czwartek, 23 stycznia 2014
8. Daj mi jeszcze szansę, proszę. Matt.
Lauren pożegnała Franka, postanowiła zrobić sobie domowe spa. Potrzebowała spokoju, czasu tylko dla siebie. Napuszczała do wanny wody, nalewała olejków, zapalała świeczki, włączyła muzykę, szykowała resztę kosmetyków. Aż mogła się schować pod ciepłą wodą, w tle leciało coś przyjemnego dla ucha.
Hannah jechała na spotkanie. Szukała miejsca do zaparkowania, ulica blisko Central Parku, umówili się w kawiarni, przynajmniej nie był to ciemny, ponury pub, albo ciemna ulica. Miała mieszane uczucia, dalej nie wiedziała czy dobrze robi. Nie ma nic do stracenia, zawsze przecież może sobie wrócić do domu. Stanęła dość daleko od miejsca spotkania i trochę się zgubiła. Napisała do niego wiadomość, ale nie odpisał... trochę zwątpiła czy w ogóle będzie na tym spotkaniu. Popytała ludzi wreszcie lekko spóźniona, ale cała i zdrowa dotarła na miejsce. Czekał przed wejściem, tak to on, wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Spojrzał na nią i uśmiechnął się, wcześniej też się uśmiechał, ale nie reagowała na to. Jego dołeczki były rozbrajające.
-Cześć, spóźniłam się, przepraszam. Stanęłam za daleko, myślałam o innej kawiarni. - powiedział niepewnie, z lekkim niewinnym uśmiechem. Była skrępowana, niby wcześniej rozmawiali, ale dzisiaj to było coś innego.
- Cześć, nic nie szkodzi, nie czekałem długo. - wyciągnął z tylnej kieszeni spodni mały bukiet ze stokrotek. - To dla ciebie. - uśmiechnął się niepewnie.
- Ale, kawiarnia, mieliśmy... Matt. - zaczęła się bardziej stresować.
- Ej, spokojnie, nie denerwuj się. Weź je - podał jej kwiaty, widział, że jest skrępowana. - Pomyślałem, że miło będzie pójść na kolacje.
- Miała być niewinna kawa. - rozejrzała się, szukając drogi ucieczki.
- Będzie niewinna kolacja. Mam cię porwać? - spojrzał przebiegle, prosto w jej zielone oczy.
- Nawet nie próbuj... chodź, ale wiedz, że poważnie przeginasz. Bo wiem, że robisz to specjalnie. To gdzieś daleko? pojedziemy moim samochodem.
- Wróciła Hannah sprzed klubu - zaśmiał się. - Chodź - uśmiechał się, ruszył i obejrzał się za nią - No idziesz? czy mam cie złapać za rękę?
- Odpuść... - schowała ręce do kieszeni kurtki i ruszyła za nim. - to jest daleko?
- Będę cię kierować, chyba, że pozwolisz mi prowadzić.
- Chciałbyś... - westchnęła - Matt nie zrozum mnie źle, ale nie rób sobie żadnych nadziei.
- Nic nie rozumiem szczerze mówiąc - chociaż rozumiał doskonale.
- To nadal, jest po prostu zwykłe spotkanie, nic więcej. Rozumiesz, prawda?
- Pewnie, nie musisz się obawiać. Czemu się zatrzymałaś? - stali przed mustangiem.
- Bo to mój samochód. - otworzyła drzwi - wsiadaj.
- Zabrałaś bratu? - oglądał auto.
-No jasne, szczególnie, że mój brat mieszka za oceanem.
-Jak to? Wyprowadził się ze stanów? Czy ty się wyprowadziłaś z europy? - dotykał karoserii. -
-To drugie, ja i Lauren, przyjechałam z Polski.
-Lauren, tak ta sympatyczna brunetka Franka?
-Tak, tak wyszło, że tu przyjechałyśmy. Przestaniesz w końcu tak chodzić i wsiądziesz? - spojrzała na niego z politowaniem.
- Już, już - wytknął jej język i wsiadł, ona też, teraz macał deskę rozdzielczą. - ale zadbany.
- Boże... zapnij pasy. - uśmiechnęła się i przekręciła kluczyk, samochód nic. Kolejny raz, nic... - No nie wygłupiaj się... - próbowała i znów nie zaskoczył - do diabła z tobą! ...
- Mogę pomóc, otwórz maskę. - wysiadł i zaglądał - masz latarkę?
- Wiele rzeczy jest w mojej torebce, ale latarki jeszcze nie noszę. Czemu umarł?
- Jeszcze nie wiem - grzebał coś w przewodach. - Sprawdź teraz. - po chwili było słychać pięknie mruczący silnik samochodu. - Komuś tu się chyba należą podziękowania. - powiedział, gdy wsiadł do samochodu. - Masz chusteczkę? - nim dostał, już pacnął ją w nos brudnym palcem. A śmiał się jak dziecko.
- Ile ty masz lat? - też się śmiała, doprowadzili się do porządku i ruszyli na kolacje. Zaczęli rozmawiać, a lokal do którego pojechali był bardzo przytulny, na swój sposób romantyczny. Czekając na jedzenie buzie się im nie zamykały. Potem jedli, Matt zaczął niewinną wojnę na jedzenie. Zachowywali się swobodnie, jakby znali się kilka lat, a nie kilka tygodni. Chłopak zapłacił, podał dziewczynie kurtkę.
-Spędziłem fantastycznie czas z tobą. - uśmiechnął się i znów patrzył przed siebie, Hannah pozwoliła mu prowadzić. - Odwiozę cie do domu, może być?
- Może do centrum, gdzie się zatrzymujesz na noc?
- Mam pokój w hotelu. Chciałbym wiedzieć, że dotarłaś cała do domu.
- To ci napiszę, hm? Podjedź pod hotel. Było bardzo miło wiesz? - uśmiechnęła się, patrząc na niego, był taki skupiony na prowadzeniu, ale pojawił się ten cholerny dołeczek w policzku. - Chcę tam wsadzić palec. - chłopak się roześmiał - co?
- Nic... nic - nie mógł się uspokoić - A ja mógłbym też gdzieś wsadzić palec? - przestał się śmiać, widząc jej minę. - Ej, to tylko żarty, przepraszam.
- Nie ma za co. - zatrzymali się pod hotelem - Kiedy wracasz do Kalifornii?
- A kiedy chcesz, żebym wrócił?
- Matt, dzisiaj było super, serio. Ale... proszę nie stawiaj mnie w takiej sytuacji.
- Było bardzo miło, dawno się tak dobrze nie bawiłem, na niewinnej kolacji - uśmiechnął się, boże zabierzcie mu dołeczki i ten chrypliwy śmiech. Wysiedli.
- Dziękuje. Będziemy dalej rozmawiać, prawda? - on złapał ją za ręce - Matt... - ich zielone oczy się spotkały.
- Zimno ci - ogrzewał jej dłonie swoimi, idealnie do siebie pasowały. Przytulił ją, patrzył na nią z góry, znów się uśmiechnął a jej uginały się nogi. Jego przeklęty urok osobisty.
- Nie powinieneś. - wtuliła się w niego, był taki ciepły. Mogłaby tak stać całe wieki, w jego ramionach, w których czuła to czego nie znała. Bezpieczeństwo. On położył dłoń na jej policzku. A jej zrobiło się gorąco.
-Będziesz się chciała jeszcze spotkać?
-Będę chciała... - Patrzyła na niego, dali się ponieść chwili. Przybliżył twarz ich usta już prawie się spotkały. Kilka niewinnych muśnięć ustami, aż wreszcie tak długo oczekiwany pocałunek. Przyciągnął ją bliżej siebie. To jednak nie powstrzymało Hanny od ucieczki, gdy zdała sobie sprawę, że sprawy zachodzą zbyt daleko.
-Przepraszam!...- nerwowo otwierała samochód.
-Nie, nie przepraszaj, to moja wina! Zaczekaj! - przytrzymał drzwi.
-To nie ma sensu, nie zrozumiesz, ja... cześć. - wsiadła, odpaliła i odjechała, miała masakryczny mętlik w głowie.
Shadows wsadził ręce w kieszenie spodni, kopnął kamyk i poszedł do hotelu. Myślał o tym jak zawalił sprawę, przecież ona teraz pomyśli, że robi tak zawsze, tylko na tym mu zależy. Hannah nie miała lepszych myśli, jechała do domu będąc przekonaną, że kompletnie zawaliła. Postanowiła, że zakończy znajomość, po prostu jak można tak na pierwszym spotkaniu z praktycznie nieznajomym facetem, nie to przecież nie w jej stylu. Nie po tym co przeszła... tylko to co poczuła, będąc w jego ramionach, to było coś nowego, innego, chciała to czuć częściej. Musiała się zatrzymać gdy przeczytała wiadomość.
" Poniosło mnie, przepraszam. Spierdoliłem wiem, nie powinienem. Nie rozumiem czemu to zrobiłem. Pozwól mi to naprawić, jesteś świetną dziewczyną, chcę mieć z tobą kontakt, proszę.... daj mi jeszcze szanse. Zaczniemy od nowa. Proszę.
Matt "
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Po pierwsze. "Chcę tam wsadzić palec" mnie rozwaliło, uśmiałam się nieźle :D
OdpowiedzUsuńPo drugie. To było takie kochane z jego strony, że przyniósł jej bukiecik. I to do tego stokrotek! No co za facet :)
No miło ze strony Matta, że "naprawił" samochód :D
Czekam na więcej i więcej :D buziaki :*
Dorota
Następnym razem będzie dramatycznie ;>
UsuńNo to nadrobiłam wszystkie odcinki. Po pierwsze Matt! No cudo. Ale wielki, naprawdę wielki plus za główne bohaterki.
OdpowiedzUsuńDołeczki :) Sama wsadziłabym w niej palec. No i mam nadzieję, że H. pozwoli dla Matta wsadzić gdzieś paluszki :P
hahahahaha, och tak Hannah będzie szczególnie chętna na jego 21 palec, lub jak kto woli, trzecią nogę ;)
Usuń"- Chcę tam wsadzić palec. (...)
OdpowiedzUsuń- A ja mógłbym też gdzieś wsadzić palec?"
Przez te dwa zdania dopiero teraz byłam w stanie dokończyć czytać:) Jak będę miała więcej czasu, to muszę pozbierać najlepsze teksty ze wszystkich Waszych opowiadań. Na zły humor jak znalazł.
Moje nowe ulubione słowo: "niewinny". Żeby tylko nasz kochany M. był tak niewinny... Z drugiej strony, nieeee. M. to M. - Bad Boy i Sex God:D
Mało F. z czego bardzo się cieszę. Ale jeżeli planujesz L. wyswatać z kimś z zespołu, a ona lubi gitarzystów to... czyżby... B.? :)
Spotkanie H. i M. bardzo na plus. Pomijając wyżej wymienioną wymianę zdań, podczas której popłakałam się ze śmiechu, cały czas szczerzyłam się jak głupia. M. udaje takiego gentelmana, że prawie mu uwierzyłam. I jak widać po pocałunku, H. też na niego poleciała. I oczywiście na dołeczki:)
Czekam na kolejny bo idziesz w dobrym kierunku i rozkręcasz akcję:)
Buziole, Pat:)
Hahaha, jestem nawet dowcipna :D Kolejny odcinek już jest w fazie produkcji, może zwariowałam, ale dodam chyba jeszcze dziś ;)
Usuń