Spokojny wieczór w Nowym Jorku, wino, koc, internet i humus z ogromną ilością czosnku.
- Pojedziemy do rodziców w przyszłym miesiącu? Sprawdzam właśne bilety i są bardzo tanie. - Powiedziała Hannah przeglądając stronę lini lotniczych.
- Ale zaczynam pracę z chłopakami, kiedy dokładnie? - Lauren usiadła obok i jadła humus.
- Zabierz to, pachniesz czosnkiem na kilometr, albo daj - wzięła kawałek marchewki, nabrała pasty i jadła.
- Odstraszam mężczyzn. I nic nie pachnie gorzej od... dskhieh - nie mogła dokończyć, ponieważ blondynka wepchnęła jej spory kawałek warzywa do buzi.
- Nie zaczynaj mi z historią o skarpetkach. Błagam, chce mi się wymiotować, na samą myśl. - Spojrzała na twarz przyjaciółki - nie dąsaj się, nie bądź dzieckiem.
- Dobrze mamo. To kiedy ten lot?
- Albo za 3 tygodnie, to by wychodziło, że przed nagraniem, albo tydzień po ich przyjeździe. - Ktoś zadzwonił do drzwi. - Zapraszałaś kogoś?
- Kogo? może to znów kwiaty do ciebie - otworzyła - Brian? ... -została przytulona przez chłopaka. - Co ty tu robisz?
- Przyleciałem, bo muszę z tobą porozmawiać. Cześć Hannah - pomachał blondynce, która rozglądała się, czy gdzieś nie ma Matt'a - On nie mógł przyjechać, mogę porwać Lauren na chwile? Na większą chwile?
- Mam coś do powiedzenia? - spytała brunetka, będąc ciągle w objęciach Briana.
- Nie, tylko się ubierz - uśmiechnął się i puścił ją, wszedł do domu i zamknął za sobą drzwi - ładnie tu, jak przyjechaliśmy wcześniej, to jakoś nie było okazji się rozgościć.
- Zabawne, co u Matt'a ? - nalała nowemu koledze wody do szklanki. - proszę.
- O dzięki, Matt szykuje się do nagrywania, pisze teksty, coś poprawia, albo się wkurwia na nas. Imprezuje. Norma. - wypił wodę do końca. - Ale często o tobie mówi.
- To miło. Gdzie zabierasz Lauren?
- Niespodzianka. Ej powiedz, myślisz, że ona mnie lubi?
- Nie mówiła o tobie za wiele, bardziej w pamięci ma Zacka, ale nie, spokojnie... zrobiłeś taką smutną minę, spokojnie. Pamięta o jego skarpetach. Brian, proszę nie skrzywdź jej.
- Nie jestem idiotą, ani psychopatą.
- Nie? - zaśmiała się.
- Jestem gotowa, ale Brian... -złapał ja za rękę i wyszli z domu, prawie za nim biegła. On cieszył się jak głupi - Brian, cholera Brian! - zatrzymała się. - Co cię opętało...
- Przepraszam - zatrzymał się i wyciągnął do niej rękę - chodź.
- Ale gdzie, jeju, nie mogliśmy porozmawiać w domu? - podeszła do niego, ruszyli spokojnym krokiem.
- No bo chodzi o to, że chciałem coś dla ciebie zrobić. I idziemy do twojego studia. Mam sporo pomysłów i chcę wiedzieć, czy tobie też się podobają.
- Ono nie jest moje i jest zamknięte teraz. Gates proszę cie... wracajmy do domu.
- Lauren... - stanął przed nią - jeśli mnie nie chcesz to sobie pójdę, ale bo ja chciałem żeby było wyjątkowo.
- Jeśli chcesz, żeby było wyjątkowo, to muszą być kwiaty - uśmiechnęła się do niego, pocałowała w policzek. Dała mu nadzieję. - Chodź do domu, obejrzymy jakiś film, a wyjątkowo będzie następnym razem dobrze?
- To nie miało tak być.
- A jak? to urocze, że przeleciałeś całe stany, żeby mi zagrać na gitarze.
- Bo ci się podobało w autobusie. Widziałem jak mnie obserwowałaś.
- Brzmisz trochę jak psychol, wyglądasz trochę jak psychol. Dobrze, że idziemy do domu. - Spojrzała na niego, był smutny - ej, no weź, ja tak tylko żartowałam.
- Lauren, cholera podobasz mi się... - poczuł jak mocniej ściska jego dłoń.
- Nie mówisz tego poważnie.
- Mówię poważnie, myślisz, że dlaczego pobiłem jakiegoś faceta, bo nie miałem co z rękami zrobić? Pocałowałaś Zacka, ciągle na niego leciałaś... nie wiem co do kurwy mamy w nim widzisz. Tym bardziej, że on ma kogoś w HB. A ja nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził.
- Bo sam jesteś, kurwa rycerzem na białym koniu... taki szlachetny i idealny mężczyzna, ho ho ho, nie ma takich. Ty tez musisz mieć swoje za uszami, wiem to. A do twojej wiadomości, nie mam teraz czasu na przejmowanie się facetami, którzy chcą mi się dobrać do majtek, żegnam. - Otworzyła drzwi i weszła do domu, trzasnęła mu przed nosem.
- Co tak krótko? Gdzie Brian? - w domu rozległ się dzwonek do drzwi. - To on?
- Pewnie on... zakochany kundel. - otworzyła drzwi, Brian wszedł jak do siebie, napierał swoim ciałem na Lauren, stała pod ścianą on przed nią. Patrzył jej w oczy, pochylał się nad nią bardzo blisko.
- Posłuchaj mnie księżniczko... nie chciałem ci się dobrać do majtek, nie znasz mnie wiec nie oceniaj, a skoro nie dajesz mi okazji, żebym ci pokazał jaki jestem, to twoja strata. - Odsunął się od niej, a ona go przyciągnęła i pocałowała. Kompletnie oszołomiony tym co się stało, patrzył na nią i nie wierzył. - A teraz o co ci chodzi?
- Nie idź sobie... - złapała go za rękę i poszła z nim do pokoju. Po chwili już byli nadzy. Całowali się jak dzicy, on jakby czytał w jej myślach i zaczął pocałunkami zjeżdżać coraz niżej. Nie minęła chwila, kiedy ostro manewrował w niej językiem. Palce powoli się zagłębiały, a język łaskotał i napierał. Orgazm nadszedł niespodziewanie. Brian podniósł się, ona szybko wskoczyła mu na ręce, co było nie lada wyczynem, zważając na różniący ich wzrost. Nogami ciasno oplotła go w pasie i unosząc się ku górze, a zaraz potem w dół, wsunęła się na jego penisa.
Na początku powoli poruszała się w górę i w dół, ale zaraz potem zwiększyła tempo, dosłownie skacząc mu na rękach. Przycisnął ją do ściany, zagłębiając się w nie raz po raz. Wbijał się głęboko, całym swoim mieczem, dochodząc do samego końca. Następnie wychodził tak, że pozostawał w niej sam jego czubek. Dopasowała się do jego rytmu, odpowiednio poruszała biodrami. Poczuła, że wlewa się w nią ciepła substancja. Poczekała do końca, a następni zeskoczyła na ziemię i pchnęła go na kanapę. Zaczęła go ujeżdżać z nowymi pokładami energii. Jej piersi skakały mu przed twarzą, a sutki raz, po raz, ocierały się o kłujący zarost na jego brodzie. Kiedy była już na granicy, on złapał za jej pośladki, poruszając nimi szybko. Odchyliła plecy w łuk w spazmach orgazmu. Zsunęła się z niego i położyła obok. Wtedy Brian wpił się w jej pierś. Sapnęła lekko. Ssał, przygryzał, drażnił na wszystkie możliwe sposoby. Kiedy się odsunął, cała płonęła czerwienią. Obrócił ją na plecy i uniósł jej biodra, zginając nogi w kolanach. Nachylił się nad nią i wyszeptał jej do ucha:
- Jesteś taka ciasna... Taka jędrna… Taka wspaniała…
Szybkim ruchem wbił się między jej pośladki. Nie tracił czasu na te wszystkie ceregiele, a od razu wsuwał się i wysuwał z prędkością zawodowca. Teraz doszli w tym samym momencie. Gdy ich oddechy wróciły do normy odpłynęli w błogi sen.
" Bardzo mi cie brakuje teraz, słucham ciągle "warmness on the soul" i chce mi się płakać. Tęsknie.
Hannah."
Zasnęła nie dostając odpowiedzi, a piosenka leciała wciąż od nowa i od nowa.
tyle opowiadan, tyle seksu, a zadna z was nie uzywa chociazby gumki! a co z chorobami?!
OdpowiedzUsuńŁAPIEMY NA DZIECKO!
Usuńtrue story, sis!
UsuńJa chcę więcej, i więcej, i więcej!!! Mówiłam, że stworzyłaś potwora:D
OdpowiedzUsuńL. po mistrzowsku przejęła dowodzenie nad całą sytuacją. Z B. jaki ogier, tak ją brać z każdej możliwej strony wow. Tylko biedna H. musiała tego słuchać i tęsknić za M. I czemu jej nie odpisał??? "Warmness on the soul" <3
Pisz/edytuj szybko następny i dodaj dzisiaj, ładnie plosim :*
Buziole, Pat:)
Ogier, hahahahaa <3 edytuje, staram się, palce mi płoną ;D
Usuńja nie wiem czy to ja jestem jakaś dziwna, czy czo ta hannah, ale mi się odcinek wydał jakiś mega smutny.
OdpowiedzUsuńwith love,
z.
Będzie smutniej ;<
UsuńBoże jak to sie szybko stało!!
OdpowiedzUsuńNiegrzeczni :) Pisz wiecej, bo nie mogę sie już doczekać.
Wstydzę sie swoich myśli jak widzę nagiego Briana z tatuażami na ciele (leci mi ślinka) haha :)
Czekam na wiecej,
buziaki, Dorota
kolejny zaraz będzie ;) a po nim będzie już lawina złego i dobrego ;D
UsuńKurde zawalona jestem egzaminami i zaliczeniami aż mam chęć się powiesić, a tu jakiś taki smutny ten odcinek?
OdpowiedzUsuńAle pojawienie się Briana w drzwiach to niespodzianka jaką chętnie widziałabym u siebie.
Briana ci nie zagwarantuje, ale kolejny odcinek czeka, aż ogarniesz egzaminy ;D POWODZENIA btw ;*
Usuń