piątek, 24 stycznia 2014

9. Gdy do domu wpada czterech facetów w kominiarkach...

Weszła zmarnowana do domu.

-Aaaaa! Wróciłaś, opowiadaj, opowiadaj! - stanęła przed przyjaciółką podniecona Lauren.

- Dochodzisz czy co? ... nie chce mi się gadać - nalała sobie wody do szklanki.

-Ale nie rozumiem. Co nie przyszedł? Może jednak zrobię herbatę, usiądziemy, jednak pogadamy?

-Jak chcesz. - usiadła przy stole w kuchni.

- No powiedz co się stało, widzę przecież, że coś cię męczy.

- Nie nadaje się do spotkań z facetami, a szczególnie z Matt'em... nigdy więcej, nie mogę.

-Ciebie chyba powaliło, całe życie będziesz uciekła przed facetami? - zalała torebki z herbatą i podała kubek blondynce. - Skrzywdził cie? Jeśli tak to mu urwę jaja i będzie śpiewał już tylko cienkim głosem...

-Ja nie uciekam! albo uciekam... dzisiaj było tak dziwnie.  - posłodziła herbatę i mieszała napar.  - Po prostu jestem skończoną idiotką! Ja nie wiem co mi przyszło do     głowy, ja się z nim całowałam. - Zamiast sensownego splotu słów usłyszała pisk i zobaczyła uśmiech na twarzy Lauren - To nie jest powód do radości, zrobiłam znów to samo... a obiecałam sobie, że tak już nie będzie.

-Ale czy ty już jesteś z nim w ciąży? Z tego co wiem, to przez pocałunek nie można zajść, ani jakbyś mu zrobiła loda. - zaśmiała się. - Ani przez wymianę śliny, bo rozumiem, że języki ruszyły do akcji?

- Cholera, nie pomagasz mi.

- Oj Hannah, popatrz na to z innej strony. Całowanie jest miłe.

- Bardzo miłe. - napiła się herbaty. -  Napisał mi, że mnie przeprasza.

- Ja zrobię drinka, a ty opowiesz mi o do początku jak było. - Wzięła wódkę, trochę soku. - Drink poprawiający aparat mowy i system nerwowy, raz - uśmiechnęła się.

- Ehh...-wypiła wszystko na raz - Powiem ci od razu, nie zależy mi na nim... a teraz kurde Lauren, to była chwila, atmosfera... no wszystko jakoś się tak zgrało. On jest jakiś taki, nie wiem. Nigdy nie czułam się tak, przy facecie.

- Trochę się ostatnio zbliżyliście do siebie, rozmawialiście codziennie po kilka godzin... i dobrze wiedziałaś, że ta "niewinna kawa" to prawdę mówiąc tylko pretekst do czegoś więcej. Teraz pytanie czy chce wiesz, przelecieć i zostawić, czy zależy mu na czymś więcej.

- O czym ty mówisz... nie będę się z nim wiązać, chce to zakończyć, zanim się na dobre zaczęło. To się nie uda.

- Mam ochotę cię teraz walnąć. Co się nie uda? nie znacie się dobrze, potrzebujecie czasu, ej skoro cie przepraszał, to może sam się nie spodziewał, że tak wyjdzie z tym całowaniem. Porozmawiaj z nim na spokojnie. Chyba tyle możesz dla niego zrobić. Przeleciał całe stany dla ciebie.

- I omal nie przeleciał mnie...

- Tak już od razu, chciałabyś - uśmiechnęła się i zobaczyła uśmiech na buzi przyjaciółki. - Ha! mam cie, ty byś chciała! Kim jesteś i co zrobiłaś z  Hanią?!

- Spadaj... co mam robić?

- Napisz do niego, " Nic się nie stało, ogoliłam nogi i coś jeszcze. Przyjedź, po co ma się marnować moja ciężka praca. " - oberwała kostką lodu z drinka - Ej! staram się pomóc. Zakochana Hannah - uśmiechała się dalej.

- Drwisz sobie ze mnie, a ja mam cholerny burdel w głowie. Powinnam mu napisać. -  Wibrował  jej telefon, to Matt. Jednak Hannah nie odebrała i wyłączyła telefon - Ty się nie całowałaś z Frankiem na pierwszej randce!

- No fakt, my od razu poszliśmy do łóżka! - uśmiechnęła się, wspominając całkiem niezły seks. - Zamiast rozpamiętywać to jak Cię skrzywdził kiedyś facet, lepiej zacznij żyć od nowa. Wiem, że potrafisz, wiele razy to już udowodniłaś. Może teraz jest czas na następny krok, czyli na nowy związek! Hannah, wyjechałyśmy tu żeby właśnie zacząć wszystko od nowa! Nowa praca, nowi ludzie, nowe miłości. Dlaczego nie chcesz spróbować? Obie doskonale wiemy, że w życiu spotka nas jeszcze wiele złego!

-Może masz racje? Ale jeśli jemu zależy tylko na jednym?

-Skoro napisał, dzwonił, to może zależy mu na czymś więcej. Doskonale wiesz, że ja zawsze będę ci pomagała, ale facet niestety czasem, leczy rany lepiej niż najlepsza z najlepszych przyjaciółek. Spróbuj. - Przytuliły się, Hannah się popłakała, ze szczęścia z żalu i wszystkiego innego.

-Już nie płacze, już nie płacze! - otarła łzy - Ale będziesz mnie pocieszać jak mnie oleje? - zaśmiała się.

-No jasne! Tylko powiedz kiedy się z nim spotkasz to kupie jakieś wino, bo drinki jakieś kiepskie. Jak nie na smutki, bo na radość z orgazmu. Chyba, że jest impotentem. - Obie zaczęły się śmiać. Przegadały resztę wieczora, ostatnio brakowało im czasu na rozmowy między sobą.

-A w ogóle, mów jak u ciebie i Franka, znów będzie tu częstym gościem?

-Nie, już nie. W sumie to jesteśmy kumplami, daliśmy sobie czas, żeby opadły emocje. On nie jest złym facetem, tylko ja za szybko zaczęłam go traktować jak przyszłego męża.  Znajdzie się ktoś lepszy.

- Masz już coś na oku?

-Nie mam nikogo na oku, ostatnio mnie podrywał facet w kawiarni. Miał na oko z 60 lat. Trzeba iść spać, jest późno a jutro idę do kawiarni. Ty masz coś do roboty?

- Muszę podejść po zdjęcia, Tom miał mi wywołać, żebym dodała do portfolio. Potem pojadę na zakupy, nasza lodówka woła "dajcie mi jeść".

- A odwieziesz mnie do pracy?

- Tak, spokojnie. A potem cię odbiorę.

- Dzięki mamo - oberwała kuksańca w ramie - Hannah... mnie rodzice nie bili.

- Ale przyjaciółka owszem, dobranoc.

- Dobranoc. Śnij o swoim księciu z bajki.

- Spiedalaj - pokręciła na boki głową, rozbawiona. Weszła do pokoju i przebrała w piżamę. Spojrzała jeszcze raz na telefon, kilka nieodebranych połączeń. Kilka razy zaczynała pisać wiadomość, ale w końcu odpuściła nie mogąc zebrać myśli. Rano zobaczyła, że ma wiadomość.
" Jeszcze raz cię przepraszam. Jeśli potrzebujesz czasu, dam ci go, nie ma sprawy. Tylko nie traćmy kontaktu, tak dobrze nam się rozmawia. Przed końcem roku ruszam z chłopakami w trasę, kilka koncertów po stanach, wpadniemy 27 grudnia, do Nowego Jorku, może wtedy będziesz miała ochotę i czas. Nie mam złych zamiarów, nie chcę cię skrzywdzić. Nie pocałuje cię już, obiecuje... nie mogę przestać o tobie myśleć. 
Matt " 

Wiele razy zaglądała do tej wiadomości. Miała przez nią mętlik w głowie. Wiele się działo nim nadeszły święta. Frank znów pojawił się w ich życiu, dał nadzieję Lauren, że coś z tego będzie. Nadal była na dystans, ale oszukiwała samą siebie uważając, że kontroluje uczucia i emocje.

- Na którą idziesz do kina? - Spytała Hannah otwierając kolejne pudełko z bombkami.

- Frank ma tu być o 2:00, mówił, że musi ze mną poważnie porozmawiać.  Ciekawe o co mu chodzi, ostatnio chodzi taki rozdrażniony.

- Może chce się oświadczyć - puściła oczko Lauren i zawieszała bombki.

- HANNAH! czyś ty kompletnie zwariowała? takie rzeczy mi mówisz... a jeśli to prawda?

-No to co byś zrobiła?

- Ucieknę! nie chcę być jego żoną. - wzdrygnęła się.

- To co mówisz bardzo mnie cieszy, powinnaś go w ogóle zostawić w diabły. Ile razy będziesz przez niego płakać?

- Oj to jest związek bez zobowiązań. Nawet nie związek, bo ze sobą nie śpimy.  Zrobiłaś mi miazgę w głowie. - aż podskoczyła, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.

- Wejdź - powiedziała Hannah i wpuściła gitarzystę do domu. - Woda, sok, są w lodówce.

- Nie, my się będziemy zbierać, prawda Lauren?

- Pewnie, tylko wezmę torebkę. - ubrała też buty, kurtkę, wyszli. Jechali do kina, w pewnej chwili Frank się zatrzymał. - Co się dzieje?

- Chciałem porozmawiać, przed seansem...  Lauren ja...

- NIE WYJDĘ ZA CIEBIE! - zakryła sobie usta dłonią - przepraszam...

- Ale... dobra nieważne. Chodzi o Jamie, ona mnie wrobiła... w dziecko. Ja nie chcę z nią być, ale ona mówi, że nie pozwoli mi się widywać z dzieckiem... sam już nie wiem co robić.

- Odwieźć mnie do domu...

- Lauren, ej słońce... ona dla mnie nic nie znaczy.

- Odwieź mnie do domu rozumiesz?!... - złapał ją za rękę, wyrwał mu dłoń i wysiadła z samochodu, do oczu napłynęły jej łzy. Złapała taksówkę, wracała do domu. Tam od razu wpadła w ramiona przyjaciółki. - On jej zrobił dziecko i jeszcze się mnie pyta co ma robić...

- Zasrany casanowa...

- A ma małego... - płakała i tuliła się. - Nie pozwól mi więcej się nabrać na jego słodkie oczka. Wydrap mu je... - zaszlochała.

- Już dobrze, ej no. On nie jest tego wart... - gdy w końcu Lauren się uspokoiła, Hananh zrobiła gorącą czekoladę, razem skończyły ubierać choinkę. A wieczór upłynął im przy oglądaniu bajek.

Wigilia.
 Podczas świątecznego obiadu, rozmawiały i wspominały święta w Polsce. Nie myślały, że będzie tak ciężko. Obie wzięły telefony i nie myśląc o rachunku za telefon, zadzwoniły do swoich rodzin. Mało rozmawiali, życie dziewczyn w Nowym Jorku było tak intensywne, że nie starczało im czasu. Wieczorem otworzyły wino, wymieniły się prezentami.

- Och, ale po co mi urządzenie do zabijania much? - Zapytała Lauren oglądając zieloną packę.

- Żebyś miała narzędzie do bicia facetów, którzy będą chcieli złamać ci serce. - Hannah otworzyła swój - Ramka? z kondomem, och. Używany przez ciebie ?

- Jesteś okropna! - zaśmiała się - Jest czysty, jak będziesz potrzebować to sobie wyciągnij.

- I na co go ubiorę? na palec?

- Palec wydymalec - parsknęły śmiechem, wino robiło swoje. Miały ubaw z byle czego. - Ej napisz do Matt'a

- Zwariowałaś?

- Jest dzisiaj taki dzień, no napisz. Ja napiszę za ciebie! - Wzięła telefon przyjaciółki, uciekała jej i mówiła co pisze, chociaż tego nie robiła. Jej koordynacja ruchowa, nie pozwalała na poruszanie palcami i bieganie jednocześnie. - Przyjedź do mnie, chcę się pieprzyc, mam już kondona, czekam. Cała i mokra Hannah. Wyślij.

- Zwariowałaś? - zabrała telefon, sprawdzała - Masz ogromne szczęście.
Hannah w końcu napisała do niego.

" Mam nadzieję, że koncerty wypadły dobrze. Chciałam ci życzyć wesołych świąt. " 
Bardzo szybko dostała odpowiedź, która jak to już było w zwyczaju, kompletnie wytrąciła ją z równowagi.

"Będą szczęśliwe, jeśli przyjdziesz na koncert." 
Nie umiała mu odpisać, wypiła jeszcze dwie lampki wina i poszła spać.

28.12.2004. 
Hannah była spokojna, wczoraj nie poszła koncert, Matt się nie odezwał. Pewnie wracał już do domu i będzie mogła o nim zapomnieć. Teraz dziewczyny zastanawiały się co zrobią w sylwestra, jak się ubiorą i czy zaliczą jeden przypadkowy seks, czy więcej. Ich rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.  Za drzwiami stała Jamia, zaciążona kobieta, Franka. Była cała zapłakana, szukała kolejnej chusteczki w torbie kiedy Hannah otworzyła drzwi.

- Zbierasz na nowe buty, na piwo, na skrzypce?

- Jest Lauren?

- Nie ma jej...

-Zawołaj ją!

-Nie ma jej! Idź sobie -zamykała drzwi, ale ta baba przytrzymała je nogą.

-LAUREN!

-Nie ma mnie, a już na pewno nie dla ciebie... - powiedziała Lauren stojąc obok Hanny.

- Proszę, ja chcę tylko porozmawiać. Wiem, że źle zrobiłam, Frank mnie nie kocha! Spieprzyłam wam związek... chciałam tą ciążą wszystko ratować, ale on nie chce.

- To niech zacznie cie kochać, bo tylko ty mu zostałaś. Bierz go sobie i jego małego penisa również.

- Żegnam...- Hannah zamknęła drzwi. - Co za tupet

- Dziwna jest, w sumie się nie dziwie, że Frank ją olał - zaśmiała się.- Ej pożyczysz mi swoją sukienkę? ta czarną, wiem, że ty i tak jej nie ubierzesz.

- A właśnie że ją ubiorę, masz więcej ciuchów ode mnie.

     Nagle ktoś z kopa otworzył drzwi, dziewczyny zaczęły piszczeć. Dwóch kolesi wparowało do domu, mieli na głowach kominiarki.  Jeden wziął Hanne, drugi Lauren, strasznie się wyrywały, zakrywali im usta. Kolejni weszli do domu i zaczęli plądrować dom w poszukiwaniu niewiadomo czego. Kiedy zapytali je gdzie są klucze od domu, bez namysłu pokazały komodę, na której leżały.

8 komentarzy:

  1. ;o porwal ja? tego bym sie kompletnie nie spodziewala! ;o

    OdpowiedzUsuń
  2. Obiecuję, że tym razem komentarz krótszy, bo muszę się opanować:)
    Laska F. WTF? Co za kobieta, żeby łapać faceta na dziecko? I jeszcze się później dziwi, że on jej nie kocha. Zaiste, szok że ja pierdziele... Wiem, że powinno mi być szkoda L., ale czuję że wyjdzie na tym lepiej niż gdyby dalej ciągnęła związek z F.
    M. zdobywa się na takie poświęcenia dla H. Kiedy L. wspomniała, że przeleciał dla H. całe Stany, od razu w głowie usłyszałam piosenkę: "Rzeki przepłynąłem, góry pokonałem, wielkim lasem szedłem, nocy nie przespałem..." Mniejsza z tym...:D
    Końcowa akcja rozwala system. Gdyby to mnie napadli, to z mieszkania wynieśliby mnie martwą, bo moje serce na pewno by tego nie wytrzymało^^
    To by było na tyle jeżeli chodzi o krótki koment... Ale staram się, ok? :D Czekam na następny i reakcję dziewczyn!
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są takie teksty, że nie można ich przeczytać. Ja właśnie zaśpiewałam w głowie "Rzeki przepłynąłem, góry pokonałem, wielkim lasem szedłem, nocy nie przespałem..." <-- DZIĘKUJE CI MAMO!

      Dziewczyny ujdą z życiem, są twarde!

      Usuń
  3. Co jak to? W takim momencie skończyłaś? Nie zasnę spokojnie :(
    I w ogóle po co ta ciężarna łajza przychodziła do ich domu ...? . Cieszylabym się jakby okazało się, że ci którzy je porwali to Gates i Shadows :DD
    Czekam na kolejne, całuje
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  4. A może by tak Shadows i Gates byli porywaczami? :)

    OdpowiedzUsuń