny w kawiarni, potem idę na spotkanie w sprawie pracy.
- Jakiej pracy? Dostałaś jakąś propozycje?
- Opowiem ci jak wrócimy do domu. - uśmiechnęła się miło.
Śniadanie zjedzone, kawa wypita, dom zamknięty, samochód odpalił. Czas jechać do pracy.
Lauren miała spotkanie z wokalistą innego zespołu, wraz z ich nowym menadżerem. Zespół był z zachodniej części USA. Ktoś w Los Angeles dostał cynk o nowej stażystce, która ma sporą wiedzę, zapęd do pracy i nie boi się wyrażać swojego zdania. Teraz dziewczyna stała przed trudnym wyborem, pracować dalej z MCR ale pod okiem kogoś innego, czy skorzystac z propozycji panów z Kalifornii i nagrać płytę samodzielnie. Byli pewni tego o co proszą. Wiedzieli, że ona nie ma na swoim koncie dorobku z żadnym zespołem. Tylko właściwie dlaczego wschodzący zespół miałby nie współpracować z kobietą, która ma słuch absolutny i wiele pomysłów na muzykę, która porwie miliony ludzi.
- Dajcie mi się jeszcze zastanowić. To poważna decyzja i nie mogę jej podjąć tak teraz, nagle.
- Spokojnie, możesz nam odpowiedzieć do końca tygodnia. Tylko jeśli się zgodzisz, będziesz musiała przyjechać do LA. Jesteś na to gotowa?
- Gotowa? Dopiero co się wprowadziłam do Nowego Jorku... mieszacie mi w głowie.
- Larry, daj jej czas. - Powiedział młody chłopak z bardzo interesującą barwą głosu.
- Ty masz jakąś zmutowaną mutacje? Ile ty masz lat, 16? - zapytała Lauren, kompletnie wybita z racjonalnego myślenia.
- Żartujesz sobie? Zapewniam, że mam wiecej niż 16 lat. Tydzień ci wystarczy?
- Tak, wydaje mi się, że tak. Jej. Serio chcecie mnie?
- Jesteśmy pewni na 99%, że chcemy twojej pomocy.
- Ale mam tydzien?
- Nie denerwuj się tak, masz tydzień. Larry, to chyba koniec prawda?
- Spieszy ci sie? - zapytał Jacobson i spojrzał na zegarek.
- Jestem umówiony- wstał, uscisnął dłoń Lauren - grasz na pianinie?- Uśmiechnął się, a na jego twarzy pokazały się dołeczki.
- Ja... ja... tak, trochę - zawstydziła się.
- Niedługo, mam nadzieję, pokażesz co potrafisz. Larry, zadzwonie. Do widzenia - uśmiechnął się do dziewczyny, później do jej szefa i wyszedł.
- No nic tu po nie. Mam nadzieję, że przemyślisz moją propozycje. Oni chcą zmienić nieco styl. Myślę, że możesz im pomóc.
- Proszę już nic wiecej nie mówić, dam odpowiedź. Mam czas i cholernie go potrzebuje. Szefie, mogę wrócić do pracy?
- Tak. Nie opuszczaj nas - uśmiechnął się bezradnie.
- Mieszacie mi wszyscy w głowie - wyszła i wróciła do pracy. - No panowie, nie ociągać się. Nie było mnie tylko 30 minut, a wy już rozpieprzeni na kanapch. Do pracy, płyta sama się nie nagra. Gdzie jest Jason?
- Rozmawia z Frankiem, ten jest dzisiaj kompletnie rozwalony. Jego dziewczyna dowiedziała się, że ją zdradził. Fakt, on wypił troche za dużo na tej imprezie, ale żeby od razu pchać kutasa gdzie popadnie?- powiedział Gerard i czytał kolejny raz tekst piosenki.
Dziewczynie ugieły się nogi, poczuła mocny skręt w żołądku i myślała, że zwymiotuje. Wzięła butelkę wody, wypiła jednym duszkiem.
- Jakoś nie odniosłam wrażenia, że jest z kimś związany. Na koncercie podrywał kilka dziewczyn. - Starała się zachować spokój.
- No mówiłem, trochę się nawalil. Dzisiaj Jamia przyjechała z Jersey i on się wygadał. Nie mógł wytrzymać, ona wróciła do siebie.
- Ciekawe, idziesz zapalić? - wzieła swoja torebkę i nie czekając na wokalistę po prostu wyszła. Paliła jednego za drugim, próbowała dodzwonić się do Hanny. "Cześć tu Hannah, jeśli masz dobrą wiadomość, to ją zostaw. Jeśli złą, to spadaj" - No czemu nie odbierasz do cholery jak cały świat się wali... - powiedziała do poczty głosowej i się rozłączyła. Zapaliła kolejnego papierosa.
- Hej Laruren - powiedział Ray gdy ją znalazł - Posłuchaj dzisiaj nic z tego nie będzie. Frank gorzej sie czuje i chce wrócić do domu. Ale powiedział, że musi najpierw z tobą porozmawiac.
- To niech przytaszczy tu swój szlachecki tyłek, łaski mi nie robi- rzuciła niedopałek na chodnik i deptała po nim myśląc jakie to by było wspaniałe, gdyby to był Frank.
- Hej, zrobisz dziurę w chodniku- powiedział gitarzysta.
- Chętnie bym zrobiła dziurę w twojej głowie, a potem zatkała ją twoim kutasem. Masz mi coś ciekawego do powiedzenia? - Zapaliła kolejnego.
- Lauren, nam było dobrze przecież. Chcę żeby dalej tak było.
- Ja nie bawie się w bycie trzecią. Hannah miała racje.
- W czym? Ona sama kogoś potrzebuje, sflustrowana dziewczyna.
- Nie mów tak, nie znasz jej, nic o niej nie wiesz! Ta rozmowa nie ma sensu - chciała wejsć do studia, ale on zagrodził jej drogę.- Nie bądź śmieszny... puść mnie.
- Porozmawiaj ze mną, zależy mi na tobie. - Odepchnęła go - Lauren!
- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Jeśli ci na mnie zależy, to wróc do mnie jako singiel. - Poszła po swoje rzeczy, wyszła bez pożegnania i słowa wyjaśnienia. Jadąc do kawiarni dzwoniła do Hanny. - No odbierz wreszcie...
- Hej, byłam na rozmowie, co się dzieje?
- Jadę do kawiarni. Frank jest dupkiem, miałaś racje, nienawidzę facetów. Przyjdziesz?
- Tak, jestem już niedaleko. Lauren nie przejmuj się nim... nie jest tego wart. Jeśli przyjdę pierwsza mam ci naszykowac czekoladowe ciasto?
- Nie wystarczy mi świat z czekolady, taka jestem smutna.
- Och, pogadamy w kawiarni, jedź ostrożnie. Pa. - rozłączyła się weszła do kawiarni, przywitała się z Vanessa i poszła zrobić kawe sobie i Lauren.
- Gdzie moje czekoladowe ciasto? - Powiedziała ciemnowłosa, kładąc głowę na blacie.
- Weź kawę, ja zaraz wrócę z ciastem. - Za moment siedziała przy stole z przyjaciółką - Opowiadaj, zamieniam się w słuch.
- On ma dziewczynę, dzisiaj się jej przyznał, że ją zdradził. Taki lojalny, kto by pomyślał. Kurwa czy ty widziałaś, żeby on się zachowywał w taki sposób... jakby kogoś miał? Dlaczego ja nic nie zauważyłam.
- Bo jak sama właśnie powiedziałaś, nie dał nic po sobie poznać. Ona wie, że to ty?
- Nie wiem, nie było jej w studiu. Wokalista mi powiedział... masakra. Jeszcze powiedział mi, że Frank dzisiaj nie może pracować bo jest cały rozpieprzony. Z chęcią bym go zabiła teraz.
- Rozumiem, ale nie da się ukryć, że sama też troche... się dałaś.
- Tym bardziej jestem wściekła. Kurewsko wściekła. Chce sie upić, upij się ze mną, proszę.
- Chcesz wyjść gdzieś dzisiaj?
- Oooo tak, wiem, że za tym nie przepadasz, ale... no może dla mnie?
- Niech ci będzie. A teraz skończ to ciasto, trzeba wracać do domu. Tak w ogóle, dla oczyszczenia nieco nastroju, dostałam pracę w studiu. Artyści zatrudnieni tam, współpracują z największymi magazynami modowymi, znanymi projektantami. - Jej zielone oczy świeciły ze szczęścia i dumy z samej siebie.
- To świetnie Hannah! tak dobrze słyszeć jakieś dobre wieści dzisiaj. Kiedy zaczynasz?
- Już zaczęłam. W weekend mam pierwszą sesje. Rano będę przyjeżdżać do kawiarni. Wiesz, że zawsze jest z tym problem. A koło południa będę szła do studia. Płacą spore pieniądze, może uda mi się wcześniej otworzyć coś swojego.
- Mega! w końcu widać u ciebie jakąś radość.
- Taaaak, jestem szczęśliwa. Moje życie nabiera kolorów.
- Teraz jeszcze tylko jakiś... kot, tak to jest przyszłość dla nas. Kot, albo sto kotów.
- Przestań. Taki Frank to jest jeden na milion normalnych.
- Nie pocieszasz mnie, bo wychodzi na to, że ja trafiam na tych kurwiszonów.
- Życie. Dobra idziemy. Zbieraj swoje cztery litery.
Pojechały do domu.
- Ja w sumie też dostałam propozycję pracy. - Powiedziała Lauren biorąc kolejny kawałek kurczaka do ust.
- Mianowicie? Ty właściwie masz już pracę. Ktoś cię podkupił?
- Ktoś z Kalifornii, ta sama wytwórnia, ale czeka mnie przeprowadzka. - Spojrzała na Hanne, która się zakrztusiła.
- Czy ty sobie żartujesz? Dokąd? - powiedziała, gdy udrożnila drogi oddechowe.
- No do Kalifornii, taki jest ich warunek. To wielka szansa. Ty też masz już prace.
- Tak to prawda, zaskoczyłaś mnie, znowu. Teraz to i ja potrzebuje drinka.
- No to idziemy się zabawić, jak za starych dobrych czasów. - Lauren poszła sie szykowac. Dzisiaj przyszła pora na czarną obcisłą sukienkę, dość kusą. Do tego martensy w kolorze wina i ramoneska.
- Nieźle się wystroiłaś, jesteś zdesperowana? Odkrywasz sporo ciała, wrześniowe wieczory są chłodne. - Powiedziała Hannah i związała włosy w doskonale nieogarnięty kucyk.
- Daj spokój. Nie będę sie zakrywac tak jak ty, zakonnica - zaśmiała się, lecz nie szyderczo.
- A odwal się. - spojrzała na swoje odbicie - Co złego jest w ciemnych dżinsach, czarnych vansach i koszuli w krate?
- Brak faceta przy tobie.
- Ty już sobie jednego przygruchałaś i cie wystawił. - spojrzały na siebie usłyszawszy dzwonek do drzwi. - Zapraszałaś kogoś?
- Nie, no coś ty. - Otworzyła, za drzwiami stał ogromny bukiet róż. Za nim Frank. - To pomyłka.
- Lauren, zaczekaj to ja... - opuścił bukiet - przepraszam.
- Nie jesteś tu mile widziany. - Powiedziała Hannah stając w drzwiach, obok przyjaciółki.
- Chciałbym porozmawiać spokojnie, możesz iść?
- Ty sobie idź, nie potrzebujemy cie do szczęścia.
- Hannah, zostaw nas na chwile samych... proszę - powiedziała Lauren.
- Jesteście siebie warci. Czekam na ciebie w samochodzie. - Poszła do Mustanga. Za chwilę wsiadły do niego dwie osoby. - On nie jedzie.
- Jeju, proszę cie... po prostu jedź.
- Nie, to miał być nasz wieczór.
- Ja może jednak pójdę? - Powiedział zakłopotany Frank.
- Zostań, przecież sobie wyjaśniliśmy wszystko, no jedź Hannah.
Dziewczyna ruszyła, zerkała we wsteczne lusterko. Widząc ich razem robiło jej się niedobrze, teraz już nie z zazdrośći. Była wściekła, że taki koleś mógł tak omotać Lauren wokół palca. Jakby widziała siebie sprzed kilku miesięcy. Chciała jakoś odciągnąć przyjaciółkę od nieuniknionego zła, jakie zada jej ten facet. Niestety na chwile obecną, nie miała żadnego racjonalnego planu.
Impreza trwała w najlepsze, zależy dla kogo. Blondynka znów została sama, albo nie? W końcu gadała z barmanem o pierdołach. Sączyła cole, straciła kompletnie ochotę na coś mocniejszego. Lauren zajmowała się tylko swoim facetem. Frank przychodził po drinki i wtedy zagadywał do Hanny. Drań z każdą kolejką stawał się odważniejszy, a dziewczynę coraz bardziej świeżbiła ręka.
- Nic nie poradzisz, jest już moja.
- Zejdź mi z oczu.
- Dzisiaj też będę ją pieprzył, całą noc. A specjalnie dla ciebie, będę tak głośno krzyczał, że oszalejesz z flustracji, że nie masz nikogo. - Nie spodziewał się, Hanna sama się tego nie spodziewała, ale walnęła go w twarz. - Pojebało cie?! -był wściekły.
- Należało ci się. - Poszła do Lauren - Wracam do domu, jedziesz ze mną. - Jej ton nie przyjmował sprzeciwu, wzięła kluczyki z torebki przyjaciółki.
-Nie! Ty też zostań, przecież jest super!- Stała objęta z Frankiem, który kipiał, ale nie przyzna się, że dostał od dziewczyny. Niestety śladu też nie było, ciężko jest coś zrobić mając ramie jak wykałaczka. - Pisał do mnie chłopak, ten co dzisiaj był też na rozmowie. Powiedziałam, żeby wpadał tutaj bo mam przyjaciółkę, która potrzebuje mężczyzny. On ci sie spodoba. A ty kochanie nie bądź zazdrosny, ja mam ciebie. - Po tych słowach pocałowała Franka.
- Zanim zwymiotuję, to może jednak pójedziesz ze mną? - Zaczynało się w niej gotować.
- Powiedziała, że zostaje, odwiozę ją. - Podniesionym głosem, odezwał się Frank.
- Róbcie co chcecie, ale ciebie fiucie, nie chce widzieć w domu. Lauren... nie popełniaj moich błędów.
- Twoich błędów? Frank jest inny! Nie masz prawa go porównywać z tamtym dupkiem.
- W takim razie nie licz na mnie. Nie jesteś dla niego nikim ważnym.
- Ty nie jesteś ważna dla nikogo!
Hannah nie kryła swojego wkurwienia, odpychała wszystkich na swojej drodze. Chciała jak najszybciej wyjść. Dopiero co pomagała Lauren wyjść z doła. Nie wierzyła, że Frank ma czyste intencje. Przecież on miał kogoś, tego się nie skreśla tak z dnia na dzień. Chociaż mało znała się na związkach i może rzeczywiście tak się robi? Wyszła z klubu, nie patrzyła przed siebie, raczej pod nogi bo tak jej mówili jak była mała, "patrz pod nogi, patrz pod nogi". Jednak teraz należało patrzeć przed siebie, to pozwoliłoby uniknąć zderzenia. Tylko czy później ktoś będzie tego żałował? ...
- Uważaj jak chodzisz! - Odezwała się groźnie dziewczyna, która aż się odbiła od wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyzny.
- Przepraszam, ale ty też powinnaś uważać!- W odpowiedzi zobaczył tylko środkowy palec Hanny. Uśmiechnął się z podziwu nad temperamentem tak niewielkiego człowieka.- Ej blondyna! Zaczekaj - trzymał w ręce kluczyki, które wypadły dziewczynie z rąk podczas zderzenia. Nie wiedział, że bardzo sobie nagrabił. Zobaczył całe 162cm wzrostu zmierzające w jego stronę, z miną zwiastującą spore kłopoty.
- Powtórz to... - wzięła kluczyki i czekała na odpowiedź.
- Nie denerwuj się, pewnie wtedy jesteś jeszcze ładniejsza. - uśmiechnął się, ale teraz jego urocze dołeczki na nic się zdały.
- Posłuchaj mnie... nie jestem żadną blondyną, mam na imię Hannah. A fakt, że nie znałeś mojego imienia, wcale cię nie usprawiedliwia. Teraz jest ten moment, gdy znikasz mi z oczu.
- Przerażasz mnie. Ale ciągle mam wrażenie, że mógłbym cie polubić, może drinka? - Kiepsko mu wychodziło robienie poważnej miny, miał ochotę parsknąć śmiechem.
- Wszyscy jesteście tacy sami, pocałuj mnie w dupe. - Odwróciła się i poszła, odpaliła samochód i z piskiem opon odjechała spod klubu. Wracając myślała o tym, czy Lauren już płacze z powodu Franka. Później zaczęła wspominać spotkanie z tym facetem, musiał pomyśleć, że jest nieźle popieprzona. Był całkiem fajny. Myśląc o tym wszystkim, przekroczyła znacznie dozwoloną prędkość. We wstecznym lusterku zauważyła migoczące koguty. Stanęła na poboczu, otworzyła okno, nim policjant zdążył cokolwiek powiedzieć dostał już do ręki dokumenty.
- Wie pani za cobędzie mandat?
- To quiz? Są nagrody?
- Humor dopisuje, to może pani dmuchnie? - spojrzał na jej minę w stylu " Jaja sobie robisz?". Niestety nie odpuścił, mina policjanta była bezcenna - Dobrze... wie pani, że dozwolona prędkość tutaj to 40mil na godzine?
- Bardzo przekroczyłam?
- Jechała pani prawie 100 mil na godzine, co daje niemal 160 km/h ...
- Przecież to auto nawet tyle nie wyciągnie, jest stare. To 64 rocznik.
- No i?
- To auto jest starsze od mojej mamy, ona tak szybo nie biega.
- Przykro mi, nakładam na panią mandat w wysokości 300$ płatność przelewem. - Dał jej do podpisu, oddał dokumenty. - Proszę jechać ostrożnie, dobranoc.
- Dobranoc.- Jechała już trochę spokojniej. Zastanawiała się, kiedy Lauren znów będzie się jej wypłakiwać w rękaw.
Ale na to się nie zapowiadało. Chociaż on jest dupkiem i krzywdzi dwie kobiety jednocześnie, to udało mu się zaprosić dziewczynę do hotelu, obiecywał cuda na kiju. Ona zauroczona bądź co bądź przystojnym muzykiem, zgodziła się na wypad do wynajętego pokoju. Jechali taksówką, chłopak całował Lauren, szeptał czułe słówka. Tej nocy działo się wiele. Było bardzo gorąco, gdy w pokoju hotelowym, nagich i kompletnie odużonych swoim uczuciem, Lauren i Franka, znalazła jego dziewczyna Jamia.
Hannah zostawiła kilka widomości na skrzynce Lauren, chcąc się dowiedzieć czy żyje. Jednak ona była zajęta czymś zupełnie innym.
Kolejny dzień powitał obie dziewczyny słońcem i pukaniem do drzwi. Frank podał tackę ze śniadaniem. Hannah zaś, przed drzwiami znalazła bukiet kwiatów... pomyślała, że to dla Lauren od Franka. Wstawiła je do wazonu, jednak ciekawość nie dawała jej spokoju. Zobaczyła bilecik. Okazało się, że to od tego faceta, z którym wczoraj się zderzyła. „Przepraszam, ale po prostu Cię nie widziałem. Może następnym razem nasze spotkanie będzie milsze?...”. Podał tam jeszcze swój adres mailowy. Zrobiło jej się tak jakoś milej, a po chwili strasznie głupio. Lauren wreszcie odczytała wiadomości od przyjaciółki. Odpisała jej, że żyje i nic jej nie jest i wróci koło południa. Hannah się ubrała, zjadła śniadanie i poszła do pracy. Nadal była trochę wkurzona na przyjaciółke za jej paskudny tekst, ale to chyba był o jeden drink za dużo i za bardzo rozwiązany język.
Późnym popołudniem, Lauren została odwieziona przez swojego „chłopaka” do domu. Weszła do środka.
- Już jestem.
- No w końcu, dzwoniłam do ciebie, padł ci ... telefon? ... cholera co się stało?
- Mam okropnego pecha, wiesz? ... pójdę się położyć.
- On ci to zrobił? - oglądała jej siną skroń.
- Ałć, zostaw... i nie, to nie on. To jego dziewczyna. Przepraszam, ja muszę odpocząć. - Poszła do swojego pokoju, nie wychodziła już później. Potrzebowała spokoju.
Hannah, usiadła na łóżku, spojrzała na bilecik z kwiatów. Zastanawiała się czy napisać tego meila. Biorąc pod uwagę jej zachowanie, wolała się schować pod ziemię i mówć, że to była jej podła siostra bliźniaczka. Wzięła głęboki oddech, otworzyła pocztę i skleciła wiadomość.
" Cześć,
Wczoraj zachowałam się okropnie. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że to była moja okropna siostra bliźniaczka, a nie ja. (taki żart) Przepraszam, normalnie jestem milsza, ale zostałam wytrącona z równowagi jeszcze przed "blondyną". Bardzo ładne kwiaty, dziękuje. Nie trzeba było. Jeśli mogę mieć pytanie, jak masz na imie?
Hannah"
Kolejne godziny spędziła na odświeżaniu poczty. Kilka razy miała nadzieję, że odpisał. Niestety, to tylko upierdliwy spam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nooo robi się ciekawie! Podoba mi się to:)
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta. :D
Morgana
Cieszę się, to wracam do pracy nad tekstem! :D
UsuńOpowiadanie do tej pory świetne! Dużo dialogów co, jak już pisałam, bardzo lubię. Sprawiają, że historia rozwija się dynamicznie i nie ma czasu na nudę. Teksty H. i L. są wyjebane w kosmos! <3 Muszę przyznać, że wolę H. od L. przynajmniej na razie.
OdpowiedzUsuńCo do tego odcinka, to czy L. upadła na głowę? Spotykać się z F. mimo, że wiedziała, że bumbumał ją mając dziewczynę? Może po tym jak dostała od jego ex przejrzy na oczy (chyba że zrobiłaś z L. i F. big love. Proszę, powiedz, że nie!!!).
H. i tajemniczy koleś, ciekawe, ciekawe. Czy to ktoś z A7X? Mam nadzieję, że dowiem się w kolejnym rozdziale. A tak btw skąd on wiedział gdzie wysłać kwiaty? Podejrzane... :)
Mam nadzieję, że kolejne rozdziały będą pojawiały się często, bo zapowiada się ciekawie:D
Buziole, Pat:)
Wiele się wyjaśni w następnym odcinku. Jak już mówiłam, to jest historia sprzed ho ho i jeszcze trochę. Początkowo miało być o MCR nie ukrywam, stąd postać Franka Iero. Lecz był to okres, w którym więcej emocji i satysfakcji muzycznej dawał mi zespól Avenged Sevenfold. Zapewniam, że opowiadanie, będzie w całości poświęcone chłopakom, od około 9-10 odcinka. Trudno mi to oszacować, bo mam do edycji jeszcze 70 stron tekstu.
UsuńBardzo się cieszę, że historia przypadła do gustu. Dziś przed dodaniem informacji na facebooka, miałam migotanie przedsionków, ze stresu. Byłam przekonana, że to się nikomu nie spodoba. WIELKIE DZIĘKI ZA OGROMNĄ MOTYWACJĘ DO DALSZEJ PRACY.
Zasiadam do edytowania, Ewelina ;*